poniedziałek, 6 czerwca 2011

Jaskinia Małp (Ape Cave, WA)

Ostatni weekend maja w USA jest zazwyczaj dłuższy o jeden dzień z racji obchodzonego wtedy Memorial Day. Jest to również zwyczajowy początek sezonu letniego. W tym roku natura zbytnio się tym nie przejęła, zafundowała nam temperatury bardziej marcowe niż letnie, obficie pokropione ulewnym deszczem, a co poniektórzy amatorzy kempingowania musieli strząsać z namiotów śnieg.

My również dołączyliśmy do tłumu pędzącego na krótkie wakacje, tyle, że wziąwszy dwa dni wolnego, wyruszyliśmy dwa dni przed resztą.

Tym razem wybraliśmy się na północ, do stanu Waszyngton.
Głównym celem tej wyprawy było spełnienie Smykowego marzenia, ale o tym w stosownym czasie. Zanim do tego doszło, przeżyliśmy prawdziwą przygodę zwiedzając Jaskinię Małp - Ape Cave.

Ape Cave to jaskinia lawowa, naturalny tunel, utworzony przez lawę pod powierzchnią ziemi. Ape Cave jest trzecią co do długości jaskinią lawową na świecie, a najdłuższą w części kontynentalnej Stanów Zjednoczonych - mierzy 3978 metrów (niektóre źródła podają 3975 metrów.) Tego typu formacja to prawdziwa rzadkość w tych rejonach, ponieważ większość stożków wulkanicznych w Górach Kaskadowych to stratowulkany, stożki których budują skały piroklastyczne czyli powstałe ze stałych produktów wydostających się z wnętrza wulkanu (głazy, kamienie, bomby wulkaniczne, lapilli, pumeks, scoria, popioły wulkaniczne, pyły) a nie lawa – ta wydobywa się podczas wybuchu wulkanów tarczowych. (Ja sama z siebie aż taka mądra nie jestem – informacje te zasięgnęłam z kilku stron Wikipedii.)

Ape Cave znajduje się w popbliżu góry-wulkanu Mount St. Helens, niestety tego dnia lało i nie było nam dane podziwiać żadnych widoków. Trochę szkoda.

Jaskinia Małp została odkryta w 1947 roku, a trzy lata później zbadali ją skauci, nadając jej też nazwę. 
A dlaczego akurat Jaskinia Małp? 
W tych rejonach jedyne małpy występują wszak tylko w ogrodach zoologicznych. 
Udało mi się znaleźć dwie hipotezy. Zgodnie z jedną z nich, skauci wybrali nazwę na cześć swoich sponsorów, druga hipoteza głosi, że byli zafascynowani opowieściami lokalnych plemion indiańskich o Wielkiej Stopie.



  
Wracając do naszej wyprawy do Jaskini Małp, odpowiednio wyposażeni w lampki-czołówki (sztuk 3) oraz dwie mocne latarki, zapuściliśmy się w mroczny tunel.
Zejście znajduje się mniej więcej w połowie jaskini, a zwiedzający mają do wyboru dwie możliwości: w jedną stronę idą ci, którzy wolą trasę łatwiejszą, w drugą ci, którym nie straszne trudy odkrywców.




Ruszyliśmy w tę łatwiejszą stronę. Ponieważ jaskinia ma kształt rury, bez żadnych odchodzących odnóg, zgubić się nie można. Nie ma takiej możliwości. 




Łatwiejszą trasą dochodzi się do końca i wraca tą samą trasą. Zgodnie z informacją, trasa jest łatwa. Idzie się niemal jak po miejskim chodniku, żadnych niedogodności, nierówności, jedynie na końcu ci, co chcą dotrzeć do samiusieńkiego końca, muszą ostatnie metry pokonać na czworaka – co oczywiście uczyniliśmy i było wesoło.




Spotkaliśmy nielicznych zwiedzających (zaleta wypraw czwartkowych), niemal cały czas nie dochodziły do nas żadne głosy, poza naszymi własnymi.
Kiedy wróciliśmy do punktu wyjścia odczuwaliśmy spory niedosyt – nawet nie zdołaliśmy się zmęczyć! W związku z tym wybraliśmy się na zwiedzanie trasy trudniejszej. Ale o tym następnym razem.

6 komentarzy:

Asia - mama Nadii pisze...

Rewelacja :-) Stan Waszyngton to mi się z SAGĄ ZMIERZCH kojarzy :-)

Motylek pisze...

Asiu - zupełnie nie kojarzę tej Sagii...

Motylek

Antonina pisze...

Cieszę się, że znów dzielisz się z nami swymi podróżami. Z przyjemnością poczytam, chociaż na blogowanie ostatnio mam strasznie mało czasu i jakoś wcześniej nie zauważyłam Twego wpisu o przenosinach bloga. Pozdrawiam.

Motylek pisze...

Antonina - cieszę się, że tu dotarłaś! Wiem jak to jest z brakiem czasu, bo sama mam ostatnio problemy z odwiedzinami na zaprzyjaźnionych blogach...

Motylek

Ataner pisze...

Macie wyjatkowy dar do wyszukiwania widowiskowych miejsc. To takie mroczne i straszne jak z bajki o smoku zamieszkujacym pieczare. Sama bym nie poszla za zadne skarby swiata :))

Motylek pisze...

Ataner - obecnosci smoka nie stwierdzilismy...
Za skarby swiata nie poszlabys, a z P?