Tydzień temu Emilia otrzymała sakrament bierzmowania.
Przyznam, że kiedy pod koniec wakacji oświadczyła, że chce otrzymać ten sakrament, byłam mocno zdziwiona. Jak sporo nastolatków Emilia nie lubi i nie chce chodzić do kościoła i w pewnym momencie stwierdziłam, że widać nie została obdarowana łaską wiary a ciąganie jej do kościoła na siłę to w zasadzie indoktrynacja i dałam sobie spokój.
A tutaj taka niespodzianka! Ale w zasadzie nie powinnam być zaskoczona skoro kilka koleżanek, w tym w tym ówczesna naj, miały w planach bierzmowanie.
Ku mojemu jeszcze większemu zaskoczeniu Emilia grzecznie chodziła na zajęcia, trzymała język za zębami nie wyrywając się ze swoimi opiniami na omawiane tematy, i nawet wstawała bladym świtem, a w zimie nawet przed świtem, na niedzielną mszę.
Ponieważ ja lubię śpiewać z grupą na mszy o 8.30 rano, a rozgrzewkę wokalną mamy o 8.00 rano, w kościele muszę być dość wcześnie, a Emilia ze mną. Zaproponowałam, że możemy chodzić w sobotę, ale chyba Emilii też bardziej odpowiada brzmienie grupy niedzielnej. Nie mając nic innego do roboty podawała parafianom śpiewniki na wejściu, potem powierzono jej koszyk na ofiarę a w końcu wciągnięto ją w komisję liczącą po mszy datki. Jednym słowem, nabiła sobie punktów i to sporo u wszystkich, którzy byli zaangażowani w przygotowanie młodzieży do sakramentu bierzmowania.
W wielkim poście proboszcz wymyślił rekolekcje, w każdą niedzielę postu o 2.30, godzinę albo i dłużej. I okazało się, że te rekolekcje są oczywiście obowiązkowe jeśli przygotowujesz się do bierzmowania. Emilia zacisnęła zęby i poszła.
Najtrudniej chyba było jej trzymać na wodzy myśli i opinie, stojące w sprzeczności do głoszonych na zajęciach prawd. Cóż, nie wiem czy moja córka została obdarzona darem wiary, ale z pewnością Duch Święty obdarował ją darem samodzielnego myślenia i łatwością formułowania werbalnie swoich przemyśleń i opinii. Z wieloma z nich zgadzam się całkowicie lub częściowo, ale że Emilii zależało jednak na tym bierzmowaniu (nadal ku mojemu zaskoczeniu) umówiłyśmy się, że na zajęciach grzecznie będzie potakiwać, a co jej leży na wątrobie wygarnie w bezpiecznym zaciszu domowym. Lub zaraz po zatrzaśnięciu drzwi samochodu.
Gdzieś tak w lutym doprecyzowano datę - 9 maja. Masz Ci los! Najlepszy kandydat na świadka, starszy brat, został tym samym wyeliminowany z racji studiów (dla niezorientowanych - syn studiuje na drugim krańcu kontynentu). I szukaj tu kandydatki, która na zawołanie wytrzaśnie zaświadczenie chrztu, przystąpienia do pierwszej komunii, bierzmowania a w przypadku mężatek, zaświadczenie o ślubie kościelnym. Tak, wszystkie cztery konieczne według naszego proboszcza.
Emilia wymyśliła koleżankę, która sakrament bierzmowania otrzymała rok wcześniej - za młoda, musi mieć 16 lat a koleżanka miała tylko 14.
No to może mama innej koleżanki, tej naj. Okazało się, że nie ma ślubu kościelnego.
Nasza bliska polska znajoma ostatnio więcej czasu spędza w Polsce z mamą niż w Oregonie i nie była w stanie przybyć na obowiązkowe dwa spotkania dla rodziców i świadków. A poza tym wszystkie wymagane zaświadczenia w Polsce.
W końcu wymyśliłam że zapytam mamę innej koleżanki Emilii. Marię znam od lat bo jej najstarsza córka chodziła do szkoły z Krzyśkiem. Na wszystkie obowiązkowe spotkania i tak musiała się stawić bo jej dwójka dzieci przygotowywała się do bierzmowania tak jak Emilia. Zapytałam o ten ślub kościelny - ma! Ale brała go w Meksyku. Pozostałe zaświadczenia też w Meksyku. Ale powiedziała, że nie ma sprawy, że je jakoś ściągnie.
Dygresja: Można by pomyśleć, że .... a może jednak nie napiszę o swoich przemyśleniach i wnioskach.
No i jeszcze kwestia stroju, omawiana przez proboszcza kilkakrotnie. Standardowo skromnie, w znaczeniu nie epatowania wdziękami cielesnymi (jak zwykle to ubiór kobiet wymaga najwięcej regulacji...). Najlepiej na biało lub czerwono, bo to kolor Ducha Świętego.
No i tutaj pojawił się problem, bo Emilia jest na etapie bezwzględnie bezsukienkowym a jedyne posiadane buty są sportowe. Nie było mowy o zakupach odzieżowych pod kątem bierzmowania ale na szczęście wygrzebałam z przepastnej szafy mój wiekowy letni komplet, bluzka plus spódnica, do której od wielu lat się nie mieszczę ale nadziei, że kiedyś schudnę jednak nie straciłam. Komplet w czerwonym kolorze z drobnymi białymi kwiatkami, pasujący na Emilię jak ulał! Do tego mój biały sweterek, który i tak czasem mi dziecko podbiera. Kupiłam do tego białe rajstopy, które zostały potraktowane jak kajdany, więc pozostało jedynie mieć nadzieję, że pogoda dopisze i nie będą potrzebne.
Pozostała kwestia obuwia. Wiedziałam, że będą to buty na jedno wyjście, więc postawiłam na opcję najbardziej ekonomiczną i pojechałyśmy do sklepu z używanymi rzeczami. (Pożyczyłabym dziecku swoje buty, mam nawet ładne białe sandałki, ale za duża różnica w rozmiarach.) Trafiły nam się ładne sandały w cielistym kolorze chyba nigdy nie noszone a do tego w promocyjnej cenie $5. Ubiór odfajkowany. A potem w Wielkanoc wieczorem Emilia wylądowała na pogotowiu z pękniętą kością palca us stopy ale na szczęście do bierzmowania wydobrzała.
No dobrze, dotarliśmy do początku maja.
Wtorek: Spowiedź. Odwiozłam dziecko do kościoła, nie wiem czy do tej spowiedzi poszła czy nie, zdecydowałam, że nie będę pytać.
Czwartek: Próba. Bierzmowanie w kościele w sąsiedniej miejscowości, nigdy w tym kościele nie byłam. Próba poszła w miarę sprawnie. Emilia stwierdziła, że w sumie nie odpowiada jej patron, którego sobie wybrała - Święty Krzysztof. Zapytałam dlaczego wybrała tego świętego, odpowiedziała, że nie wie. Zaproponowałam, żeby sobie zmieniła jak jej nie pasuje. Wieczorem wymyśliła Świętą Cecylię.
Sobota: Kazali nam przybyć na 45 minut przed rozpoczęcie uroczystości czyli na 9:15 rano. Emilia i jej przyjaciółka Karina, która nawet nie jest katoliczką ale stwierdziła, że chce być z Emilią w tym ważnym dla niej dniu, wstały same i wyszykował się nawet przede mną.
Na bierzmowanie pofatygował się do nas Arcybiskup, ten sam, który przybył na bierzmowanie Krzyśka kilka lat temu. Zdjęcia robiła społecznie ta sama osoba, a że robi ładne zdjęcia, odpuściłam sobie wygibasy w celu uchwycenia najlepszego ujęcia.
Okazało się, że katecheci przygotowali dla wszystkich kandydatów karteczki z imieniem, imieniem wybranego świętego i odpowiedziami - jak by się komu zapomniało. Plan Emilii podmienienia patrona spalił na panewce. Została ze Świętym Krzysztofem. Jakoś przeżyła.
Uroczystość przebiegła dość sprawnie, potem jeszcze zdjęcia w różnych konfiguracjach, a w drodze do domu dziewczyny zażyczyły sobie Sushi a ja jeszcze pojechałam do sklepu po lody, bo na wieczór byłyśmy zaproszone do Marii na "obiad", czyli imprezę jak się patrzy. Oczywiście był okazjonalny tort:
Chciałam jakoś podziękować Marii że zgodziła się być świadkiem Emilii i ściągać z Meksyku te wszystkie zaświadczenia. Wymyśliłam, że podziękuję jej własnoręcznie zrobionym prezentem. I tak właśnie zrobiłam ale o tym będzie następnym razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz