niedziela, 17 maja 2026

Sakrament Bierzmowania

Tydzień temu Emilia otrzymała sakrament bierzmowania.



Przyznam, że kiedy pod koniec wakacji oświadczyła, że chce otrzymać ten sakrament, byłam mocno zdziwiona. Jak sporo nastolatków Emilia nie lubi i nie chce chodzić do kościoła i w pewnym momencie stwierdziłam, że widać nie została obdarowana łaską wiary a ciąganie jej do kościoła na siłę to w zasadzie indoktrynacja i dałam sobie spokój. 

A tutaj taka niespodzianka! Ale w zasadzie nie powinnam być zaskoczona skoro kilka koleżanek, w tym w tym ówczesna naj, miały w planach bierzmowanie. 

Ku mojemu jeszcze większemu zaskoczeniu Emilia grzecznie chodziła na zajęcia, trzymała język za zębami nie wyrywając się ze swoimi opiniami na omawiane tematy, i nawet wstawała bladym świtem, a w zimie nawet przed świtem, na niedzielną mszę. 

Ponieważ ja lubię śpiewać z grupą na mszy o 8.30 rano, a rozgrzewkę wokalną mamy o 8.00 rano, w kościele muszę być dość wcześnie, a Emilia ze mną. Zaproponowałam, że możemy chodzić w sobotę, ale chyba Emilii też bardziej odpowiada brzmienie grupy niedzielnej. Nie mając nic innego do roboty podawała parafianom śpiewniki na wejściu, potem powierzono jej koszyk na ofiarę a w końcu wciągnięto ją w komisję liczącą po mszy datki. Jednym słowem, nabiła sobie punktów i to sporo u wszystkich, którzy byli zaangażowani w przygotowanie młodzieży do sakramentu bierzmowania.

W wielkim poście proboszcz wymyślił rekolekcje, w każdą niedzielę postu o 2.30, godzinę albo i dłużej. I okazało się, że te rekolekcje są oczywiście obowiązkowe jeśli przygotowujesz się do bierzmowania. Emilia zacisnęła zęby i poszła. 

Najtrudniej chyba było jej trzymać na wodzy myśli i opinie, stojące w sprzeczności do głoszonych na zajęciach prawd. Cóż, nie wiem czy moja córka została obdarzona darem wiary, ale z pewnością Duch Święty obdarował ją darem samodzielnego myślenia i łatwością formułowania werbalnie swoich przemyśleń i opinii. Z wieloma z nich zgadzam się całkowicie lub częściowo, ale że Emilii zależało jednak na tym bierzmowaniu (nadal ku mojemu zaskoczeniu) umówiłyśmy się, że na zajęciach grzecznie będzie potakiwać, a co jej leży na wątrobie wygarnie w bezpiecznym zaciszu domowym. Lub zaraz po zatrzaśnięciu drzwi samochodu.

Gdzieś tak w lutym doprecyzowano datę - 9 maja. Masz Ci los! Najlepszy kandydat na świadka, starszy brat, został tym samym wyeliminowany z racji studiów (dla niezorientowanych - syn studiuje na drugim krańcu kontynentu). I szukaj tu kandydatki, która na zawołanie wytrzaśnie zaświadczenie chrztu, przystąpienia do pierwszej komunii, bierzmowania a w przypadku mężatek, zaświadczenie o ślubie kościelnym. Tak, wszystkie cztery konieczne według naszego proboszcza. 

Emilia wymyśliła koleżankę, która sakrament bierzmowania otrzymała rok wcześniej - za młoda, musi mieć 16 lat a koleżanka miała tylko 14. 

No to może mama innej koleżanki, tej naj. Okazało się, że nie ma ślubu kościelnego. 

Nasza bliska polska znajoma ostatnio więcej czasu spędza w Polsce z mamą niż w Oregonie i nie była w stanie przybyć na obowiązkowe dwa spotkania dla rodziców i świadków. A poza tym wszystkie wymagane zaświadczenia w Polsce.

W końcu wymyśliłam że zapytam mamę innej koleżanki Emilii. Marię znam od lat bo jej najstarsza córka chodziła do szkoły z Krzyśkiem. Na wszystkie obowiązkowe spotkania i tak musiała się stawić bo jej dwójka dzieci przygotowywała się do bierzmowania tak jak Emilia. Zapytałam o ten ślub kościelny - ma! Ale brała go w Meksyku. Pozostałe zaświadczenia też w Meksyku. Ale powiedziała, że nie ma sprawy, że je jakoś ściągnie. 

Dygresja: Można by pomyśleć, że .... a może jednak nie napiszę o swoich przemyśleniach i wnioskach.

No i jeszcze kwestia stroju, omawiana przez proboszcza kilkakrotnie. Standardowo skromnie, w znaczeniu nie epatowania wdziękami cielesnymi (jak zwykle to ubiór kobiet wymaga najwięcej regulacji...). Najlepiej na biało lub czerwono, bo to kolor Ducha Świętego. 

No i tutaj pojawił się problem, bo Emilia jest na etapie bezwzględnie bezsukienkowym a jedyne posiadane buty są sportowe. Nie było mowy o zakupach odzieżowych pod kątem bierzmowania ale na szczęście wygrzebałam z przepastnej szafy mój wiekowy letni komplet, bluzka plus spódnica, do której od wielu lat się nie mieszczę ale nadziei, że kiedyś schudnę jednak nie straciłam. Komplet w czerwonym kolorze z drobnymi białymi kwiatkami, pasujący na Emilię jak ulał! Do tego mój biały sweterek, który i tak czasem mi dziecko podbiera. Kupiłam do tego białe rajstopy, które zostały potraktowane jak kajdany, więc pozostało jedynie mieć nadzieję, że pogoda dopisze i nie będą potrzebne. 

Pozostała kwestia obuwia. Wiedziałam, że będą to buty na jedno wyjście, więc postawiłam na opcję najbardziej ekonomiczną i pojechałyśmy do sklepu z używanymi rzeczami. (Pożyczyłabym dziecku swoje buty, mam nawet ładne białe sandałki, ale za duża różnica w rozmiarach.) Trafiły nam się ładne sandały w cielistym kolorze chyba nigdy nie noszone a do tego w promocyjnej cenie $5. Ubiór odfajkowany. A potem w Wielkanoc wieczorem Emilia wylądowała na pogotowiu z pękniętą kością palca us stopy ale na szczęście do bierzmowania wydobrzała.



 

No dobrze, dotarliśmy do początku maja. 

Wtorek: Spowiedź. Odwiozłam dziecko do kościoła, nie wiem czy do tej spowiedzi poszła czy nie, zdecydowałam, że nie będę pytać.  

Czwartek: Próba. Bierzmowanie w kościele w sąsiedniej miejscowości, nigdy w tym kościele nie byłam. Próba poszła w miarę sprawnie. Emilia stwierdziła, że w sumie nie odpowiada jej patron, którego sobie wybrała - Święty Krzysztof. Zapytałam dlaczego wybrała tego świętego, odpowiedziała, że nie wie. Zaproponowałam, żeby sobie zmieniła jak jej nie pasuje. Wieczorem wymyśliła Świętą Cecylię.

Sobota: Kazali nam przybyć na 45 minut przed rozpoczęcie uroczystości czyli na 9:15 rano. Emilia i jej przyjaciółka Karina, która nawet nie jest katoliczką ale stwierdziła, że chce być z Emilią w tym ważnym dla niej dniu, wstały same i wyszykował się nawet przede mną.

Na bierzmowanie pofatygował się do nas Arcybiskup, ten sam, który przybył na bierzmowanie Krzyśka kilka lat temu. Zdjęcia robiła społecznie ta sama osoba, a że robi ładne zdjęcia, odpuściłam sobie wygibasy w celu uchwycenia najlepszego ujęcia.

Okazało się, że katecheci przygotowali dla wszystkich kandydatów karteczki z imieniem, imieniem wybranego świętego i odpowiedziami - jak by się komu zapomniało. Plan Emilii podmienienia patrona spalił na panewce. Została ze Świętym Krzysztofem. Jakoś przeżyła.




Uroczystość przebiegła dość sprawnie, potem jeszcze zdjęcia w różnych konfiguracjach, a w drodze do domu dziewczyny zażyczyły sobie Sushi a ja jeszcze pojechałam do sklepu po lody, bo na wieczór byłyśmy zaproszone do Marii na "obiad", czyli imprezę jak się patrzy. Oczywiście był okazjonalny tort:




Chciałam jakoś podziękować Marii że zgodziła się być świadkiem Emilii i ściągać z Meksyku te wszystkie zaświadczenia. Wymyśliłam, że podziękuję jej własnoręcznie zrobionym prezentem. I tak właśnie zrobiłam ale o tym będzie następnym razem.

Brak komentarzy: