sobota, 13 stycznia 2018

Niezawodna sarcococca

Kolejny piękny słoneczny weekend.
Ponieważ jutro Krzysiek ma mecz, to dzisiaj na chwilę wyszłam do ogródka.
Nareszcie ściągnęłam światełka bożonarodzeniowe zdobiące dom a przy okazji zgrabiłam nieco liści. Potem zagoniłam do tej pracy syna.

sarcococca

Pracowałam nie tylko opromieniona radosnym styczniowym słonkiem, ale także otoczona słodkim zapachem sarkokoki, która niezawodnie, jak co roku o tej porze, kwitnie na całego a zapach jej maleńkich kwiatuszków jest tak intensywny, że wydaje mi się, że żadna znana mi roślina nie pachnie mocniej.

sarcococca

sarcococca

Sprawdziłam przy okazji czy już coś pnie się w górę spod ziemi, ale póki co niewiele tego: ciemierniki, jeden hiacynt i szafirki.

ciemiernik biały

ciemiernik bordowy

hiacynt

szafirki

Na czereśni, natomiast, już od jakiegoś czasu pęcznieje zapowiedź wiosny:

czereśnia

środa, 10 stycznia 2018

Koszykówka

W listopadzie zaczął się sezon koszykówki dla gimnazjalistów.
Chłopcy mieli kilka treningów, które odbywają się w szkołach, więc było sporo przerw na święta i ferie. Po nowym roku, treningi ruszyły od nowa, a w niedzielę - pierwszy mecz.


Pierwsze trzy treningi wszyscy chłopcy z naszego rejonu mieli razem a trenerzy bacznie ich obserwowali by potem rozdzielić na trzy drużyny.

Potem drużyny te brały udział w rozgrywkach kwalifikujących ich do jednej z trzech lig.


Krzyś nigdy wcześniej nie grał w kosza, więc jego umiejętności na tym polu nie są imponujące, natomiast trener niezmiernie go chwali za szybkość i wytrzymałość. Krzyś męczy się, ale nie aż tak bardzo jak inni chłopcy i pod koniec treningu wprawdzie jest zmęczony, ale nie słania się i nie charczy z wysiłku jak pozostali chłopcy. We wszystkich ćwiczeniach, w których się biega, bije na głowę najszybszych pozostałych. Myślę, że w tym momencie odcina kupony od tego co osiągnął przez lata regularnych i sumiennych treningów w dodżo. A pod okiem trenera, stosując się do jego zaleceń, i w koszykówce zrobi postępy. Najważniejsze, że bardzo mu się te zajęcia podobają, chodzi na nie chętnie i stara się dać z siebie wszystko.

niedziela, 7 stycznia 2018

Styczniowe niebo

Wczorajszy wieczór nagrodził sobotnie trudy i znoje malowniczym spektaklem wyświetlonym przez zachodzące słońce na niebie.


Przedstawienie nie trwało długo, ale we właściwej chwili podeszłam do okna, zauważyłam i zdążyłam pobiec po aparat.


Przez cały dzień pogoda była iście wiosenna - słońce tak radośnie świeciło, że wyszłam do ogródka by dokończyć jesienno-wiosenne porządki. Dzieci dorwały pistolety na wodę (najwyraźniej nie dość dobrze schowane) i urządziły sobie dyngusową mokrą wojnę nabierając z wiaderek deszczówki. Przemoczeni byli do suchej nitki, ale że cały czas biegali, więc zimno im nie było. A po bitwie zagnałam ich do łazienki, w nadziei, że gorąca kąpiel zapobiegnie przeziębieniu.


W czasie gdy dzieci harcowały, ja przycinałam, wykopywałam, rozsadzałam i przesadzałam. Trochę się przy tym zmachałam, ale zrobiłam sporo.
Nie starczyło już jednak czasu na ściągnięcie światełek bożonarodzeniowych z domu. Trudno - jeszcze trochę powiszą. Wczoraj też rozebrałyśmy z Emilią choinkę a przedwczoraj wszystkie ozdoby świąteczne powędrowały do kartonu i wyniesione do garażu. I po świętach!


(A dzisiaj już nie ma tak pięknej pogody - pochmurno i ponuro...)

czwartek, 4 stycznia 2018

Baby Helena

Pierwszy w nowym roku wpis dziewiarski, ale jego tematem jest robótka jeszcze zeszłoroczna.

Kilka dni temu prezentowałam pierwszy sweterek zrobiony dla córeczki koleżanki, dzisiaj kolej na drugi - Helena w wersji lila.


Włóczkę miałam - latem przez pomyłkę kupiłam motek w nie tym odcieniu co trzeba na dziergany wówczas kocyk, ale już mi się nie chciało jechać do sklepu i oddawać. Założyłam, że prędzej czy później i tak znajdzie jakieś zastosowanie i nie pomyliłam się. Wkrótce dowiedziałam się, że koleżanka jest w ciąży a kiedy, kilka tygodni później, poznaliśmy płeć dziecka, ucieszyłam się, że jednak motka nie zwróciłam.

Wzór (Helena) uwielbiam. Swego czasu Emilia miała biały taki sweterek ale już dawno z niego wyrosła. Kilka dni temu zaczęłam dla niej zieloną Helenę - powinna dobrze komponować się z tymi wszystkimi różowymi sukienkami.


Tę maleńką Helenkę zrobiłam dość szybko, na fali dziewiarskiego entuzjazmu, i jakoś tak dobrze wszystko się układało - nawet odpowiednie guziki miałam w domu!

Garść informacji:
  • włóczka fioletowa: Baby Soft Solid (Lion Brand), 40% nylon, 60% akryl; 420 m/140 gram; zużycie: 86 gram (260 metrów);
  • druty: 2 mm, 2,5 mm i 2,75  mm;
  • wzór: Helena by Alison Green

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Przerwa świąteczna

Przerwa świąteczna (w szkole) minęła szybko i nadzwyczaj miło.
Miałam obawy jak to będzie - dwójka dzieci, wiadomo, że zero śniegu, i ja, usiłująca trochę pracować bo urlopu już nie miałam na tyle, żeby wziąć całe dwa tygodnie wolnego.

Pozdrowienia spod choinki!

Ale niepotrzebnie martwiłam się na zapas.

Pogoda wprawdzie była taka sobie, ale zdarzyło się kilka słonecznych dni, kiedy to dzieci mogły wyszaleć się na zewnątrz. Krzyś trochę pograł z kolegą w koszykówkę, Emilia jeździła wokół grających na rowerze. W Boże Narodzenie, kiedy to pogodę mieliśmy iście wielkanocną, Emilia testowała wymarzoną deskorolkę, którą dostała pod choinkę. Krzyś towarzyszył jej na rolkach.

Testowanie deskorolki w Boże Narodzenie.

Innego dnia zaprzęgłam pociechy do prac porządkowych w ogródku. Nie jest to wprawdzie spełnienie marzeń małoletnich, ale na grabienie liści zawsze udaje mi się ich namówić. Krzyś nawet nanosił trochę drewna z drewutni, żebyśmy mogli zapalić w kominku.

Podczas tych dwóch tygodni Krzyś nadrobił zaległości towarzyskie, spotykając się z najlepszymi kolegami, z którymi nie chodzi aktualnie do tej samej szkoły. W większości przypadków koledzy Ci mają młodsze siostry, więc i Emilia załapała się na koleżankę do zabawy. Dwa razy dzieci zostały w domu znajomych, więc ja mogłam spokojnie iść do pracy. (W sumie udało mi się pójść do pracy dwa razy w każdym z tych dwóch wolnych tygodni i w efekcie jeszcze mi trochę urlopu zostało - do wykorzystania w nowym roku.)

Spotkanie wigilijne w naszym polskim gronie oraz sylwester, co w obu przypadkach oznaczało wielogodzinną zabawę z kolegami, były z radością oczekiwane przez oboje. Wprawdzie następnego dnia byliśmy wszyscy bardzo zmęczeni i mocno niewyspani, ale za to pozostały nam wdzięczne wspomnienia.

W pierwszym tygodniu ferii Krzyś zaliczył cztery 45-minutowe treningi dżudo i cztery godzinne treningi karate. W drugim tygodniu dodżo  było zamknięte 25 i 26 grudnia, więc treningi zostały zredukowane do dwóch w przypadku dżudo i trzech z karate. Za każdym razem jest tak, że Krzyś kręci nieco nosem, wolałby zostać przed komputerem, ale wychodząc z dodżo uśmiecha się szeroko, i choć jest zmęczony, jest bardzo zadowolony, że mama nie odpuściła i zawiozła go na trening.

W obu tygodniach Emilia miała też lekcje gry na pianie. Jej zapał do gry nie maleje. Zawzięła się, by jak najszybciej skończyć pierwszy podręcznik, który liczy 71 strony, a Emilia dotarła już do strony 47. Podczas ostatniej lekcji co pani zapytała czy już kończymy, Emilia odpowiadała, że chce zagrać jeszcze jeden utwór. Nie miałam zegarka, ale po powrocie do domu, kiedy sprawdziłam godzinę, okazało się, że lekcja trwała grubo ponad ustalone 30 minut. Zauważyłam, że i pani była zadowolona, że ma uczennicę tak pełną entuzjazmu.

A mi udało się wykroić trochę czasu dla siebie i na czytanie, i na robienie na drutach i obejrzałam nawet jeden film na DVD! Kilka razy udało mi się też pospać nieco dłużej a sen ten był mi bardzo potrzebny.

W wigilijny poranek niemiłą niespodziankę sprawiła nam mikrofalówka - po latach wiernej służby zepsuła się. Nie było to całkowicie nieoczekiwane jako że mikrofalówka liczyła sobie już ze 20 lat. Na szczęście jak się ma w domu internet to nie trzeba jeździć po sklepach w poszukiwaniu odpowiedniego sprzętu. Wiedziałam jakiej firmy chcę nową mikrofalówkę, górny pułap finansowy też miałam określony, więc zakup został dokonany szybko a kilka dni później w kuchni pojawił się nowy sprzęt.

Nowego roku nie zaczynam z żadnymi postanowieniami, planami czy nawet nadziejami. To tylko kolejny dzień w życiu moim i moich dzieci. Wpływ na to co przyniesie, mam tak naprawdę niewielki, więc po co mam się frustrować niewykonanymi planami, niespełnionymi nadziejami, złamanymi postanowieniami. Wiele osób na blogach czyni postanowienia odnośnie planowanych robótek czy książek do przeczytania. Jak się nad tym zastanowiłam to planowanie sobie odpuściłam - będę dziergać to, na co mi akurat przyjdzie ochota bez trzymania się jakiegokolwiek planu, bo to czynność, która sprawia mi przyjemność a nie obowiązek, z którego mam się wywiązać. Podobnie z czytaniem - kto wie, gdzie zawiodą mnie czytelnicze drogi?

Jutro dzieci wracają do szkoły a ja do pracy. Następna dłuższa przerwa w zajęciach szkolnych dopiero pod koniec marca.