piątek, 14 grudnia 2018

Koncert zimowy orkiestry szkolnej

Pod koniec listopada odbył się pierwszy w tym roku szkolnym koncert orkiestry gimnazjalnej, w której gra Krzyś. W tym roku mój syn gra na saksofonie i wyraźnie widać, że ten instrument odpowiada mu o wiele bardziej niż flet. Kiedy przynosi saksofon do domu na weekend, sam zabiera się za ćwiczenie, wyszukuje sobie w internecie nuty prostych utworów lub aranżacji na saksofon, na przykład motywów przewodnich z filmów (Gwiezdne Wojny, Piraci z Karaibów.) Cieszy mnie to, bo muzyka ma wszak sprawiać przyjemność, i w przypadku obojga moich dzieci tak właśnie jest.

Podczas koncertu nagrałam utwory grane przez orkiestrę średnio zaawansowaną, czyli tą, w której gra Krzyś. Trochę zabrało mi zmontowanie filmików, ale w końcu są.

1. "Celebration of Winds" (John Edmondson):



2. "Cardfiff" Castle (Mark Williams):



3. "Dona Nobis Pacem":



4. "Christmas Chimes" (John Kinyon):



W niedzielę zmowy popis ma Emilia - też będę nagrywać, zobaczymy jak będzie z chwaleniem się zdolnościami córki, bo jeszcze sporo niedociągnięć słychać, kiedy ćwiczy.

wtorek, 11 grudnia 2018

Spotkania z nauczycielami

W zeszłym tygodniu spotkałam się z nauczycielami moich dzieci by omówić ich wyniki za pierwszy trymestr, który właśnie się skończył.

Na wtorek byłam umówiona z wychowawczynią Emilii.

Od wrześniowego wyskoku już się więcej nie zachowywała niegrzecznie, jest uczennicą uważną i bystrą. Świetnie jej idzie czytanie - na teście osiągnęła wynik 91 słów na minutę a jeśli chodzi o rozumienie tekstu, uplasowała się na poziomie klasy trzeciej. Ogromne postępy zrobiła od początku roku w matematyce. Zarówno z matematyki jak i z języka angielskiego już teraz przekracza wymagania programowe na koniec klasy pierwszej.

W czwartek spotkałam się z dwiema nauczycielkami Krzysia - z panią z matematyki i z panią z Science.

Krzyś, będąc w klasie siódmej, realizuje materiał z matematyki z klasy ósmej i idzie mu świetnie. Pani bardzo go chwaliła i powiedziała, że na każdym teście plasuje się na jednym z pierwszych trzech miejsc.

Pani z science też wychwalała mi dziecko pod niebiosa, ku mojemu zdziwieniu, bo od września nieustannie wysłuchiwałam w domu jaka to ta pani jest niesprawiedliwa, niedobra, no i w ogóle głupia jędza. Te wszystkie straszliwe przywary pani oraz kłody rzucane pod nogi mego nastoletniego syna (w postaci niesprawiedliwego oceniania testów i czepiania się wszystkiego) nie przeszkodziły mu zakończyć pierwszego trymestru z najwyższą możliwą oceną.

Ze wszystkich przedmiotów ma A a trymestr zakończył z GPA 4.0 (GPA to średnia ocen; maksymalny wynik to 4.0) Wyniki testów komputerowych z maja też są świetne, a z matematyki - rewelacyjne. Mam powody do dumy!

sobota, 8 grudnia 2018

W nastroju świątecznym

Ledwie schowaliśmy dekoracje na Halloween, Emilia zażyczyła sobie wystroju bożonarodzeniowego.

- Córeńko! Jeszcze po drodze Thanksgiving! Gdzie tam do Bożego Narodzenia!

W poranek po Świecie Dziękczynienia Emilia grzecznie zauważyła, że już jest po Thankgiving. Co było robić - wyciągnęłam pudło z dekoracjami na Boże Narodzenie . . .



Tydzień później za ścianie zawisł wieniec zakupiony w ramach kwesty przeprowadzanej przez uczniów Honer Society w szkole syna.


Światełka na zewnątrz mamy, jeden wieniec wewnątrz, drugi na przy drzwiach wejściowych na zewnątrz, a wczoraj pojawiła się też choinka.

W tym roku strojeniem zajęła się Emilia wspomagana przez brata, który zawieszał ozdoby na gałązkach powyżej zasięgu sześcioletnich rączek. Ja jedynie poprzestawiałam kilka ozdób i przyczepiłam kokardki.

A pod choinką powinny być przecież prezenty!

Emilia nie mogła znieść tej pustki pod choinką. Poszła do swojego pokoju a po jakimś czasie wróciła z pakuneczkiem - kocykiem dla lalki przewiązanym sznurówką ze złotą nitką.

Myślałam, że przygotowała atrapę prezentu na ozdobę, ale wyjaśniła mi, że w środku jest prezent dla brata ($20). Po chwili do prezentu dołączyła list (pomogłam jej z niektórymi wyrazami):

to chriss
from Emilia

love chriss!
I gave this present to you because I thought you deserve it because you bought toys for me. so many toys.

tłumaczenie:

do krzysia
od Emilii

kochany krzysiu!
Dałam ci ten prezent ponieważ pomyślałam że na niego zasługujesz ponieważ kupiłeś mi zabawki. tyle zabawek.

I natychmiast zrobiło się tak pięknie, świątecznie . . .

środa, 5 grudnia 2018

Światełka

Grudzień to czas, kiedy długie wieczory rozjaśniają światełka zawieszane na domach, płotach, drzewach, krzewach - i gdzie się jeszcze da.


Ku radości dzieci, a zwłaszcza Emilii, i nasz dom promieniuje kolorami po zmroku. Ponieważ jest zimno, nie zrobiłam zdjęcia z zewnątrz, ale z wewnątrz, przez okno kuchenne.


Najpierw zrobiłam kilka zwykłych zdjęć, a potem troszkę pobawiłam się aparatem, światłem i kolorami. Oto efekt tejże zabawy:





niedziela, 2 grudnia 2018

Kolorowa czapeczka

Wśród włóczek przyniesionych do domu z wyprzedaży w starej sali gimnastycznej (KLIK) jeden kusił kolorami, i choć był niewielki, włóczki wystarczyło na szydełkową czapeczkę dziecięcą.


Czapkę robiłam od góry, według opisu, którym niedawno podzieliła się na swoim blogu Zdzid (KLIK).


Tym razem nie zapomniałam zważyć czapki zanim wywędrowała z domu - 61 gram.


Szydełko 4.25 mm.


czwartek, 29 listopada 2018

Po kolejnym zębie

Emilii wypadł kolejny ząb - górna jedynka.


Ząb ledwie się trzymał od dawna, a nowy już dobrze było widać, więc trzeba było nieco dopomóc w uwolnieniu się od niepotrzebnego już mleczaka. Ponieważ Emilia nie wierzy we wróżkę zębuszkę, obiecałam jej, że jak sobie wyrwie tego zęba, zabiorę ją do McDonalds. Niecałe 2 minuty później ząbek spoczywał na dłoni mojej córki.


No i nie było wyjścia, trzeba było pojechać na chicken McNuggets . . .


Do zdjęcia Emilia pozuje w piżamie, którą kilka lat temu uszyłam dla jej starszego brata osiem lat temu (KLIK.) A teraz dorosła do niej Emilia i bardzo ją lubi.

poniedziałek, 26 listopada 2018

Co to za ptak?

Pewnego popołudnia dzieci wywołały mnie z domu do ogródka. Wydawały się niesamowicie zaaferowane, więc porzuciłam to czym się aktualnie zajmowałam i wybiegłam na taras.

Okazało się, że na pobliskim słupie, skąpany w promieniach popołudniowego jesiennego słońca, siedzi sobie ptak:


Wróciłam do domu po aparat fotograficzny i zrobiłam zdjęcie niecodziennemu gościowi, choć nadal nie wiem co to za ptak.


Wydaje mi się, że to albo żuraw albo czapla, ale żaden ze mnie ornitolog, więc może to całkiem inny gatunek.

piątek, 23 listopada 2018

Boo Barn 2018

W piątek przed Halloween, w pobliskim domu kultury zwanym Petersen Barn, odbyła się doroczna impreza "Boo Barn." 


Już trzeci raz wybraliśmy się do Nawiedzonej Stodoły by dać się nieco postraszyć w zgoła niegroźnych okolicznościach.


Dzieciom tak się spodobały te strachy, że przebiegly stodołę trzy razy, a może nawet i cztery.


W tym roku wybrali się z nami sąsiedzi z wnuczką, więc dzieci biegały w trójkę - zapewne dlatego bawiły się potrójnie dobrze.


Odpowiednio podświetlone dekoracje oraz podkład dźwiękowy wspaniale budowały nastrój grozy, podsycany tu i ówdzie wyskakującymi z ciemnych zakamarków upiorami. Zdjęcia robione z fleszem bezlitośnie odsłaniały całkowicie niewinną naturę tych rzekomo przerażających straszydeł.


Mimo ciemności Emilia wypatrzyła za pajęczynami pianino.


Okazało się, że to pianino elektroniczne, chwilowo odłączone od źródła zasilania, więc nie udało się Emilii dać koncertu, mimo, że miała na to straszną ochotę.




     Na zewnątrz dzieci mogły wziąć udział w typowych festynowych grach sprawnościowych, których tematyka obowiązkowo musiała mieć coś wspólnego ze świętem duchów i straszenia.

W tych bardziej wymagających, jak wyławianie zakrwawionych mózgów z pojemnika z wodą, pomagali mniej zręcznym maluchom organizatorzy.

Krzyś, wydawałoby się już od dawna nie dzieciątko, bawił się tak samo dobrze jak jego młodsza siostra.

Sporo było tych atrakcji a deszcz właśnie przestał padać i było dość ciepło, więc zostaliśmy do końca.

Do tego przygrywał niewielki zespół muzyczny, którego wkład uważam za bardzo miły dla ucha.

Na koniec załapaliśmy się jeszcze na przedstawienie teatrzyku kukiełkowego.



Ponieważ był to już niemal koniec imprezy i chyba już wszyscy inni zaliczyli przedstawienie, mieliśmy całą widownię i samo przedstawienie dla siebie.

wtorek, 20 listopada 2018

Mocno spóźniony wpis Halloween'owy

Pojutrze święto dziękczynienia a ja jeszcze nie napisałam nic o dniu, które w opinii moich dzieci plasuje się w czołówce świąt wszelakich - Halloween.


Jeszcze nie skończyły się wakacje a Emilia już chciała dekorować dom (w środku i na zewnątrz) na Halloween. Twardo postawiłam się i oświadczyłam, że przed końcem września nie ma mowy. I zaczęło się odliczanie.


Pierwszego października ściągnęłam ze stryszku pudło z dekoracjami na Halloween, do tego doszło jeszcze kilka dokupionych na niedawnej wyprzedaży rzeczy, i Emilia poszalała. 


Ponieważ zaopatrzyłam się w przedmioty, które najpierw trzeba samemu pomalować, pospinać, poprzyklejać, dekorowanie domu trochę się rozciągnęło w czasie a Emilia miała dodatkową radochę malując dynie i montując z elementów duszki a potem przyczepiając je do siatki, która ostatecznie zawisła na ścianie.

Na zewnątrz dekoracje wyglądały tak jak rok temu, więc już nie robiłam żadnych zdjęć.

Pogoda sprawiła nam miłą niespodziankę. Zazwyczaj ostatni dzień października jest deszczowy, ponury i zimny a w tym roku było przyjemnie ciepło i sucho.
Nawet nie zabrałam szalika ani rękawiczek kiedy wychodziłam z dziećmi wieczorem z domu!

W godzinę obeszliśmy dwa kwartały, spotykając po drodze sporo znajomych dzieci.



Ładna pogoda sprawiła, że sporo dzieci wędrowało po ulicach w naszej dzielnicy a atmosfera była taka jak w halloweenowych filmach - pierwszy raz doświadczyłam tutaj czegoś takiego i pierwszy raz to wędrowanie z dziećmi od domu do domu w nadziei na uzbieranie całego wiaderka cukierków sprawiło mi przyjemność.

Dodaj napis

Do domu wróciliśmy z dwoma wiaderkami słodyczy.


Dzieci szybciutko powymieniały się - Krzyś zgarnął czekoladki, Emilia lizaki i inne preferowane łakocie (Emilia nie przepada za czekoladkami.) Trochę się pobawiły w układanie w stosiki, według kategorii, według kolorów opakowań, a potem wszystko powędrowało do wiaderek a z czasem do żołądków, nie tylko dzieci.

Właśnie te czekoladki a raczej ich nadmierna konsumpcja, doprowadziły mnie do odkrycia bardzo smutnego faktu - mam uczulenie na czekoladę i o ile nie chcę cierpieć na straszny ból głowy, muszę sobie czekolady odmówić. Jak załapałam możliwe powiązanie między bólem głowy a konkretnie czekoladą, poeksperymentowałam, łudząc się, że to zbieg okoliczności albo, że ból jest reakcją lub symptomem czegoś innego. Niestety, wszystkie eksperymenty cały czas wskazują czekoladę jako winowajcę. I tak oto przyszło mi się pożegnać z moimi ulubionymi łakociami.  
Bye bye Nutello!
Żegnajcie Snickersy i Twixy!

Emilia natychmiast dostrzegła dobrą stronę i pocieszyła mnie:

- Dobrze, że nie możesz jeść czekolady - nie będziesz gruba!

Nie można odmówić dziecku racji w tej kwestii . . .

Zaraz po Halloween zabrałam dzieci do sklepu by wybrali sobie przebranie na rok następny - wszystko było przecenione o 50%. Krzyś wybrał sobie to co widać na zdjęciu obok, Emilia opaskę do włosów z jednym rogiem i ogon, więc może w przyszłym roku będzie jednorożcem. Na razie biega z tym ogonem po domu. Miotła czarownicy stoi w kącie . . .

sobota, 17 listopada 2018

Trzynaście

Trzynaście lat kończy dzisiaj Krzyś.


Fajnie, jak urodziny wypadają w sobotę. Można na spokojnie od rana cieszyć się dniem urodziny, bez pośpiechu odpakować prezent a potem sprawdzać czy dobrze działa.


Udało mi się zaskoczyć mojego Nastolatka - nie spodziewał się takiego prezentu (Chromebook) - tym większa jego radość.


Nie obeszło się bez kolejnej kreski na futrynie drzwi kuchennych - pomiar wykazał 160 cm. (Dzieli nas już jedynie 5 cm.)


Byli goście, była pizza, był tort czekoladowy. Nawet pogoda była wspaniała, nie-listopadowa, pogodna, ciepła, ozłocona słońcem, pozwalająca na szaleństwa w ogródku. Bardzo udany dzień.

środa, 14 listopada 2018

Czapa

Tak już mam, że nie mogę przejść obojętnie obok niechcianych motków, resztek motków, bądź innej włóczki w jakiejkolwiek postaci. Wiem, że na każdej kolejnej szkolnej czy kościelnej wyprzedaży będę ich szukała i z pewnością coś wypatrzę.

Tak było podczas ostatniej szkolnej wyprzedaży na początku listopada. Wśród stosu dóbr wszelakich znalazłam WIELKI SUPEŁ oraz kilka niechcianych udziergów. Kiedy dzieci bawiły się na placu zabaw obok szkoły, cierpliwie to wszystko porozplątywałam i poprułam.


A potem zaczęłam zamieniać w nowe udziergi. Na razie tylko dwie, bo coś innego wpadło mi na szydełko.

Ta wielka turkusowo-szara kula wpadła w moje ręce w postaci szalika, sztywnego jak deska, zapewne zrobionego na zbyt cienkich drutach.
Wydaje mi się, że to jakaś wełna merino.


Na najgrubszych posiadanych drutach (8 mm) zrobiłam czapę, która po wypraniu nabrała tak niesamowitej miękkości, że bardzo kusiło mnie by ją dla siebie zatrzymać. Tym bardziej, że zdjęcia (zrobione tym razem przez Emilię) jasno ukazują, że wyglądałam w niej dobrze a to wszak rzadkość w przypadku czapek.


Ale, że w czapkach aż tak często nie chodzę,  przekazałam ją na przykościelny kiermasz świąteczny z zamiarem kupienia jej jeśli nie znajdzie się inny nabywca.


Ale znalazł się - chyba powinnam się cieszyć.


Nie wiem jaka to włóczka, nie wiem też ile jej zużyłam na tę czapkę, bo zapomniałam zważyć zanim wywędrowała z domu. Wiem, że robiłam ją na drutach 8 mm, nabierając 36 oczek. Najpierw Tubular Cast-On, potem zwykły ściągacz. Mam nadzieję, że dobrze posłuży nowemu właścicielowi.

niedziela, 11 listopada 2018

Balerina

Dobiegły końca zajęcia z baletu i stepowania, na które Emilia uczęszczała co poniedziałek. Na ostatnie zajęcia zaproszeni zostali rodzice (i inni krewni) a dziewczynki zaprezentowały czego się podczas minionych zajęć nauczyły. Z tej okazji Emilia została wystrojona w wyjściową sukienkę z włosami upiętymi w koczek.


Część baletową zakończyła pięciominutowa wersja Jeziora Łabędziego.

 
I baletnice i widownia świetnie się bawili ale dopiero kiedy buciki do stepowania zastąpiły baletki zaczęła się zabawa na całego - wiadomo, że im głośniej, tym lepiej!

Niestety nie udało mi się zapisać Emilii na sesję listopadowo-grudniową, ale spróbuję upolować miejsce na styczeń-luty. Zajęcia te cieszą się dużą popularnością, bo i pani przemiła, i cena dostępna, a miejsc w grupie jest tylko 8 czy 9.

czwartek, 8 listopada 2018

Jesień w ogrodzie

Sypnęła liśćmi jesień, kolorowymi, sypnęła obficie. Od kilku tygodni grabimy ogród, grabimy, grabimy, ale niedługo zieleń trawnika pozostaje widoczna - kilka dni i cała murawa znika pod szeleszczącą liściastą narzutką.


A jak tylko nie pada i liście suche, to pędzę do ogrodu grabić - podobno to niezły sposób na spalanie kalorii, do 400 na godzinę! Zajęcie w sam raz by zbilansować halloweenowe czekoladki . . .


Jesień jeszcze ciepła, w miarę pogodna. Trochę popadało, ale nadal za mało by nawilżyć ziemię po wielotygodniowej suszy. Sadząc krokusy zauważyłam, że mimo deszczu, ledwie kilka centymetrów ziemi jest wilgotne, a już 5-6 cm w głąb - zero wilgoci.


Za to w nocy temperatura zaczyna spadać. Jeszcze utrzymuje się powyżej zera, ale węże ogrodowe już poodkręcałam i pozabezpieczałam na zimę wychodzące na zewnątrz rury.


Na grządce ostały się jeszcze dwa krzaczki pomidorów. Ciągle jeszcze mają owoce, które zrywam zielone i dojrzewają już w domu.


Poza tymi pomidorami już grządki wysprzątane po sezonie, rabatki kwiatowe prawie też - nadal kwitnie dalia i nagietki. A liście lecą i lecą . . .