piątek, 26 maja 2017

Alicja w Krainie Czarów

W szkole Krzysia tradycją już jest, że piątoklasiści przygotowują wiosną przedstawienie. Próby odbywały się przez kilka tygodni, na których tegoroczni ochotnicy-aktorzy wytrwale szlifowali swoje kwestie w "Alicji w Krainie Czarów" aż nadszedł czas występów przed prawdziwą publicznością.


Pierwsze przedstawienie młodzi aktorzy dali dla swoich kolegów ze szkoły, drugie przedstawienie dla rodziców, rodzeństwa, dziadków, babć, ciotek, wujków i wszystkich tych znajomych, którzy zechcieli pofatygować się do szkoły wieczorową porą.


Krzyś wystąpił w roli nauczyciela - niewielka rólka na samym początku oraz końcu przedstawienia - wystarczająco jak dla nieśmiałego jedenastolatka.
Roli swojej nauczył się w ostatniej chwili, ale że pamięć ma dobrą, sufler okazał się zbędny.



Rolę reżysera i choreografa wziął na siebie jeden z nauczycieli dzielnie wspierany przez dwie mamy.

Przyznam, że przedstawienie wypadło całkiem nieźle. O niebo lepiej niż przedstawienie muzyczne kilka tygodni temu. Pewnie dlatego, że wówczas występowali wszyscy uczniowie klas piątych - bo musieli, a w teatr bawili się tylko ci co chcieli.


Nawet Emilia wysiedziała niemal do połowy zapatrzona, nie przeszkadzając nikomu i nie starając się za wszelką cenę skupić na sobie uwagi wszystkich - w tym jest na prawdę świetna.

Przedstawienie odbyło się 24 maja czyli w dniu moich imienin - bardzo miły zbieg okoliczności.

wtorek, 23 maja 2017

Biały irys, czerwony mak

Maj to najpiękniejszy miesiąc w dolinie Willamette. Wprawdzie często jest dość chłodno i pada, ale za to zieleń taka soczysta jak już potem nie będzie aż do następnej wiosny, choćby nie wiem jak się podlewało.

Zakwitł w końcu irys, który miał być niebieski a jest biały. Też ładny.


Na zdjęciu poniżej ujęcie z innej strony, z żółtymi irysami i pąkami piwonii w tle.


Kwitnie też mak czerwony, ale z lekka wpadający w pomarańcz. Z tej strony w tle widać jeszcze kwitnące białe powojniki.


A tu zaglądamy do wnętrza makowego kielicha.


Maj to też czas orlików.








Zaczęły też kwitnąć róże, ale róże pokażę kiedy indziej.

niedziela, 21 maja 2017

Pajączki

Na szybie okna w sypialni (na szczęście od zewnętrznej strony) pojawiło się pająkowe przedszkole.


Nie wiem jak się tam te pająki dostały - wyglądały jakby dopiero co wykluły się z kokona a takowego z pewnością wcześniej w tym miejscu nie było.

Pajączki były tak malutkie, że z łatwością mogły przejść przez dziurki siatki, chroniącej okno przed owadami, które zechciałyby wpaść z odwiedzinami do środka. Natychmiast zamknęłam okno.

Zapadł zmrok, więc obserwowałam przez jakiś czas pająki oświetlając je latarką. Jedną noc przemęczyłam się z zamkniętym oknem.

Ranek zastał pajączki dokładnie w tym samym miejscu. (Z wietrzenia sypialni zrezygnowałam.) Obejrzałam sobie to osobliwe zjawisko od zewnątrz a potem zaczęłam się zastanawiać jakby się ich tu pozbyć.


Z zabiciem pojedynczych pająków wędrujących po domu nie mam problemu, ale wymordowanie maluszków tylko dlatego, że znalazły się na niewłaściwym oknie to jednak co innego.

W końcu wzięłam miotłę na długim kiju i je zmiotłam. To chyba najmniej drastyczne rozwiązanie. Nic innego nie przyszło mi do głowy. Teraz mogę spać z otwartym oknem i wietrzyć pokój. Zawsze istnieje możliwość, że jakiś mały pajączek przedostanie się przez siatkę, ale jeden to nie to samo co 100 czy 1000.

czwartek, 18 maja 2017

Jog-a-thon 2017

5 maja w szkole Krzysia odbył się tegoroczny Jog-a-thon. (O poprzednich można poczytać tutaj: KLIK.) Pogoda była beznadziejna - zimno straszliwie i lało jak z cebra. (Przestało padać kiedy dzieci skończyły biegać.) O ile zimno biegającym raczej nie przeszkadzało, dla garstki wspierających duchowo swoje pociechy rodziców miało to jednak znaczenie. Chowałam się pod daszkiem rozpiętym nad stolikami z kubeczkami z wodą, plasterkami itp. bo zapomniałam parasola a padało za mocno na wytrzymałość przeciwdeszczową mojej kurtki. Możliwość zrobienia dobrych zdjęć okazała się mocno ograniczona i przez miejsce, w którym zacumowałam, i przez pogodę.


W ciągu pół godziny Krzyś zrobił 26 okrążeń. Wydaje mi się, że to o jedno mniej niż rok wcześniej, ale ciągle jeszcze był przeziębiony a do tego zmęczony po zawodach lekkoatletycznych, które odbyły się dwa dni wcześniej.


Jak co roku wysłałam maila do współpracowników informując ich o jog-a-thonie i prosząc o ewentualne wsparcie. Jak co roku odzew był spory. Dzięki temu, że kilka osób zaoferowało zapłacić 1 dolara za każde przebiegnięte przez Krzyśka okrążenie zebrała się dość ładna sumka. Mama nieco dołożyła i tak to "Krzyś" zebrał na szkołę $165.

poniedziałek, 15 maja 2017

PUR: Getry raz jeszcze

Getry, które zrobiłam dla Emilii zimą, przeleżały kilka miesięcy w szufladzie, aż pewnego dnia wpadły w oko właścicielki. Emilia poszła w nich do przedszkola i stwierdziła, że chce więcej "takich fajnych" na nogi.

Takie drobiazgi szybko się robi, więc odstawiłam na dwa dni sweter, który dziergam od ponad miesiąca, i szybciutko powstały kolejne getry.


Zużyłam na nie całą posiadaną różową włóczkę Aura i trochę drabinkowej włóczki Binario - była to moja pierwsza przygoda z tego typu włóczką. Tak wyglądają obie nitki:


Getry robione w okrążeniach: jedno okrążenie różową nitką, dwa kolorową. Posiadaną włóczkę różową podzieliłam na dwie części a jej koniec zdeterminował długość.


Garść informacji:
  • włóczka różowa: Aura (Trendsetter Yarns), 100% nylon; 133 m/50 gram; zużycie: 14 gram (37 metrów);
  • kolorowa włóczka drabinka:  Binario (Trendsetter Yarns), 100% poliester; 75 m/25 gram; zużycie: 14 gramy (42 metry);
  • druty: 2.75 mm;
  • wzór: z głowy.

piątek, 12 maja 2017

wtorek, 9 maja 2017

Majowo-kwiatowo

W zeszłym roku, przy okazji malowania domu  przesadziłam powojniki.

Wcześniej oplatały podpórkę pod ścianą domu, teraz dla dwóch białych za podpórkę robią ostrokrzewy.


Białe powojniki kwitną już teraz, czas kwitnienia bordowego przypada nieco później. Bordowy powojnik dostał podpórkę z prawdziwego zdarzenia, zwieńczoną ptaszkiem, którego na zdjęciu za bardzo nie widać spośród liści powojnika.


W sklepie druciana podpórka wydawała się to taka wysoka, nie wiedziałam, czy wejdzie do samochodu, a w ogródku nagle zmalała, skurczyła się - mogłaby spokojnie być dwa razy tak wysoka!

Samosiejki - kwiatki z bajki. Mimo, że potoczku brak, śmieją się cichutko a ich skromną prośbę chętnie spełniam...


Kwitną też bzy, choć w tym roku nie tak obficie jak w przeszłości.



Pierwszy fioletowy irys:


Kilka dni po nim zakwitły irysy żółte i fioletowe, ale w innym odcieniu, choć na zdjęciu tego nie widać.

 
A na koniec mój ukochany dereń, wymęczony przez dzieci, śnieg i lód - trzyma się dzielnie na przekór wszelkim żywiołom.




sobota, 6 maja 2017

Fiki miki

Emilia, sprytna dziewuszka, opanowała jakże trudną umiejętności włażenia na rosnący przed domem dereń.


Do tej pory trzeba było ją podsadzać a czasem i ściągać. Opcja stania pod drzewem kiedy starszy brat siedział na jednej z gałęzi absolutnie nie wchodziła w grę.


Teraz moja mała małpeczka nie przepuści żadnej okazji by wdrapać się na drzewo i poćwiczyć fiki miki.


Emilia nauczyła się także wchodzić na samochód. Wprawdzie pasów zapiąć sama jeszcze nie potrafi, ale na dach wchodzi za to w tempie rekordowym.


Starszy brat opanował tę sztukę dużo wcześniej, bo w wieku 3 lat (Emilia ma prawie 5 lat) - tutaj archiwalny wpis na dowód: KLIK.

środa, 3 maja 2017

Zawody lekkoatletyczne II

Godzinę temu wróciliśmy z drugich i ostatnich w tym sezonie zawodów lekkoatletycznych klas czwartych i piątych.

Na pierwszym mityngu, dwa tygodnie temu, było potwornie zimno (+9), dzisiaj było za to gorąco: +27.

Krzysiek wydobrzał na tyle, żeby wziąć udział w biegu na 100 metrów (zajął 3 miejsce), na 200 metrów (3 miejsce), w sztafecie na 400 metrów (drużynowo 2 miejsce), skoku w dal (2.92 m) i rzucie piłeczką (29.3 m).

Bieg na 400 metrów odpuścił sobie - był już bardzo zmęczony i samymi zawodami, i upałem, i resztkami choroby.

W przerwach pomiędzy bieganiem trochę się powygłupiał z kolegami, z którymi biegł w sztafecie.

Zrobiłam im wspólne zdjęcie - chłopcy bardzo się
ucieszyli, więc muszę im zrobić po odbitce na pamiątkę.

Emilia było dzisiaj wyjątkowo uciążliwa - pewnie ten niespodziewanie upalny dzień dał jej się w końcu we znaki. (Jeszcze wczoraj było +15 i wszyscy cieszyli się, że jest tak ciepło!)

Trochę biegała za starszym bratem, aż w końcu siadła na bieżni i stwierdziła, że już tam zostanie. Udało mi się ją namówić, żeby się przeniosła na trawę do cienia - akurat miała się zaczynać sztafeta.

Jeszcze jutro ma być podobnie ciepło (+25 z możliwością wystąpienia burz) a potem temperatura ma wrócić do +16 stopni.




niedziela, 30 kwietnia 2017

Najświeższe wiadomości z frontu chorobowego

Tym razem rozchorował się Krzyś. Na razie jeszcze nie wiem czy to tylko okropne przeziębienie czy coś poważniejszego. Kaszel brzmi zatrważająco a dziecko wygląda na tyle kiepsko by odwołać wszystko co było na dzisiaj zaplanowane. Na początek musiałam się pilnie skontaktować z Diakonem, bo właśnie dzisiaj miał nastąpić debiut mojego syna w roli ministranta. Z tej okazji wybraliśmy się nawet wczoraj do fryzjera! A wieczorem pojawiły się pierwsze symptomy choroby.

Po południu chłopcy grają kolejny mecz ale tym razem zagrają bez Krzyśka.

To już piąty mecz z ośmiu zaplanowanych w tym sezonie. Do tej pory drużyna Willamette dostawała straszne cięgi, czemu za bardzo niema się co dziwić: do drużyny dostali się chłopcy, których inni trenerzy nie wybrali sobie na eliminacjach. Do ostatniej chwili nie wiadomo było, z kim będą mieli treningi aż w końcu jedna z matek zdecydowała się zostać trenerką.
Sama nigdy nie grała w piłkę nożną o trenowaniu grupy dzieciaków nie wspominając, ale gdyby nie ona chłopcy mogliby jedynie samotnie kopać piłkę w przydomowym ogródku.

W tej sytuacji, pierwszy mecz przegrany zaledwie 0:2 okazał się miłą niespodzianką.


Następnym razem było nieco gorzej, 0:3 a w trzecim meczu przyszło im zmierzyć się ze świetnym przeciwnikiem, i choć przegrali, to przynajmniej nie do zera, 3:10.

Zadziwiające, jak szybko się pozbierali po tej porażce i już następnego dnia grali kolejny mecz, tym razem był to najlepszy mecz w ich wykonaniu i już nie przegrany, choć i nie wygrany - remis 3:3.

Początkowo Krzysiek grał w obronie, ostatnio w polu środkowym. Podobno jest szybki i całkiem niezły - tak stwierdziło kilku kibicujących ojców. Z pewnością tak to wygląda na tle reszty drużyny, zbieraniny biedactw, które do tej pory nie trenowały gry w piłkę nożną.

W ostatnim meczu Krzysiek strzelił nawet jednego gola!

Mimo, że dostają takie cięgi, chłopcy z widoczną radością przychodzą na treningi i mecze.

Widać, jak bardzo cieszy ich wspólna gra, widać też, że zespalają się, dogrywają razem i praca zespołowa wychodzi im coraz lepiej, choć kondycyjnie są nadal słabi - pod koniec meczu dosłownie słaniają się na nogach.

W piątek na treningu pojawił się jeden z ojców, który zna się nieco lepiej na piłce i pomógł w treningu - z tego co usłyszałam, musiał sobie w pracy co nieco poprzestawiać by móc przychodzić na treningi. Chłopcy na pewno na tym skorzystają. Trochę szkoda, że Krzysiek dzisiaj nie będzie grał.

Pod wielkim znakiem zapytania stoi też jego udział w zawodach lekkoatletycznych w najbliższą środę. Pozostaje nadzieja, że szybko mu przejdzie.




czwartek, 27 kwietnia 2017

Kwiatowo

Mimo zimna, mimo deszczu, kwiaty w ogrodzie wyglądają nadspodziewanie ładnie.Na początek zaległe zdjęcie żółtych tulipanów:


Naświetlone, i miałam nadzieję, na zrobienie lepszego, ale że ciągle pada, wyprawy z aparatem do ogródka ciągle są odkładane i w rezultacie żółte tulipany zdążyły już przekwitnąć. W tym samym dniu uwieczniłam pierwszy kwitnący rododendron:


Tamten już powoli przekwita, natomiast zaczyna kwitnąć kolejny, w nieco innym kolorze:


Pięknie, natomiast, kwitną dzwonki:



Zdecydowana większość to fioletowe, ale jest kilka różowych i białych:


 

 Kilkoma obsadziłam rozchodnik:



Floks:


Nie wiadomo kiedy zakwitła jabłonka:


Jednego dnia cała była w pąkach, a dzisiaj kwiaty wyglądają jakby walczyły z deszczami już od jakiegoś czasu.


A na koniec urokliwe maleństwa - bratki: