niedziela, 15 lipca 2018

Steamboat Falls

Steamboat Falls to kolejny wodospad, który obejrzeliśmy podczas wyjazdu na przełomie czerwca i lipca. Nazwa pochodzi od nazwy potoku.


Nie jest to może zbyt imponujący wysokością spadku wody wodospad (7.6 m), ale za to kryje w sobie ciekawostkę. Od maja do lipca. rano i wieczorem, można tu sobie obserwować pstrągi tęczowe migrujące w górę rzeki. Wybudowano dla nich specjalny wodny korytarz - to ten czarny otwór po prawej stronie, ale sporo z nich i tak wybiera zakodowaną w genach trasę, pokonując kaskady wodospadu w pradawny widowiskowy sposób.

W drodze powrotnej napotkaliśmy przy szosie kolejną miłą niespodziankę:


Zatrzymawszy się na poboczu niezbyt ruchliwej drogi, chwilę obserwowaliśmy sarenkę spokojnie pasącą się nieopodal. Dzieci cieszyły się, że nie wbiega na drogę i nic jej nie grozi - dzień wcześniej mijaliśmy jej krewną, która nie wyszła zwycięsko ze spotkania z ruchem kołowym na drodze.

czwartek, 12 lipca 2018

Roller Coasters

Pewnego majowego dnia zauważyłam, że pilnie potrzebujemy nowych podkładek pod kubeczki. Zamiast udać się do centrum handlowego na zakupy, poszperałam w internecie, gdzie w oko wpadły mi podkładki Roller Coasters.


Opis opracowany przez autorkę, Kirsten Ballering, dodatkowo wzbogacony fotografiami, jest szalenie prosty a co za tym idzie, łatwy do zapamiętania.
Już od drugiej podkładki nie potrzebowałam zerkać do opisu.


Na podkładki postanowiłam zużyć reszteczki włóczek, tak maleńkie, że na żaden nieco większy projekt i tak by było za mało. A na podkładki - akurat.
Przy założeniu, że każda z podkładek będzie inna.


Machałam szydełkiem i machałam, aż zabrakło mi stosownych resztek.
Powstało 16 podkładek, na które w sumie zużyłam 140 gram włóczki.


Najwięcej frajdy sprawiło mi dobieranie kolorów kółek, którymi ozdobione są podkładki - oj można sobie poszaleć artystycznie, wszak możliwych kombinacji jest niewyobrażalna ilość.


Każdy z domowników ma swoje ulubione podkładki, nawet Kicia zainteresowała się nimi!


Szalenie intrygowało ją to "coś" i koniecznie musiała sprawdzić jak się zachowa zaczepione pazurkami.


wtorek, 10 lipca 2018

North Umpqua River

Nasz pierwszy w tym roku wyjazdu pod namiot zaprowadził nas nad rzekę North Umpqua River, 170 kilometrowy dopływ rzeki Upmqua.


Wprawdzie pole namiotowe (Steamboat Ball Field) oddalone było od samej rzeki o jakieś 10 minut spacerkiem, ale o dziwo, dzieciom wcale to nie przeszkadzało. Droga do rzeki, biegnąca lasem na dość stromym urwisku,  okazała się nader ciekawym miejscem do zabawy - wystarczyło uruchomić wyobraźnię, z czym ani Krzyś ani Emilia nie mieli najmniejszego problemu.


Jedynym minusem było to, że nie bardzo chciałam puszczać dzieci same na tę wyprawę - kursowaliśmy więc we troje nad rzekę dość regularnie.


Nie dowierzałam moim pomysłowym pociechom - zbyt często zdarza im się wpaść na jakiś "genialny" pomysł. Wolałam uniknąć poszukiwań po lasach a i woda w rzece miejscami głęboka i rwąca, przedstawiała realne niebezpieczeństwo.


Dość trudno znaleźć dogodne dojście do wody, i kiedy już takowe odkryliśmy, wracaliśmy w upatrzone miejsce.


Dzieci bawiły się, ja delektowałam się pięknem natury.


Woda w rzece była przeraźliwie zimna, więc jedynie moczyliśmy w niej stopy co i tak przynosiło ulgę w palących od samego rana promieniach słońca.

sobota, 7 lipca 2018

Susan Creek Falls

W drodze na kemping zatrzymaliśmy się na krótki spacer (nieco ponad kilometr) do wodospadu na potoku Susan Creek.

Susan Creek Falls, Douglas County, Oregon

Niezbyt wymagający szlak, dostępny nawet dla wózków, prowadzi wprost z parkingu do samego wodospadu przez las a w pierwszej części dodatkową ciekawostkę stanowią tabliczki z nazwami gatunków drzew rosnących przy ścieżce.


Susan Creek Falls, Douglas County, Oregon

Wodospad ma 15 metrów wysokości i można go uwieczniać na zdjęciach z obu stron strumienia, przechodząc przezeń w bród, bądź też dostając się na drugą stronę mostkiem przerzuconym nad wodą.

Susan Creek, Douglas County, Oregon


Do wodospadu nie było problemu z maszerowaniem, ale drogę powrotną przebyliśmy częściowo na sygnale - podczas zabawy Emilia wpadła jedną nogą do strumienia i źle jej się szło.  Buty na zmianę były, ale w samochodzie, do którego trzeba było najpierw dotrzeć. Mama kategorycznie odmówiła niesienia Wrzaskuna. W końcu brat się zlitował i trochę poniósł, a potem udało się odwrócić uwagę dziecka, które nagle całkiem zapomniało o niewygodnym mokrym buciku i bez problemu pokonało resztę trasy powrotnej.

Susan Creek Falls, Douglas County, Oregon

środa, 4 lipca 2018

W drodze

Miniony weekend spędziliśmy na pierwszym w tym roku wyjeździe pod namiot.
Po godzinie jazdy autostradą, zjechaliśmy na boczną drogę o niewielkim natężeniu ruchu, prowadzącą wzdłuż rzeki North Umpqua River.

North Umpqua River

Droga wiła się, oplatając niektóre pagórki, wspinając się na inne, zjeżdżając w dolinki pomiędzy pozostałymi. Wprawdzie trzeba było bardzo uważać podczas jazdy, ale oczy i tak nacieszyły się pięknem mijanych okolic.


Zatrzymaliśmy się w dogodnym miejscu by zatrzymać na dłużej piękno letniego dnia.


W drodze powrotnej wybrałam tę samą trasę choć kusiła ta szybsza - oj chciało już się wrócić do prysznica!


Tym razem zatrzymaliśmy się na wysokości parku Whistler Bend Park, znajdującego się po drugiej stronie rzeki.

North Umpqua River - Whistler Bend Park

Kiedy dzieci dostrzegły kąpiących się w rzece, natychmiast chciały do nich dołączyć. Niestety, po tej stronie, wzdłuż której prowadzi droga, brzeg jest zbyt wysoki i stromy by można było bezpiecznie dotrzeć do wody.

North Umpqua River - Whistler Bend Park

Kto wie, może kiedyś wybierzemy się pod namiot i w to miejsce?

niedziela, 1 lipca 2018

Simpson Reef Overlook



Drogę do Cape Arago poprowadzone przez piękne tereny. Jednym wystarczy podziwiać naturę zza szyb samochodu, inni zatrzymują się na licznych parkingach udając się na krótsze lub dłuższe spacery.

Simpson Reef & Shell Island


Simpson Reef Overlook to miejsce specjalnie przygotowane w celu umożliwienia obserwacji głównie ssaków morskich (ale także rzadkich gatunków ptactwa), które upatrzyły sobie przynależące do Oregon Islands National Wildlife Refuge Simpson Reef oraz Shell Island. Dobrze mieć ze sobą lornetkę lub lunetę - my akurat nie mieliśmy, wytężaliśmy więc wzrok by coś dostrzec na skałach wyspy i rafy.


Simpson Reef Overlook

Za wiele nie zobaczyliśmy, za to wspomaganie powonienia nie było konieczne by mieć pewność, że w pobliżu przebywają zwierzęta w sporej ilości. Foki może i są urocze, ale ich odchody wcale słodko nie pachną. Nawołujące się zwierzęta słyszeliśmy też całkiem dobrze.

Simpson Reef Overlook

Z bliska,  natomiast, obejrzałam sobie pewnego ciekawskiego kruka (chyba to był kruk - ornitolog ze mnie żaden), który kręcił się dość blisko nas, zapewne mając nadzieję że podzielimy się z nim wałówką - świadomie, bądź nieświadomie. Obserwował mnie siedząc na poręczy barierki, zeskoczył na chodnik i przysiadł na krawężniku, potem na ławce.


W końcu wystraszył się  dzieci biegnących do samochodu i ewakuował się na pobliskie drzewo, skąd bezpieczny, kontynuował obserwację turystów.


środa, 27 czerwca 2018

Kina, ale nie baby

Dawno, dawno temu . . .

No, może nie aż tak dawno temu, ale kilka lat minęło odkąd dostałam włóczkę na sweterek dla Emilii. Przynajmniej pięć w porywach do pięć i pół.
Na tyle długo, że przestano ją już produkować . . .


Było jej trochę za dużo na sweterek dla maluszka a dodatkowo ta fantazyjna włóczka ma wkomponowane kuleczki, które nie trzymają się osnowy zbyt dobrze - moim zdaniem to dyskwalifikuje zastosowanie jej na sweterek dla dziecka poniżej trzech lat.


W końcu nadszedł odpowiedni czas na wykorzystanie otrzymanej włóczki - Emilia, przyszła właścicielka sweterka, była odpowiednio duża i na tyle rozsądna, by kuleczek nie odczepiać i nie pchać do buzi. A że akurat wyrosła z poprzedniego sweterka Baby Kina, który to model świetnie sprawdzał się przez minione cztery lata, postanowiłam zrobić córce nową Kinę.


Trochę mi zeszło, bo wkrótce po rozpoczęciu wpadł mi test Milvy, ale przed nadejściem sezonu sukienkowego zdążyłam. Przed wyjściem do szkoły zrobiłam jeszcze na szybko kilka zdjęć i od tej pory sweterek jest użytkowany.
A zdjęcia czekają od 25 maja na publikację . . .


Garść informacji:
  • włóczka Sirdar Snuggly Domino DK , 82% akryl, 18% nylon; 125 m/50 gram; zużycie: 260 gram (650 metrów);
  • druty: 3 mm, 3.25 mm i 3.75 mm;
  • wzór: Baby Kina by Muriela (wg. opisu na 6 miesięcy)

niedziela, 24 czerwca 2018

Projekt dla domu: wymiana lampy

Widoku jednej z lamp w dużym pokoju nie mogłam znieść od samego początku.


Nie odpowiadał mi ani styl, ani wykonanie, a najbardziej mierziły mnie te żłobienia w pięciu kloszach, w których kurz zbierał się z łatwością ale usunięcie go już nie było takie proste.

W końcu, po ponad dwunastu latach, pojechałam do sklepu, kupiłam nową lampę, zdemontowałam starą i założyłam tę nową.


Okazało się, że nie taki diabeł straszny, wystarczyło przeczytać instrukcję montażu i zastosować się do niej punkt po punkcie by odnieść sukces i nie zostać porażonym prądem.

Nowa lampa LED jest płaska by nie stać na drodze powietrza wydmuchiwanego przez grzejnik/klimatyzator, zamontowanego pod sufitem w odległości metra od lampy. A przy okazji jest energooszczędna no i kurz już nie ma się gdzie zbierać.

czwartek, 21 czerwca 2018

Czerwcowy popis

W sobotę 16 czerwca odbył się popis, w którym wzięli udział prawie wszyscy uczniowie pani Megumi, Emilkowej nauczycielki gry na pianinie. Koncert miał symbolicznie zakończyć rok szkolny choć większość z uczniów nie przerywa nauki gry na instrumencie na czas letnich wakacji. Ale co jakiś czas trzeba przecież zaprezentować szerszej publiczności jakie się zrobiło postępy.

Emilia zagrała cztery utwory. Pierwszy "When the Saints Go Marching In" to utwór rozpoczynający nowy podręcznik.



Ta dość znana pieśń sprawiła Emilii sporo trudności, mimo że jest to utwór powtórkowy, obejmujący chyba wszystkie elementy ćwiczone w poprzedzającym podręczniku. Ćwiczyło to moje dziecko i ćwiczyło, aż w końcu załapało i na koncercie zagrało bez błędów choć słychać lekkie wahanie tu i ówdzie.

Kolejne nagranie obejmuje dwie krótkie piosenki, które Emilia lubi sobie śpiewać, "Skip to My Lou" i "Leftover Popcorn":



Emilia bardzo lubi zwłaszcza tę drugą.

A na koniec zagrała "Kołysankę" Brahmsa w aranżacji Nancy Faber (autorki podręcznika.)



I w przypadku tego utworu słychać, że jeszcze trzeba by więcej poćwiczyć.

Kiedy już wszyscy zagrali co mieli zagrać, był czas na wspólne zdjęcia oraz słodkie przekąski. A następnego dnia - powrót do codzienności czyli do ćwiczenia gry na pianinie. Przy Emilii i ja staram się nauczyć brzdąkać przerabiając ten sam materiał co moja córka. Z przykrością jednak zauważyłam, że moje palce są dużo sztywniejsze i nie śmigają po klawiszach z taką łatwością jak paluszki Emilii.


poniedziałek, 18 czerwca 2018

Szóste urodziny Emilii

Dzisiaj Emilia skończyła sześć lat.

Swoje szóste urodziny Emilia obchodziła dwa razy. Pierwszy raz świętowaliśmy w piątek w gronie polskich znajomych.

Tort Nr 1 na szóste urodziny Emilii

Było ciepło, ale nie gorąco - co odważniejsze dzieciaki wskoczyły jednak do basenu z lodowatą (moim zdaniem) wodą. Potem i tak wszystkie były mokre bo wywiązała się bitwa na wodne pistolety, w której przeciwnikiem był każdy, kto dzierżył w dłoniach broń, a walki rozgorzały tak nagle, że nikt nie pomyślał, żeby przebrać się w stroje kąpielowe. Nawet niektórzy dorośli włączyli się do zabawy. A potem dzieciaki poowijały się w ręczniki a ubrania powędrowały do suszarki.

Niezaangażowani dorośli obserwowali rozgrywki z tarasu. Dodatkową atrakcję zapewniły nasze kolibry, które też wpadły na imprezę, tyle że wzgardziły tym co na stole i ucztowały na rabatkach.


W tym roku czereśnie dojrzały akurat na urodziny Emilii, więc goście częstowali się prosto z drzew. A ponieważ te najczerwieńsze owoce były zbyt wysoko by je dosięgnąć nawet z drabiny, kolega przyciął czubki drzew i już można było łasuchować na poziomie trawnika.


Dzisiaj rano, w dniu urodzin, zaraz po przebudzeniu Solenizantka dostała prezent:


A w południe zdmuchnęła świeczki na drugim torcie, w obecności sąsiadów i ich wnuczek.

Tort Nr 2 na szóste urodziny Emilii

Zaraz potem dziewczynki wskoczyły do basenu.

A wieczorem Emilia miała pierwszą lekcję pływania w starszej grupie wiekowej 6-12 lat. Akurat w dniu jej urodziny rozpoczęła się kolejna cztero-tygodniowa sesja. Jest najmniejsza w grupie "Building Endurance," ale radzi sobie nie gorzej niż starsze od niej dzieci.

niedziela, 17 czerwca 2018

Basen na lato

Wakacje się zaczęły, basen już stoi w ogródku i czeka na odpowiednią temperaturę. Pogoda do tej pory nie była wakacyjna, ale od dzisiaj ma się to zmienić. Dzieci starały się mnie przekonać, że jest ciepło ilekroć słońce wyjrzało zza chmur.


Nawet jeśli termometr wskazywał 17-20 st C . . .
Ja wolę wodę ciepłą, więc w basenie zanurzałam do tej pory jedynie koniuszki palców - u rąk!

Dzieci też raczej pływały na dmuchanych zabawkach unikając całkowitego zanurzenia, chyba, że któreś do wody wpadło.

czwartek, 14 czerwca 2018

Koniec roku szkolnego

Koniec roku szkolnego właśnie nastąpił. Dzisiaj w południe dzieci opuściły mury szkół po raz ostatni przed wakacjami - wrócą do nich dopiero we wrześniu.

Kilka ostatnich dni spędziły na zorganizowanej przez szkołę zabawie, a wczoraj popołudniu u Emilii w szkole odbył się dodatkowo pożegnalny piknik, na który wybrał się z nami także i Krzyś. Jak łatwo było przewidzieć, spotkał tam kolegów i koleżanki zarówno z byłej jak i z obecnej szkoły - sporo z nich ma młodsze rodzeństwo i też się dołączyło do wspólnego piknikowania.

Na zakończenie jakże udanego pierwszego roku edukacji młodszej pociechy przygotowałam dla dwóch ulubionych pań kartki:



Na odwrocie Emilia własnoręcznie wypisała podziękowania.

Ponieważ Emilia chodzi spać dość późno (ok. 9 wieczorem), nie dane mi było popracować nad kartkami w ciszy i spokoju, nie obeszło się bez dość aktywnego udziału w pracach córki. Niestety skończyło się na łzach, bo jej kartki nie wychodziły tak ładnie jak moje. Usiłowałam jej wytłumaczyć, że moje pierwsze kartki też nie były ładne, ale ciężko jej było przełknąć tę lekcję. Na szczęście następnego dnia rano po łzach i rozżaleniu nie pozostało nawet wspomnienie.

Emilii trochę żal, że szkoła się już skończyła, Krzyś zaskoczony, że ten rok tak szybko zleciał. Oboje nie opuścili w tym roku szkolnym ani jednego dnia nauki - za co otrzymali stosowne dyplomy. Krzyś dodatkowo otrzymał dyplom za wyniki w nauce. Miło zaczynają się nam wakacje!

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Cascade Honor Society & Band Pops Concert

Koniec roku szkolnego zbliża się szybko, a te ostatnie dni obfitują w wydarzenia podsumowujące minione miesiące a co za tym idzie, w uroczystości osiągnięcia te prezentujące i celebrujące.

W czwartek wybraliśmy się na uroczystość zorganizowaną przez szkolne stowarzyszenie Cascade Honor Society, na której pożegnano członków stowarzyszenia opuszczających mury szkoły, a także przyjęto w poczet stowarzyszenia nowych członków - między innymi mojego syna.

Nie każdy uczeń szkoły może zostać członkiem stowarzyszenia. Członkostwo w nim to spore wyróżnienie, na które trzeba zapracować, przede wszystkim wynikami w nauce, ale także nienagannym zachowaniem i ogólnie szlachetną postawą w szkole.


Zaszczytu dostąpiło dwudziestu szóstoklasistów, czyli około 15% uczniów klas szóstych w szkole, do której chodzi Krzyś. Wszyscy bardzo dobrze się uczą oraz są grzecznymi, uprzejmymi i życzliwymi dzieciakami. Bardzo się ucieszyłam, kiedy okazało się, że razem z Krzysiem, do stowarzyszenia wstępuje kilku jego dobrych  kolegów - z jednym grał w koszykówkę, z drugim w piłkę nożną, a z trzecim chodził do szkoły podstawowej i od trzech lat razem biorą udział w zawodach lekkoatletycznych.

Były przemówienia (na szczęście bardzo krótkie), wręczenie dyplomów, wyróżnień i zaświadczeń, do których dołączono piękne czerwone róże, a na koniec - ogromny tort.

Kilka dni wcześniej, w poniedziałek, też mieliśmy zagospodarowane popołudnie przez imprezę szkolną - ostatni wprzed wakacjami koncert orkiestry szkolnej. Obecność muzyków była obowiązkowa, w znacznym stopniu wpływając na ocenę końcową z muzyki.

Szóstoklasiści zagrali melodie z filmu "Harry Potter" oraz melodię "African Noel."







Od ponad dwóch miesięcy Krzyś nie ćwiczy w domu, i nie miałam pojęcia czego oczekiwać. W ogóle moje dziecko ostatnio oznajmiło, że w przyszłym roku chce grać na saksofonie. Ma zamiar wypożyczyć na wakacje instrument ze szkoły i samodzielnie uczyć się gry, by w nowym roku szkolnym móc zmienić instrument z fletu na saksofon. Zobaczymy co z tych zamiarów zostanie zrealizowane . . .

sobota, 9 czerwca 2018

Latarnia Cape Arago Light

Latarnia morska Cape Arago Light położna jest na wyspie w pobliżu Charleston, i z racji swej lokalizacji od początku narażona była na destrukcyjne działania żywiołów. 


Obecna latarnia to już trzecia - pierwszą postawiono w roku 1866, kolejną w 1909, a ostatnią w 1934 roku. Ta ostatnia została zautomatyzowana w roku 1966. 1 stycznia 2006 latarnię zaprzestano użytkować. Kilka lat później zimowe sztormy zerwały kładkę łączącą wyspę, na której stoi latarnia, ze stałym lądem. Nawet przed tym zdarzeniem latarni nie można było zwiedzać. Można ją jedynie podziwiać z oddali.


Żaden z budynków gospodarczych nie dotrwał do naszych czasów.

czwartek, 7 czerwca 2018

111111

Kilka dni temu udało mi się złapać stan licznika:


Zazwyczaj takie ciekawe ustawienia cyferek zdarzają się podczas jazdy, kiedy to nie należy zabawiać się w fotografa i lepiej koncentrować się na prowadzeniu pojazdu. Skoro jedyneczki tak ładnie zaprezentowały się w garażu, nie mogłam tego zlekceważyć i nie uwiecznić!