środa, 17 grudnia 2014

Bombki


Ostatnie ozdoby świąteczne wykonałam własnoręcznie kilka lat temu. 
W tym roku naszła mnie ochota na szydełkowe bombki. Wyciągnęłam z szafy czerwone bombki kupione na po świątecznej wyprzedaży kilka lat temu, z innej szafy - schematy wykonania szydełkowych koszulek na bombki, z kosza z zapasami włóczkowymi - białą nitkę bawełnianą, i zabrałam się za szydełkowanie.


Poszłam na łatwiznę i wszystkie bombki wykonałam według tego samego schematu (ten i inne można znaleźć tutaj). Po pierwszej bombce zmodyfikowałam nieco schemat aby, zamiast kółeczka w środku, wyszła gwiazdka. Bądź kwiatuszek - zależy z czym się komu kojarzy.

Wprowadziłam nieco urozmaicenia sięgając po zapasy muliny do wyszywania. Kilka lat temu kupiłam metaliczną nitkę z przeznaczeniem na jakiś świąteczny projekt - już nawet nie pamiętam co to miało być, a nitka została. Teraz się przydała. 

Ładne te metaliczne koszulki, ale bardzo powoli się je robiło, bo nitka spadała z szydełka i szybko pruło się, więc po trzeciej dałam sobie spokój. Tym bardziej, że dotarło do mnie, że w takim tempie to skończę je na Wielkanoc. Ponieważ większość z nich przeznaczona była na prezenty. Wróciłam więc do zwykłej białej bawełny.


W sumie zrobiłam 12 bombek zanim straciłam zainteresowanie. Kilka z nich przeznaczyłam na parafialny kiermasz świąteczny - forma zbierania funduszy na wydatki parafii.Z przyjemnością zauważyłam, że zostały szybko sprzedane. 


niedziela, 14 grudnia 2014

Wywiadówka u Krzysia

W środę spotkałam się z nauczycielką Krzyśka.

Zamiast, znanych nam z Polski, wywiadówek gromadzących na jednym spotkaniu rodziców wszystkich uczniów w klasie, tutaj rodzice każdego dziecka mają wyznaczone indywidualne spotkanie z nauczycielem. Trwa ono, w zależności od potrzeby, 10-20 minut. Moje było krótkie.

To, co usłyszałam, bardzo mnie ucieszyło. Krzyś radzi sobie w szkole dobrze, nauka nie sprawia mu żadnych problemów. Zarówno w czytaniu, jak i w matematyce, jest w najbardziej zaawansowanej grupie trzecioklasistów.

Z zachowaniem też nie ma kłopotów - a trochę się właśnie bałam, że może być. Podobno na lekcjach moje dziecko jest bardzo skupione i uważa. Jednym słowem - nie sprawia żadnych kłopotów wychowawczych.

W takim razie, Mikołaj chyba może nas odwiedzić niebawem. Choinka już czeka, ćwiczymy też zawzięcie pieczenie słodyczy dla Mikołaja, zapas marchewki dla reniferów - mamy.

czwartek, 11 grudnia 2014

Nowe przedszkole Emilii

Od początku tego miesiąca, Emilia znowu chodzi do przedszkola. Nie wróciła do swojego starego przedszkola, bo tamta placówka została zamknięta decyzją właścicielki. Niedaleko nas, przy kościele baptystów, otwarto kilka lat temu niewielkie przedszkole i tam właśnie zapisałam Emilię.

Na początku nie obyło się bez łez o poranku, ale jak zapewniły mnie panie, łezki te szybko obeschły i moja córeczka ładnie się bawiła, jadła i spała do czasu aż po nią przyszłam. Czwartego dnia już rano nie płakała.

Pytana o przedszkole, Emilia mówi, że je lubi, szczególnie wszelkie projekty plastyczne, a wczoraj bardzo jej się podobała zabawa koralikami, które dzieci nakładały na włochate druciki. Podobno Kruszynka świetnie sobie radziła - ma sprawne paluszki.
Ma już też ulubioną panią Lori, na którą mówi Pani Loli. Pani Lori sprawia przesympatyczne wrażenie, ciepła i radosna, Emilia przylgnęła do niej momentalnie. Pani dyrektor przedszkola też stworzona jest do pracy z dziećmi. Nie chcę zapeszyć, ale jak na razie wygląda, że dobrze trafiłyśmy.

Emilia nadal spędza w przedszkolu tylko dwa dni, ale za to od 8 rano do 4.30 po południu.

Ponieważ kilkoro dzieci w grupie Emilki korzysta już z toalety, Emilia zaczęła wykazywać niewielkie zainteresowanie w tej kwestii. Wygląda to tak, że raz dziennie stwierdza, że chce zrobić siku do ubikacji. Mam nadzieję, że częstotliwość zwiększy się z czasem i pożegnamy się z pieluchami.

Kucharka

W kwestii toalety - Emilia przeprowadziła ostatnio selekcję smoczków, wrzucając je do toalety właśnie a potem spuszczając wodę. Pozbyła się tak trzech (a przynajmniej o tylu ja wiem). Po fakcie domagała się "oddania", ale muszla klozetowa pozostała niewzruszona na płacz i wrzaski dziecka, a ja niewiele mogłam w tej sprawie uczynić. Nie mam zamiaru kupować więcej smoczków - kiedy ostatni spłynie wrzucony decyzją Emilii w otchłań sedesu, pożegnamy się ze smoczkami.


poniedziałek, 8 grudnia 2014

Angielskie wakacje: Plac zabaw w Swanage

W drodze powrotnej z Durdle Door, ciocia Myszka zabrała nas na rybę z frytkami do małej restauracyjki w miasteczku Swanage. Po posiłku przespacerowaliśmy się po deptaku i zjedliśmy lody - jak już wcześniej pisałam, w Anglii jedliśmy bardzo dużo lodów i żadna wycieczka nie mogła się bez nich obejść. 

Baterie w aparacie odmówiły współpracy już przy Durdle Door - zdjęcie poniżej (panorama Swanage) pochodzi ze strony en.Wikipedia

http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Swanage_Panorama_Crop.jpg

Dopiero na placu zabaw przy parkingu olśniło nas, że przecież można robić zdjęcia sprytnym telefonikiem. Ponieważ dzieciom plac zabaw bardzo się spodobał, a musiały wyładować nadmiar energii zgromadzonej podczas jazdy samochodem i siedzenia w restauracji - pozwoliłyśmy im wyszaleć się. 

.


Tam chcę!





piątek, 5 grudnia 2014

Angielskie wakacje: Prom

Podczas naszych wakacji w Angli, na wycieczce do Corfe Castle i Durdle Door, moje dzieci pierwszy raz płynęły promem. 

Dystans był krótki, przeprawa trwała raptem kilka minut, niemniej jednak stanowiła ogromną atrakcję dla moich pociech. 

Najpierw samo opuszczenie pewnego ladu i wjazd na prom kołyszący się, niezbyt mocno, ale jednak! 

Nie mogliśmy nie wyjść z samochodu i nie zwiedzić pokładu! 

Kilka szybkich fotek z widoczkami i trzeba było biec do samochodu, bo pierwsze pojazdy już  zjeżdżały z promu. 



I jeszcze jedno zdjecie zrobione w drodze do Durdle Door i Corfe Castle:

wtorek, 2 grudnia 2014

W paszczy rekina, czyli listopadowa wycieczka do Akwarium w Newport

Jeszcze całkiem niedawno Emilia przechodziła okres fascynacji rekinami - za sprawą filmu "Gdzie jest Nemo", który oglądaliśmy raz za razem, w sumie chyba ze 30 razy. Albo i więcej. W końcu wybraliśmy się do Akwarium w Newport, żeby jej pokazać prawdziwe rekiny.


Ciężko było zrobić dobre zdjęcie, ale coś tam zostało uwiecznione, choć ten największy i najgroźniej wyglądający rekin nie za bardzo chciał pozować.

W związku z tym zrobiliśmy sobie zdjęcie z makietą paszczy rekina - zębiska martwe, więc niegroźne, stąd nasze uśmiechnięte buzie.


Krzyśkowi bardzo spodobała się atrapa wraku statku w jednym ze zbiorników z rybami:


Zachwyt obu dzieci wzbudziły meduzy.


Przy okazji Emilia rzuciła cytatem z filmu:

- Nie zasypiaj! NIE ZA-SY-PIAJ!!


Kolorowe ryby z rafy koralowej zawsze przyciągają uwagę, i dorosłych, i dzieci. Emilii najbardziej podobała się rybka pomarańczowa - ale to nie była jedna z mieszkanek rafy.

Pogoda nie była za ładna - zimno, pochmurno, siąpiło. Mimo to obejrzeliśmy wszystkie morskie zwierzęta w terrariach pod gołym niebem: ptaki, wydry i foki.


Foki i wydry można oglądać też z niższego poziomu, jak pływają pod wodą.

Dość sporo czasu spędziliśmy w centrum edukacyjnym akwarium. Dzieci mogły podotykać ukwiały, a dreszczyku emocji dostarczało głaskanie małych płaszczek.


Na zdjęciu poniżej, moje dzieci "łowią ryby", czyli łapią na magnes rzeczywistej wielkości modele ryb, które można spotkać w wodach Pacyfiku na wysokości Oregonu.


Potem te ryby można było wrzucić na podajnik, a kręcąc korbką, przetransportować "pod pokład", czyli do wiadra.

Emilia łowiła, Krzysiek wrzucał na taśmę i kręcił korbą - moglibyśmy na tej zabawie spędzić cały dzień...

A drugi dzień w łodzi podwodnej (zdjęcie poniżej) - a tam różne pokrętła, wajchy, ekrany, przyciski.

Wybierając odpowiedni przycisk można było odsłuchać odgłosów zwierząt morskich.

A obok - tablica, na której dzieci mogą zamieszczać pytania, na które pracownicy akwarium starają się potem odpowiedzieć.

Jedno z pytań: Czy ryby puszczają bąki?

Odpowiedź możny znaleźć tutaj, ale trzeba znać angielski.




A na koniec - filmik z żyjątkami mórz i oceanów w roli głównej.


sobota, 29 listopada 2014

Simplicity

Koleżanka uszyła dla Emilii śliczną spódnicę. Różową, z materiału z haftem - elegancką. Emilia dostała ją na urodziny, ale szybko okazało się, że nie mam pasującego topu. Bo najbardziej pasowało mi coś białego, bez żadnych aplikacji i upiększeń. Ale takie proste, jedno kolorowe ubrania dla małych dzieci szalenie trudno znaleźć. Przynajmniej w sklepach, w których ja robię zakupy. 

W związku z tym poszperałam w koszu z motkami i wyszperałam bawełnę Sonny (Солнышко) firmy Troitsk Yarn. A ponieważ ciągle jeszcze miałam fazę na wzór Baby Kina (mimo, że już wydziergałam ten sweterek dla Emilii), trochę go zmodyfikowałam i tak powstała biała bluzeczka, którą nazwałam Simplicity - z racji prostoty właśnie.


Jedyną ozdobę stanowią różowe koraliki wzdłuż wykończeń - pojechałam do sklepu ze spódnicą i dobrałam odcień różu, żeby pasował.



Ponieważ nie lubię zbyt głębokich dekoltów w dziecięcych sweterkach, żeby głowa przechodziła przez otwór, z tyłu są dwa guziczki. W zasadzie to te guziczki mogą być też i z przodu - jak się założy, ale mi bardziej odpowiada wersja z tyłu, na plecach.


Sweterek robiłam podwójną nitką i na okrągło (od góry). Wyszedł taki w sam raz - rękawy mogłyby być ciut dłuższe, ale i tak zabrakło mi włóczki na zamknięcie oczek jednego z rękawów. Użyłam innej bawełny, bardzo podobnej i nawet tego sztukowania nie widać.


  • Simplicity:
  • włóczka Sonny firmy Troitsk Yarn, 100% bawełna, 425 m/100 gr
  • zużycie: 141 gram = 600 metrów
  • druty 3 mm i 3.25 mm



Sweterek zrobiłam bardzo szybko, ale akurat było lato (lipiec) i temperatura stanowczo nie pozwalała na sesję fotograficzną. Upalne lato zamieniło się w bardzo ciepłą jesień i nawet jeśli w ciągu tygodnia nieco się ochładzało, w niedzielę, od rana, było za ciepło na sweterek. Dopiero na początku listopada udało mi się ubrać dziecko i zrobić zdjęcia - bałam się, że zanim do tego dojdzie Emilia wyrośnie z bluzeczki, ale nie, jeszcze w tym sezonie pochodzi.

środa, 26 listopada 2014

Kara

Krzysiek zabrał do szkoły tablet - łatwo się domyślić, że bez pozwolenia rodziców. 

Dostał karę. 

Kazałam mu zgrabić liście z trawnika za domem. Najpierw kręcił nosem, ale potem mu się zabawa spodobała. A mi chodziło głównie o to, żeby go odciągnąć od telewizora, bo spędza przed ekranem za dużo czasu. 

Liści było sporo, więc miał co robić. Niestety znalazł się ktoś, kto postanowił go wyręczyć, i musiałam wymyślić inną karę. 

Tym razem wymyśliłam mycie szafek w kuchni - tego chyba nikt nie lubi...


Dostał też karę dodatkową.

W ramach konkursu czytelniczego, jako jeden z cztero osobowej drużyny, zobowiązał się do przeczytania pewnej książki, ale jakoś nie bardzo miał ochotę na lekturę i książka leżała kilka tygodni nie tknięta. Każdy z czterech członków drużyny ma przeczytać 4 książki (w sumie - 16), więc jak ktoś zawali i nie przeczyta jednej, drużyna będzie miała mniejsze szanse w konkursie. No i jako karę dodatkową, Krzysiek miał przeczytać tę właśnie książkę. Bo tak w ogóle to czyta to  co chce i nigdy go nie zmuszam do lektury, na którą nie ma ochoty.


Jak już robiłam zdjęcie potomka grabiącego liście, to uwieczniłam też drzewo sąsiadów w jesiennych kolorach:



poniedziałek, 24 listopada 2014

Czekając na brata

Emilia bardzo lubi, kiedy ją zabieram do dojo, gdzie Krzysiek trenuje karate i dżudo. Czas oczekiwania na zakończenie treningu urozmaica sobie na kilka sposobów. A to idziemy do toalety i długo i bardzo dokładnie, ze sporą ilością mydła, myjemy rączki. Zjeżdżanie po nogach mamy jak po zjeżdżalni lub bujanie się na stopach mamy też sprawia Kruszynce ogromną radość.

Ostatnio absolutnym hitem jest przedzieranie się pod rzędem krzesełek:




Usiłowała nawet mnie namówić na uczestnictwo w zabawie, ale nie skorzystałam z propozycji...

Inny wariant, to przechodzenie po krzesełkach górą, ale wtedy muszą one być nieco rozsunięte, tworząc przepaści, nad którymi Emilia przeskakuje.

piątek, 21 listopada 2014

Pomarańczowy pas

W środę Krzysiek zdawał egzamin z karate na pomarańczowy pas.

Tym razem było ich tylko czworo - trzech chłopców i jedna dziewczynka.

Karatecy zostali porządnie przeegzaminowani z wszystkiego co powinni wiedzieć aby zmienić kolor pasa z żółtego na pomarańczowy. Wiem, bo obserwowałam przebieg prawie całego egzaminu, który trwał godzinę i 45 minut. Egzaminowani musieli udowodnić, że materiał mają w małym paluszku - i z tego co widziałam, mają.

Rodzice cierpliwie czekali, młodsze siostry (okazało się, że cała czwórka ma młodsze siostry) rozrabiały z mniej lub bardziej bolesnymi skutkami.

Emilia rozwaliła sobie wargę - poleciała krew, był straszny płacz, ale nie trwał długo i mała znowu wróciła do rozrabiania. Warga już się zagoiła i jest dobrze.





Po egzaminie nastąpiła ceremonia wymiany pasów, po niej sesja fotograficzna z mistrzem a na koniec dzieci dostały pączki kupione przez jednego z rodziców.



A tak ogóle to Krzysiek ma nową fryzurę, bo postanowił sam podciąć sobie grzywkę, a w wyniku jego działalności fryzjerskiej wyglądał jak chłopiec z zaczarowanego ołówka - nie miałam czasu jechać z nim do fryzjera, więc obcięłam mu włosy maszynką. Tak wygląda dużo lepiej...

środa, 19 listopada 2014

Jesienny spacer

Pewnego listopadowego dnia jesień uśmiechnęła się do nas swoim najbardziej promiennym uśmiechem, więc, mimo że było dość chłodno, poszłyśmy z Emilią na jesienny spacer.

 

Nie tylko dzieci lubią szurać butami przez suche liście - obu nam ta stara jak świat zabawa sprawiła taką samą radość.






Zrobiłam sporo zdjęć, bo każde drzewo wydawało mi się piękniejsze od tych mijanych wcześniej. Zdjęć zebrało się tyle, że zebrałam je w filmik:



Miałyśmy już wracać, ale Emilia wypatrzyła zjeżdżalnię pod szkołą, a zjeżdżalnia to jej ulubiony sprzęt na placu zabaw - nie mogłyśmy nie zaliczyć kilkunastu zjazdów, mimo, że Kruszynkja była już mocno zmęczona.




Przy okazji zrobiłam zdjęcie nowej szkoły - od przyszłego roku szkolnego zajęcia mają się już w niej odbywać - o ile nie będzie żadnych opóźnień. Po ukończeniu budowy, obecna szkoły zostanie wyburzona. Budynek, w którym uczą się teraz dzieci, został wybudowany ponad 70 lat temu i z założenia miał służyć 30 lat. Jak widać, czas najwyższy, by został zastąpiony nowym.


Krzysiek tylko przez dwa ostatnie lata nauki w podstawówce będzie się uczył w nowej szkole, ale Emilia - całe sześć.