środa, 25 marca 2015

Dla domu - Projekt Nr 3

W tym wpisie pisałam o planie zrobienia kilku projektów dla domu w tym roku (12 projektów na 12 miesięcy). Dzisiaj czas przedstawić Projekt Nr 3:

Wymiana Bojlera

Stary bojler miał już 21 lat i wprawdzie grzał wodę bez zarzutów, to jednak był bardzo nieekonomiczny.

Najpierw trzeba było zrobić rozeznanie.

Bojlerów na rynku jest spory wybór, ale nasz lokalny dostawca energii elektrycznej zwraca część kosztów zakupu tylko kilku z nich, tych spełniających określone wymogi - muszą być bardzo energo oszczędne. Tę samą listę ma nasz stanowy urząd skarbowy, który również zwraca część poniesionych kosztów - można je sobie odliczyć od należnego podatku za rok, w którym dokonało się zakupu. A kwoty te są na tyle wysokie, że super oszczędny bojler wychodzi w tej cenie co ten zwykły, za zakup którego nikt nie zwraca ani centa.

Nowy bojler, który wymienił ten stary, działa częściowo na zasadzie pompy ciepła - tutaj jest to ładnie wyjaśnione po polsku. Dopiero kiedy temperatura otoczenia (u nas to temperatura w garażu) spadnie poniżej 3 stopni C, przestawia się na energię elektryczną z sieci.

Poniżej oba bojlery - stary i nowy.


niedziela, 22 marca 2015

PUR: Dywanik

Dywanik pętelkowy z zalegających w koszu z zapasami włóczkowymi motków akrylu robiłam ponad rok. Nie bardzo mi szło, bo projekt ten był łazienkowy również z tego powodu, że dywanik robiłam głównie pilnując kąpiącej się Emilii, która, kiedy tylko zauważała, że mama znalazła sobie jakieś ciekawe zajęcie, natychmiast kończyła moczenie się. Jak miałam puste ręce to potrafiła celebrować wieczorną kąpiel do całkowitego wystygnięcia wody w wanience.

Minął rok (ponad) i praca nad dywanikiem nabrała tempa - również dzięki Emilii, która zaczęła w wanience tak brykać, że dywanik po każdej kąpieli nadawał się do suszenia. A spód anty poślizgowy bardzo długo schnie. Dywanik zastępczy musiał się pojawić natychmiast. No i się pojawił - choć może nie aż tak natychmiast.


Dywanik wyszedł niewielki, 65 x 37 cm, ale są to wymiary wystarczające, żeby nie wychodzić spod prysznica na zimne kafelki. Poza tym, jeśli będę miała jakieś niepotrzebne motki w podobnym gatunku to mogę jeszcze kilka rządków dorobić.

Tego typu dywanik pierwszy raz zobaczyłam na blogu Hrabiny, a w tym wpisie podane są dokładniejsze informacje (łącznie z linkiem do instrukcji zapętlania nitki tak, żeby się nie pruło).


Sporą zaletą jest to, że dywanik bardzo szybko schnie, a poza tym ubyło mi z kosza z zapasami kilka motków, na które nie miałam innego pomysłu.

czwartek, 19 marca 2015

Początek marca w ogródku

Już druga połowa marca, a ja pokazuję zdjęcia z początku miesiąca. 
Najpierw, uwielbiane przeze mnie hiacynty:



Na zdjęcia załapały się tylko dwa, ale potem rozkwitły jeszcze cyklamenowe i białe.

Poniżej, takie drobniutkie, ale pełne uroku kwiatki - już kilka razy sprawdzałam jak się nazywają i ciągle zapominam.
W moim ogródku mam niebieskie, różowe i białe.


Pierwiosnków kwitnie sporo, na zdjęcie załapały się żółte.


Na początku marca forsycja dopiero zaczynała kwitnąć, teraz, w pełni rozkwitu, na tle błękitnego nieba wygląda wspaniale.


Coraz więcej szafirków wdzięczy się do słonka.


Pierwsze tulipany zaczęły kwitnąć pod koniec lutego. Do tych pod spodem dołączyły na razie białe. Czekam na kolejne kolory.



Posadziłam też kwiatki w doniczkach ustawionych przy wejściu do domu, w jednej pierwiosnki, w drugiej bratki.



Pierwiosnki tak się spodobały Emilii, że zaraz po posadzeniu je powyrywała i musiałam je sadzić jeszcze raz...

poniedziałek, 16 marca 2015

Wpis urodzinowy


8 marca były moje urodziny, skończyłam 42 lata. Z tej okazji dostałam od syna śliczne kwiaty (kupił je za swoje kieszonkowe!), które, mimo, że stoją w wazonie od tygodnia, nadal wyglądają świeżo ciesząc moje oczy.


Jak urodziny, to musiał być tort. W tym roku upiekłam sama, taki niewielki, ale żeby kilka świeczek się na nim zmieściło.


Dzieci odśpiewały mi zarówno Happy Birthday jak i Sto lat, kilka razy dmuchały świeczki, w końcu i ja załapałam się na tę atrakcję.

A po torcie pojechaliśmy na sesję do fotografa - to taki prezent, który od czterdziestych urodzin, robię sama sobie. Poniżej kilka zdjęć, tych, które moim zdaniem wyszły najładniej.


Emilia nabiła sobie guza kilka dni przed sesją, i została uwieczniona z siniakiem na czole. Ale za to w przecudnej sukience, którą dostała od mojej bratowej jeszcze w ubiegłym roku. Krzyś jeszcze w garniturze od pierwszej komunii, choć nogawki już się robią przykrótkie.

A pod spodem, zdjęcie, które podoba mi się najbardziej - mimo, że nie widać twarzy moich dzieci. Widać za to ich uczucia wobec mamy.


I jeszcze kilka ujęć - to pod spodem to pierwsze podczas sesji, więc jeszcze jesteśmy trochę spięci. Potem się wyluzowaliśmy, niektórzy (Emilia) aż za bardzo...







Popołudniu natomiast świętowałyśmy z koleżankami Dzień Kobiet i moje urodziny. Bez dzieci i mężów bawiłyśmy się świetnie, acz z racji pracy w poniedziałek - jedynie do 7 wieczorem.

Na tę imprezkę upiekłam drugi torcik - zdjęcie poniżej. W zasadzie to upiekłam jeden większy biszkopt i z niego zrobiłam dwa małe torciki, tak żeby jeden był do domu a drugi dla koleżanek.

Kiedy widziałam jak moje bratowa i jej mama dekorują torty (podczas wakacji w Anglii), wydawało mi się to takie proste - z taką łatwością wyczarowywały istne cuda! No i nabrałam ochoty, żeby też coś takiego zrobić od czasu do czasu. Jak widać na zdjęciach, może za kilkadziesiąt tortów dojdę do jako takiej wprawy...
Dobrze, że chociaż w smaku nie miałam im nic do zarzucenia.


Jedna z koleżanek obdarowała nas wszystkie różami - z okazji Dnia Kobiet.
I one trzymają się do dzisiaj.


Dostałam też białego storczyka - to od koleżanki, która dotarła do mnie dopiero w poniedziałek, ale za to z pysznym obiadem jako dodatkiem do prezentu - a gotuje świetnie!


Pamiętały o mnie też osoby, które mieszkają daleko, rozproszone po całym świecie. Przyszły kartki z życzeniami, przyszły życzenia pocztą elektroniczną, były rozmowy telefoniczne...



Od Splocika dostałam dwie cudowne frywolitkowe zakładki:


Bardzo trafiony prezent, bo nie dość, że lubię czytać, to jeszcze właśnie na urodziny dostałam trzy książki:

  • John i Stasi Eldredge: Urzekająca
  • E.L. James: 50 odcieni szarości
  • Carla Montero: Szmaragdowa tablica
Osoby, które mnie obdarowały, znają mnie dość dobrze - dostałam także wonności do relaksujących kąpieli, kilka moteczków oraz akcesoria do robienia kartek.

A kiedy zabierałam się za edycję tego wpisu, przyszły jeszcze życzenia od jeszcze jednej koleżanki i od mojego chrześniaka.


A w kopercie - kolejny prezent, cudne zdjęcie motyla, wykonane właśnie przez koleżankę. Niestety nie udało mi się zrobić dobrego zdjęcia i to poniżej nie oddaje piękna ani odrobinkę.


No i jak tu nie cieszyć się z urodzin? Nawet w pracy o mnie pamiętali - dostałam kartkę podpisaną przez wszystkich współpracowników, a kilkoro z nich zadało sobie trud sprawdzenia jak Happy Birthday jest po polsku - i takie życzenia mi wypisali.

Wszystkim, którzy o mnie pamiętali, i dali temu wyraz w taki wzruszający sposób, bardzo dziękuję - jesteście kochani!

sobota, 14 marca 2015

Angielskie wakacja: Longleat (Safari - lwy)

Po tygrysach, wjechaliśmy na teren lwów. (O lwach możny poczytać tutaj.) Nie sprawiały tak przerażającego wrażenia jak tygrysy, pewnie dlatego, że leniwie wylegiwały się w trawie - ale złudzeń nie mieliśmy, to nie domowe kociaki!





piątek, 13 marca 2015

Angielskie wakacja: Longleat (Safari - tygrysy syberyjskie)

Tutaj można poczytać o tygrysach syberyjskich.

A pod spodem można obejrzeć te, które my zobaczyliśmy na safari w Longleat.





wtorek, 10 marca 2015

Batalia o Książki

Od kilku lat, organizowana jest w stanie Oregon, Batalia (bitwa?) o Książki (Oregon Battle of the Books) - tutaj oficjalna strona po angielsku.
Celem imprezy, podzielonej na kategorie wiekowe, jest propagowanie czytelnictwa.

Jesienią zostały ogłoszone listy książek, które uczestnicy każdej kategorii wiekowej mają przeczytać, a w lutym ruszyły eliminacje. Cztero osobowe drużyny konkurowały najpierw w szkolnych eliminacjach - do kolejnego etapu przechodzi tylko jedna drużyna.

Poniżej, lista książek w tegorocznym konkursie dla klas 3-5:
Krzys w koszulce OBOB, luty 2015
  • The Fantastic Secret of Owen Jester by Barbara O'Connor 
  • Gaby, Lost and Found by Angela Cervantes
  • Kizzy Ann Stamps by Jeri Hanel Watts
  • The Miraculous Journey of Edward Tulane by KateDiCamillo 
  • A Nest for Celeste by Henry Cole
  • Night of the Twisters by Ivy Ruckman
  • The One and Only Ivan by Katherine Applegate
  • Rules by Cynthia Lord
  • Sasquatch by Roland Smith
  • Starry River of the Sky by Grace Lin
  • Swindle by Gordon Korman
  • Tales from the Odyssey, Part I by Mary Pope Osborne
  • Tales of a Fourth Grade Nothing by Judy Blume
  • The Trouble with Chickens by Doreen Cronin
  • The World According to Humphrey by Betty G. Birney
  • The Year of the Book by Andrea Cheng
Wkleiłam listę, pewna, że choć kilka pozycji zostało przetłumaczonych na język polski, ale się rozczarowałam - jedynie "Swiat chomika Hubercika"  dostępny jest w języku polskim. Na szczęście literatura polska obfituje w ciekawe książki dla dzieci i bez tych z listy OBOB!

50 sekund do namyslu i przedyskutowania odpowiedzi

Z 15 drużyn w szkole Krzysia, w drodze eliminacji, została wyłoniona ta jedna, która 14 marca będzie reprezentować szkołę na poziomie miejskim. Okazało się, że treść powyższych książek najlepiej zapamiętały koleżanki z klasy Krzysia - były lepsze od starszych od siebie koleżanek i kolegów. Fakt ten ukoił nieco żal Hultajstwa, że to nie on z kolegami... 
Ale i tak najważniejsze jest to, że dzięki konkursowi przeczytał kilkanaście (14) ciekawych książek, o istnieniu których wcześniej nie wiedzieliśmy. Najbardziej podobały mu się opowieści o Odyseuszu.

sobota, 7 marca 2015

Białe bolerko dla Emilii

Dziecko rośnie, z ubranek wyrasta - a to za krótkie nogawki spodni, a to za krótkie rękawki, czasem nawet w pasie niektóre rzeczy okazują się za ciasne! Kruszynka coraz większa i coraz cięższa - ten aspekt odczuwają coraz boleśniej moje ręce...

A wstęp ten przydługi w celu uzasadnienia pojawienia się kolejnego bolerka w garderobie mojej córeczki. 


Bolerko robiłam dwa razy, ponieważ za pierwszym podejściem nieco przesadziłam z rozmiarem, a ono było potrzebna na teraz, a nie za kilka lat. Na szczęście takie rzeczy robi się szybko, ale poprawianie niewypału działa wybitnie zniechęcająco, więc spruta włóczka nieco poleżała w szufladzie. Tym bardziej, że po praniu straciła dramatycznie na miękkości, zniknął ten milusi puszek i dzierganie z niej już nie było tak miłe jak za pierwszym podejściem.


Za pierwszym razem była normalna dziurka na guzik w plisie, za drugim razem poszłam na łatwiznę, dziurkę sobie odpuściłam, i tylko zrobiłam pętelkę z pojedynczej nitki - zaskoczona jestem jak dobrze się spisuje w użytkowaniu. Guzik jest fioletowy, bo akurat taki miałam. U mnie nie można kupić pojedynczych guzików na sztuki, tylko zawsze w kąplecie - takie małe to przeważnie od 3 do 5, a potem zostają mi te guziki i mam już całkiem spory zapas, który chwilowo służy głównie Emilii - do zabawy.



czwartek, 5 marca 2015

Menu

Krzyś wybiera się w odwiedziny do chrzestnej.
W związku z tym dostał polecenie przygotowanie listy tego co będzie jadł - bo Krzyś to taki francuski piesek.
Listę przygotował po polsku. Nawet nie sprawiło mu to większego problemu a warto odnotować, że nigdy nie uczył się pisać po polsku. Bardzo zaskoczył mnie tym, że wystarczyło mu raptem kilka wskazówek w trudniejszych miejscach (tych, gdzie różnica między językiem polskim a angielskim jest dość znaczna), aby momentalnie zapamiętać zasady i natychmiast zacząć je stosować. Zerkałam mu przez ramię, ale niewiele miałam do roboty, bo i bez mojej pomocy prawie nie robił błędów.

Oto lista przygotowana przez Krzysia:


Krzyś jest bardzo podekscytowany wyprawą na Florydę, cieszy go, że będzie chodził na plażę, i że będzie się kąpał w ciepłej wodzie. Pyta też czy ciocia zabierze go do Disneylandu - odwiedziny w Disney World (Kalifornia) lub Disneyland (Floryda) to jego marzenie.

Sama chętnie wybrałabym się do Disneyworld lub Disneyland!
Obiecałam Krzysiowi, że jak Emilia nieco podrośnie (za 2-3 lata) wybierzemy się do Kalifornii.
W związku z tym postanowiłam otworzyć specjalne konto, na które będę odkładać co miesiąc pewną kwotę, żeby uzbierać fundusze na ten wyjazd - tanie to raczej nie będzie...

poniedziałek, 2 marca 2015

Cyrk

Nauczyciel muzyki w szkole Krzysia przygotował z drugo i trzecio klasistami koncert pod tytułem "Circus Circus" ("Cyrk Cyrk").
 

Przed koncertem, w szkolnej stołówce, można było sobie obejrzeć prace dzieci przestawiające klaunów - każde dziecko wykonało portret siebie jako klauna bazując na czarno-białym wydruku swojego zdjęcia.


Po wystawie, już w szkolnej sali gimnastycznej, odbył się koncert - wydaje mi się, że w tym roku dzieci ładniej śpiewały, melodyjniej...

26.02.2015, koncert "Circus, Circus" - Krzyś jako klaun

A w cyrku - jak to w cyrku, były oczywiście klauny, ale też i tygrysy!

 
Pod koniec, Emilia też odstawiła swój własny szoł, rzucając, wyciągniętą z torebki mamy, włóczką w widownię. To znaczy, rzucała do mamy, ale że ja siedziałam w pierwszym rzędzie, a Emilia nie bardzo panowała nad ręką, włóczka przeważnie lądowała za mną - ku uciesze innych rodziców.