piątek, 22 maja 2015

Rodzeństwo

Krzyś i Emilia to raczej zgodne rodzeństwo. Zdarzają im się gorsze chwile, ale bardzo często ładnie się bawią. Wspaniałej zabawie sprzyja świeże powietrze - nie ma to jak własny ogródek!

Na huśtawce

W cieniu czereśni

Z kotem sąsiadów
Na zdjęciu poniżej Emilia w ubranku, które dostała na roczek - trochę krótsze, ale ciągle jeszcze dobre, ku mojej nieskrywanej radości, ponieważ bardzo mi się podoba.


Kotki małe dwa

środa, 20 maja 2015

Karki Nr 36 & 37


Na urodziny dostałam wycinak do narożników. Leżał sobie w szufladzie a mnie ręce świerzbiły, żeby go wypróbować. Aż w końcu znalazłam chwilę, kiedy Emilia spała, i w tym czasie powstały dwie kartki.

Wycinak ma trzy motywy, na tych kartkach widać dwa.



W czerwony, kremowy i zielony papier zaopatrzyła mnie Emilia, zabierając próbki ze stoiska z farbami. Szczególnie zieleni mam szeroki wybór wszelkich możliwych odcieni.

poniedziałek, 18 maja 2015

"Duck Academy"


W niemal każdą drugą środę miesiąca, stowarzyszenie absolwentów naszego lokalnego uniwersytetu (University of Oregon) przy udziale obecnych studentów, organizuje w szkole Krzysia popołudniowe zajęcia pozaszkolne dla uczniów klas trzecich, czwartych i piątch. (Na początku roku szkolnego rodzice dostają informację i zaproszenie ale nie do końca orientuję się w kryteriach wyboru uczniów.)

Najpierw dzieci odrabiają zadanie domowe, następnie dostają coś do zjedzenia, a potem następuje najbardziej wyczekiwana przez dzieci część zajęć: za każdym razem inne zajęcia w kilku grupach tematycznych. Wcześniej dzieci (lub ich rodzice) wybierają trzy z pośród ośmiu możliwości i na tej podstawie dzieci są rozdzielane.

Na pierwszych zajęciach, w październiku, dzieci w grupie Krzysia budowały trój wymiarowy model z wykorzystaniem... wykałaczek i pianek marshmallow. Materiały te niesamowicie spodobały się dzieciom! Zrobiłam nawet Krzysiowi zdjęcie z przyniesionym do domu modelem, ale nie mogę go odnaleźć pośród zdjęć na komputerze.

Innym razem, Krzyś trafił do grupy, z którą zajęcia prowadził absolwent-projektant. Najpierw wyjaśnił dzieciom w przystępny sposób na czym polega projektowanie szkoły, a potem, na podstawie kopii projektu budowanej właśnie szkoły, dzieci projektowały swoją własną wersję przybytku oświaty. Zaprojektowane przez dzieci sala gimnastyczna, sale komputerowe i kafeteria miały ogromne rozmiary.

Na kolejnych zajęciach, tę samą grupę dzieci spotkała ogromna niespodzianka - dzieci zostały zabrane na zwiedzanie właśnie budowanej szkoły. Budynek nowej szkoły już stoi i od jakiegoś czasu trwają prace wewnątrz. Dzieci dostały kaski i pod stosowną opieką zobaczyły na własne oczy jak wygląda budowa i prace budowlane w trakcie. To ci gratka nie lada!

W minioną środę miały miejsce ostatnie zajęcia w ramach Duck Academy w tym roku szkolnym, który kończy się już niebawem, w pierwszej połowie czerwca. Finał został zaplanowany taki przez Wielkie F - zwiedzanie kampusu uniwersytetu!

A ponieważ na wycieczkę mogła się załapać tylko określona liczba dzieci, trzeba było spełnić pewne warunki - dziecko chętne do wyjazdu musiało opisać dlaczego podobały mu się zajęcia w ramach Duck Academy w minionym roku szkolnym. Nie wymagano szczególnie długiego wypracowania, wystarczył paragraf. Krzyś takowy napisał i zakwalifikował się.

I zwiedził kampus - a mi się to do tej pory jeszcze nie udało...
Ale to On jest przyszłym studentem.

piątek, 15 maja 2015

Dla domu - Projekt nr 5

Zaplanowałam sobie, że jak Emilia skończy 3 lata (w czerwcu) to zlikwiduję przewijak i przeorganizuję nieco sypialnię. Ale jak to często bywa, samo życie wymusiło zmianę moich planów.

Podczas wiosennych porządków (takich z odsuwaniem szaf, szafek, myciem ścian, okien i lamp) po odsunięciu szafki nocnej ukazał się oczętom moim taki oto widok:


Z lekka słabo mi się zrobiło.

Dość szybko ta część ścianki gipsowej została wycięta i zastąpiona nową, po czym zagipsowana.


I wtedy pałeczkę przejęłem ja. Stwierdziłam, że nie ma co czekać do czerwca, czas remontu sypialni nadszedł - wcześniej niż planowałam, ale co tam. 
Kupiłam farbę, pędzle, wałki i zaczekałam aż Krzyś wyjedzie na ferie wiosenne. 

A kiedy już się za  nim zamknęły drzwi, zabrałam się za robotę.
Najpierw powynosiłam z sypialni co się dało. Po wyniesieniu przewijaka, ściana wyglądała tak jak na zdjęciu poniżej. Trochę kiepsko widać, bo farba jasna, ale można zauważyć, że farba zdrapana, brudne plamy - nie dalo się tego doczyścić, a próbowałam!


Następnie poodkręcałam co trzeba było (karnisze, zaczepki do zasłon, gniazdka itp), zagipsowałam wszystkie dziury i dziurki, i zabezpieczyłam co trzeba było taśmą maskującą.

A kiedy Emilia zasnęła wieczorem, zabrałam się za malowanie.

Najpierw sufit, potem parapet i szafę wnękową.

Rano okazało się, że sufit trzeba jeszcze raz pomalować - zrobiłam to w ciągu dnia, a Emilia (o dziwo!) współpracowała, to znaczy posiedziała przed telewizorem oglądając grzecznie bajkę. Chciałam, żeby sufit wysechł do wieczora, żebym mogla przykleić taśmę maskującą, bo wiedziałam ze bez niej nie uda mi się równo zaznaczyć granicy miedzy sufitem a ściana.

Drugiego dnia, po położeniu Emilii spać, pomalowałam ściany. Przezornie kupiłam farbę w tym samym kolorze co była na ścianach. Malowanie ścian poszło mi lepiej niz sufitu - nie trzeba było niczego poprawiać, i dobrze, bo zużylam cały galon i na poprawki nawet już nic nie zostało.

A potem sypialnia się wietrzyła - my w tym czasie spałyśmy w pokoju Krzysia.

Już na spokojnie poprzykręcałam co wcześniej odkręciłam - Emilia mi dzielnie asystowała podając śrubki.

Przy okazji wymieniłam uchwyty w drzwiach do szafy - teraz pasują mi do innych detali (karnisze).

Na koniec została kwestia mebla na ubrania Emilii.

Do tej pory trzymałam je na półkach w dolnej części przewijaka, a po wyniesieniu go, tymczasowo czekały w pudłach w pokoju Krzysia.

Chciałam dokupić szafkęą taka sama jak już mam w sypialni, ale okazało się, że sklep, który sprzedawał meble tej firmy, został zamknięty, a żaden inny w okolicy nie sprzedaje mebli tej firmy (kanadyjskiej).
Kupiłam więc inną komodę, też z szufladami i dość podobną. Teraz Emilia ma swoja własną szafkę na ubranka.



Malowanie sypialni było dość sporym projektem - zwłaszcza biorąc pod uwagę, że wszystko zrobiłam sama, z małym dzieckiem w domu. Jestem bardzo dumna z siebie, że logistycznie wszystko wyszło tak, jak to sobie zaplanowałam. I bardzo, BARDZO podoba mi się moja czyściutka odnowiona sypialnia!

wtorek, 12 maja 2015

Jog-a-thon 2015

1 maja w szkole Krzysia odbył się doroczny Jog-a-thon. 
(Tutaj można przeczytać relację z imprezy w roku 2014 i 2013.)

Pogoda dopisała, nie było ani za ciepło, ani za zimno, 20 stopni czyli w sam raz.

O wyznaczonej godzinie dzieci zaczęły biegać a ja zaczęłam robić zdjęcia.


Ponieważ wzięłam ze sobą stary aparat, mogłam też nakręcić krótki film. 


Muzyka grała, Krzyś biegał, Emilia - też biegała! 
Głównie z córką sąsiadów Kloe.


Pani dyrektor motywowała uczniów - nie ma to jak przybić piątkę na dodanie sił!


Emilia, kiedy już miała dość biegania, uczyła się wchodzić na kopułę z rurek - uczyła ją Kloe.


Po pół godzinie bieganie się skończyło, Emilia pobiegła przytulić Krzysia - tak długo się nie widzieli!


Wyczerpane wysiłkiem dzieci dostały nie tylko wodę do picia ale i lody. 
Emilia też się załapała na lody, bo rozdzielała je nasza sąsiadka.


W ciągu pół godziny Krzyś przebiegł 19 okrążeń. W sumie zebrał na szkołę 100 dolarów - głównie dzięki hojności moich koleżanek i kolegów z pracy.



sobota, 9 maja 2015

Kot z falbankami

Dostałam od koleżanki włóczkę Sirdar Snuggly Tiny Tots: 3 motki różowej i dwa seledynowej - w sumie 250 gram. Ona też od kogoś ją dostała, a że ma dzieci już nastoletnie, to nie bardzo wiedziała co z tymi motkami zrobić. I dała je mnie na sweterek dla Emilii.

Nie bardzo widziały mi się paski, i włóczka musiała poczekać na pomysł, który przyszedł podczas odwiedzin na blogu Swetry Doroty. Pewnego dnia Dorota zaprezentowała sweter z kotem. Schemat pochodził z jakiejś starej burdy.

No i przyszło olśnienie - kot! A do kota jeszcze dwie falbanki dołem, bo chyba każda mała dziewczynka  kocha falbanki.


Kiedy już pomysł był, pozostało zabrać się za realizację. Ostatnio mam niewiele czasu na dzierganie, więc sweterek powstawał dość długo jak na taki mały rozmiar - ponad miesiąc.


Sweter robiłam od dołu, przód i tył razem w jednym kawałku - zszyte na plecach. Rękawy robione osobno, tradycyjnie, z główką, a potem wszyte. Na plecach zapięcie na 3 guziczki, żeby dekolt nie był zbyt głęboki.


Ponieważ Emilia ma swetrów sporo, celowo robiłam za duży - chwilowo wygląda jak przykrótka sukienka lub tunika a rękawy trzeba podwijać. Emilia bardzo go lubi - ach ten kolor! Te falbanki! Kotek!


  • włóczka: Sirdar  SnugglyTiny Tots (90% akryl, 10% poliester, 137 m/50 gr) 
  • zużycie: 150 gram różowej i 40 gram seledynowej (razem 190 gram = 521 metrów)
  • druty 3 mm i 3.5 mm.
  • schemat kota ze starej Burdy, przypomniany przez Dorotę na jej blogu Swetry Doroty
  • rozmiar - na 3 lata




środa, 6 maja 2015

Hendricks Park: kwiecień 2015, część II

Dzisiaj - reszta zdjęć z kwietniowego spaceru po Hendricks Park.
























niedziela, 3 maja 2015

"Naturalny" plac zabaw

Podczas gdy ja napawałam się pięknem Natury, moje dzieci oszalały upojone wolnością.



Nie odpuściły żadnej skale, soczysta zieleń trawników przyciągała je jak magnes, wysypane żwirem alejki niosły krótsze i dłuższe nóżki raz z górki raz pod górkę.






W końcu przenieśliśmy się do zalesionej części parku - takiego lasu dla mieszczuchów, z regularnie przycinaną trawą między wiekowymi daglezjami zielonymi. Daglezja zielona jest dość popularnym drzewem na zachodnim wybrzeżu USA.

Myślałam, że uda nam się trochę pospacerować, ale po kilkunastu metrach natknęliśmy się na huśtawki i utknęliśmy przy nich na jakieś 45 minut.


Emilia pierwszy raz huśtała się na takiej dorosłej huśtawce dla dużych dzieciaków. Na początku bałam się czy nie spadnie, ale moje obawy okazały się płonne - dziecko nie bało się, nie miało problemów z utrzymaniem się na siedzeniu i tylko żądało

- Huś mnie mocniej!

No to mama huśtała, po jakimś czasie tęsknie spoglądając w stronę toalety widocznej między drzewami. Była tak blisko a przecież nieosiągalna - Emilia pozostawała głucha na moje sugestie przerwy w huśtaniu, żeby mama mogła opróżnić pęcherz.

Kiedy już zeszła z huśtawki, okazało się, że przy toalecie znajduje się stanowisko do czyszczenia butów - żeby nie wnosić do lasu gatunków inwazyjnych - jest z tym w Oregonie spory problem.
Pompa ręczna i szczotka na sznurku tak się spodobały mojemu dziecku, że znowu utknęliśmy w jednym miejscu na dłużej.


Z planowanej dłuższej (jeśli chodzi o dystans) wycieczki niewiele więc wyszło - oddaliliśmy się od samochodu na najwyżej 300 metrów, ale dzieci i tak wybawiły się fantastycznie. I zmęczyły - Emilia zasnęła w drodze do domu. Nie ma to jak "naturalny" plac zabaw...