poniedziałek, 23 maja 2016

Mityng Lekkoatletyczny II

12 maja odbył się drugi mityng lekkoatletyczny dla  uczniów klas 4-6, kończący sezon.

Dzień był upalny, temperatura przekroczyła popołudniu 30 stopni w skali Celsjusza, co nie było miłe ani dla widzów, ani dla młodych sportowców.
Tym razem stawiłyśmy się z Emilią na stadionie w porze rozpoczęcia mityngu, choć nie byłam pewna jak Emilia zniesie kilkugodzinną imprezę w takiej temperaturze i na dość ograniczonej powierzchni. Trochę nudziła, ale na szczęście znalazła sobie sporo rozrywek.

Zaraz po przybyciu na stadion, wdrapałyśmy się na szczyt trybuny dla widzów i zaczęłyśmy wypatrywać Krzysia. Kiedy go dostrzegłam, szykował się do rzutu piłeczką - akurat zdążyłam zrobić mu zdjęcie.

rzut piłeczką

Niedługo potem była jego kolej na skok w dal. Mimo sporej odległości udało mi się zrobić zdjęcie, choć już po wylądowaniu w piasku.

skok w dal

Równocześnie odbywały się konkurencje w bieganiu uczniów klas piątych, więc miałyśmy z Emilią trochę czasu na zabawę zanim nadszedł czas dopingowania Krzysia. Emilia biegała po schodach trybuny w dół i w górę, bez przerwy, a moim zadaniem było przytrzymanie jej na czas w celu uniknięcia kolizji z innymi maluchami, uprawiającymi tę samą dyscyplinę w tym samym czasie co Emilia.

W końcu nadszedł czas na biegi na 100, 200, 400 metrów i sztafetę 4 x 100 metrów.

W sztafecie Krzyś biegł jako pierwszy - poniżej filmik dokumentujący wyścig. Tym razem chłopcy zajęli trzecie miejsce (poprzednio drugie).



Dość dobrze wypadło moje dziecko w biegu na 100 metrów - tak jak w poprzednich zawodach zdobył drugie miejsce.

Drugie miejsce w biegu na 100 metrów

Bieg na 400 metrów nie poszedł mu tak dobrze - piąte miejsce. Filmik poniżej.


Pod koniec zawodów, kiedy już sporo ludzi opuściło stadion, pozwolono nie-zawodnikom wejść na murawę, pod warunkiem, że nie będziemy wpadać zawodnikom pod nogi. Dzięki temu Emilia mogła nareszcie wybiegać się do woli - i z bratem, i z kolegami brata, i z koleżankami.

"It's fun to run!"

Musiała też sprawdzić czy sztuczna murawa jest tak samo miękka jak prawdziwa trawa.

szczęście

Następne spotkanie z lekkoatletyką za rok. Trochę szkoda, że to tylko kilkutygodniowa przygoda, ale z drugiej strony pogodzenie dodatkowych treningów z karate i dżudo było dość trudne, organizacyjnie, bo jeśli chodzi o siły Krzysia - wystarczyło bez problemu.

piątek, 20 maja 2016

Pięć par bucików Dainty Mary Janes

Zanim zdążyłam skończyć i przekazać przyszłej mamie kocyk, który prezentowałam niedawno (tutaj: KLIK), owa przyszła mama zaczepiła mnie rano w przedszkolu słowami:

- Pani robi na szydełku, prawda?
- Tak, choć niewiele, raczej robię na drutach.
- Bo znalazłam ostatnio w sieci takie buciki... - po czym pani szybciutko odnalazła na smartfonie zdjęcie cudnych szydełkowych bucików dla niemowlaczka.
- Takich pięknych nie potrafię zrobić, ale może mniej skomplikowane i bez koralików, bo to mogłoby być niebezpieczne dla dziecka.

W oczach pani widziałam niemą prośbę i ogromną chęć posiadania takich butków dla swojej córeczki. Jeszcze tego samego dnia poszukałam w sieci i znalazłam kilka darmowych opisów. Dainty Mary Janes (KLIK) autorstwa Hayley Missingham z Hayleys Little Things (KLIK) wydały mi się najbardziej podobne do marzenia pani Destanie.

Opis jest niesamowicie prosty i już po pierwszej parze go zapamiętałam - bo bucików powstało aż pięć par. Z czterech nadających się włóczek jakie miałam w domu.


Nie mogłam się zdecydować, które podarować pani Destanie, pokazałam jej wszystkie pięć par i poprosiłam aby sobie wybrała.


Najbardziej spodobały się jej te: 


7 gram włóczki skarpetkowej Deborah Norville Serenity Sock Weight Solids 
(29 metrów)
(50% merino, 25% nylon, 25% bambus - 210m/50 gr)
szydełko 3.25 mm

A oto zdjęcia pozostałych par:


11 gram włóczki Plymouth Dreambaby DK Solids & Dots (35 metrów)
(50% akryl, 50% nylon - 159m/50 gr)
szydełko 2.75 mm


9 gram włóczki skarpetkowej Regia 4-Fädig Color Flusi Das Socken Monster  
(38 metrów)
(75% wełna, 25% nylon - 209m/50 gr)
szydełko 3.25 mm


podwójna nitka
(100% bawełna)
szydełko 3.25 mm


12 gram włóczki Plymouth Dreambaby DK Solids & Dots (38 metrów)
(50% akryl, 50% nylon - 159m/50 gr)
szydełko 3.25 mm

Szkoda tylko, że zdjęcia robiłam wieczorem - brak odpowiedniego oświetlenia wyraźnie odbił się na jakości.


Zostały mi jeszcze cztery pary, więc jak się będzie miała urodzić jakaś dziewczynka, będą jak znalazł! Jest także dostępny darmowy opis bucików bardziej chłopięcych Hayley Missingham - mam w planach także kilka par obuwia dla młodocianych kawalerów.


wtorek, 17 maja 2016

Majowy piknik z córeczką

Od początku maja mam wtorki wolne od pracy i spędzam je z Emilią - te godziny, w których Krzyś jest w szkole. W jeden z takich wtorków wybrałyśmy się do parku na piknik, o który dopraszało się dziecko od Dnia Matki. (Zaplanowany na wtedy piknik trzeba było zastąpić innymi atrakcjami z powodu porannego deszczu i mokrej trawy.)

Do koszyka spakowałyśmy wiktuały (oraz pluszową świnkę) i pojechałyśmy do parku położonego nad rzeką. Mimo, że Emilia strasznie nudziła o ten piknik, kiedy tylko dojrzała huśtawki, śmignęła w ich kierunku i dopiero kiedy się wybujała udałyśmy się w stronę upatrzonej trawki.

Rozłożyłyśmy kawałek materiału, który służył za kocyk i obrus, ale Emilia nie była jeszcze głodna, więc pobiegła na plac zabaw.


Zabawa na zjeżdżalni plasuje się tuż za huśtaniem się, a na tym placu zabaw jest kilka, zróżnicowanych pod względem wysokości, zjeżdżalni, więc dziecko pohulało.



Największą atrakcją placu zabaw w parku Skinner Butte stanowi jednak niewielka górka wyłożona sztuczną trawką - dzieci zjeżdżają na kawałkach kartonu (dla lepszego poślizgu) a jak nie ma kartonu, na pupie, czasem gołej, jak się zsuną spodenki.



W końcu Emilia zmęczyła się zabawą i bieganiem, i dała się namówić na małe co nieco.


Potem Emilia położyła się na wznak, przykryła moją bluzą, i raz za razem powtarzała, jak jej się podoba.

niedziela, 15 maja 2016

Kwiat jabłoni i tęcza

Na jabłonce w ogródku zielenią się już maleńkie jabłuszka a jeszcze nie tak dawno temu drzewko przepięknie kwitło. Zrobiłam zdjęcia i nawet przeniosłam je na komputer, po czym zapomniałam się nimi podzielić. Niedopatrzenie nadrabiam dzisiaj.

 
 
 

Burze rzadko nas nawiedzają, tej wiosny zaliczyliśmy jedną, która pogroziła grzmotami nad głowami, pobłyskała, i szybko przeniosła się dalej. Jeszcze trochę popadało, a potem na niebie pojawiła się tęcza.


A nawet dwie tęcze:


czwartek, 12 maja 2016

Jog-a-thon 2016

W piątek, 6 maja 2016 roku, odbył się w szkole Krzysia doroczny jog-a-thon. Ponieważ co roku na blogu pojawia się wpis poświęcony tematowi, podaję linka do wcześniejszych wpisów: KLIK.

W tym roku pogoda dopisała - cudownie słoneczny dzień z niezbyt wysoką temperaturą, wprost wymarzone warunki do biegania.

Urwałam się na godzinkę, żeby zobaczyć Syna w akcji, ale nie wstąpiłam do do domu po Emilię, bo zależało mi, żeby nie zabawić za długo. Ponieważ nie miałam przy sobie Malucha plątającego się pod nogami, mogłam nieco pomóc przy samym jog-a-thonie - zaznaczałam kolejne przebiegnięte okrążenia dzieci z żółtej grupy. Krzyś był w grupie niebieskiej, więc kto inny zapisywał jego okrążenia.




Ponieważ byłam zajęta przez całe pół godziny kiedy to czwartoklasiści biegali bądź szli, nie miałam za bardzo czasu na robienie zdjęć. Za to załapałam się na zdjęCie zrobione przez nauczycielkę Krzysia - można mnie wypatrzeć na kolażu w tym wpisie: KLIK.



Dopiero po zakończeniu udało mi się zrobić kilka fotek na pamiątkę, i to nie tylko uczniom, ale także maskotce szkolnej - ogromny sokół to nowość w szkole Krzysia i natychmiast stał się absolutnym hitem, wszystkie klasy pozowały do zdjęcia z sokołem.


W tym roku wszystkie dzieci dostały także koszulki z logo szkoły - właśnie z sokołem. Ładnie prezentowały się dzieci w takich samych koszulkach.

W tym roku, Krzyś zebrał 102 dolary.

poniedziałek, 9 maja 2016

Kocham mamę ... tak bardzo!

W przedszkolu, z pomocą pani, dzieci przygotowały laurki dla mam z okazji Dnia Matki, święta, które obchodzone było w USA wczoraj, 8 maja.


Rolę kwiatów w wazonie z napisem "Kocham mamę bo...", pełniły wycięte z kolorowego papieru małe rączki, a na każdej z nich pani wypisała za co dziecko kocha swoją mamę. Dzieci same wymyślały odpowiedzi na pytanie "Za co kochasz mamę?"

Emilia kocha mamę ponieważ:
  • bawimy się razem w ogródku
  • kupuje mi kurczaka McNuggets (w McDonald's)
  • maluje ze mną
  • zabiera mnie do parku - bawimy się razem
  • pomaga mi sprzątać 

Okazuje się, że aby zaskarbić sobie miłość dziecka, wystarczy zabrać je raz na jakiś czas do McDonaldsa...

Krzyś też przygotował dla mamy laurkę w szkole - też z wykorzystaniem wyciętych z papieru łapek.


Dwie dłonie zostały połączone paskiem papieru poskładanym w harmonijkę, po rozłożeniu której ukazywał się napis:


Razem dawało to efekt: Kocham Cię... TAK BARDZO!

I jak zapewniło mnie dziecko, to "tak bardzo" powinno się rozkładać na całą szerokość jego dziesięcioletnich ramion, ale nie było tak długiego kawałka papieru.

Na drugiej dłoni - standardowe życzenia:


Krzyś zaskoczył mnie dodatkowo podczas zakupów, kupując pierwszy raz w życiu dla mnie prezent. Najpierw wysłuchałam burzy mózgów obojga dzieci na temat "Co by mama chciała dostać na Dzień Matki?" Niektóre propozycje były dość zabawne, ale na szczęście potem Krzyś zapytał co bym chciała, więc sobie wybrałam okulary przeciwsłoneczne - coś, czego będę używała niemal codziennie, i za każdym razem kiedy je będę wkładała, pomyślę o Krzysiu.

czwartek, 5 maja 2016

Cable and Lace Baby Blanket

Kolejny rok przynosi nam w darze kolejne dzieciątko. Pisząc nam, mam na myśli najbliższe otoczenie, niekoniecznie siebie samą. Tym razem to jedna z ulubionych przedszkolanek Emilii zostanie ponownie mamą. Ma już 2,5 letniego syna, w czerwcu dołączy do niego córeczka.

Skoro Emilia tak bardzo sobie ukochała panią (pani ma niesamowite podejście do dzieci, ogromne serce pełne współczucia dla porannych łez i promienny uśmiech natychmiast te łzy osuszający), wiadomo było, że coś wydziergam dla jej córeczki! Dodatkowo pani wielokrotnie wyrażała zachwyt Emilkowymi dzierganymi sweterkami, więc wiedziałam, że kocyk zrobiony na drutach spodoba jej się.



Ponieważ miałam w domu włóczkę na kocyk, zostało jedynie zdecydować się na wzór. Po przejrzeniu książki "60 Quick Baby Knits" wybrałam wzór Cable and Lace Blanket opracowany przez Lee Gant.



Wzór jest bardzo prosty i po jednym powtórzeniu wpadł do głowy, jednak samo dzierganie rozciągnęło się w czasie i trwało niemal dwa miesiące. Dręczona obawą, że dziecko się w końcu urodzi a kocyk nadal będzie nieukończony, zmobilizowałam się i skończyłam.


Uprany kocyk (przez te dwa miesiące jasna włóczka nieco się zakurzyła), zapakowany i opatrzony okolicznościową kartką, powędrował wczoraj do pani Destanie i mam jedynie nadzieję, że spodobał się tak, jak zostałam o tym zapewniona.




Dane techniczne:

  • włóczka: Lion Brand Pound of Love, 100% akryl, 933 m/448 gram, kolor: kremowy
  • zużycie: cały motek, 448 gram
  • druty: 4 mm
  • wzór: Cable and Lace Blanket by Lee Gant z "60 Quick Baby Knits"
  • wymiary kocyka: 80x100 cm 

poniedziałek, 2 maja 2016

Lekkoatletyka

Co roku, na przełomie kwietnia i maja, lokalne okręgi szkolne we współpracy z zarządem miasta, organizują dla uczniów klas 4-8 popołuniowe zajęcia lekkoatletyczne.

Zajęcia, prowadzone przez trenerów (przeważnie nauczycieli z innych szkół i wolontariuszy) odbywają się 2-3 razy w tygodniu po 90 minut przez 5 tygodni, a w połowie i na koniec mają miejsce mityngi lekkoatletyczne. Mali sportowcy trenują biegi na 100, 200, i 400 metrów, sztafetę na 400 metrów, skok w dal oraz rzut piłeczką - taki mniej wymagający odpowiednik rzutu kulą czy dyskiem.

Opłata za te zajęcia jest symboliczna, a do tego obowiązuje system zniżek w zależności od dochodu rodziców. Nawet ta najwyższa kwota, 15 dolarów, to moim zdaniem niewiele, jeśli weźmie się pod uwagę czas, posiłki jakie dzieci dostają przed każdym treningiem, koszt dowozu na zawody oraz koszt koszulki, którą otrzymuje każde dziecko.

Zapisałam Krzysia, by spróbował innej formy aktywności fizycznej poza karate, dżudo i pływaniem. Zajęcia bardzo mu się podobają, a na pierwszych zawodach, które odbyły się w ubiegłym tygodniu, wypadł nieźle : zajął drugie miejsce w bieganiu (niestety nie pamiętał na jaki dystans) oraz drużynowo pierwsze miejsce w sztafecie 400 m.

Czerwona wstążka za zdobycie drugiego miejsca w bieganiu, niebieska wtsążka za zdobycie pierwszego miejsca w sztafecie.

Atmosfera na mityngu panowała wspaniała, Krzyś spotkał wiele osób znanych mu z karate, dżudo i religii, a pogoda dopisała - było chłodnawo, ale bez deszczu.

Mityng dobiega już końca.

Z trenerką.

Dzieci jechały na zawodo prosto ze szkoły, a rodzice mogli dojechać kiedy chcieli, ale musieli zdążyć z odebraniem pociech po zakończonych zawodach. Ponieważ Emilia ucięła sobie tego dnia popołudniową drzemkę, dotarłyśmy na miejsce już po konkurencjach, w których brał udział Krzyś. Syn się nie pogniewał, a ja i tak zrobiłam mu kilka zdjęć. Natomiast Emilia była bardzo niezadowolona, że tak szybko trzeba było wracać do domu. Aby nieco złagodzić ten niedosyt, zabawiliśmy na stadionie nieco dłużej - zamiast czekać w kolejce samochodów opuszczających parking, lepiej było pozwolić dzieciom pobiegać. Obojgu, bo nawet po zawodach Krzyś ciągle jeszcze tryskał energią, zapewne w znacznym stopniu podsycaną adrenaliną, bo kiedy szedł spać i jeszcze następnego dnia był jednak zmęczony.

Zbieramy się do domu.

W tym tygodniu Krzyś ma 3 treningi po szkole (poniedziałek, środa i piątek), w następnym dwa (poniedziałek, środa), a w przyszły czwartek, 12 maja, mityng zamykający tegorączną imprezę. Może tym razem uda mi się dotrzeć na czas aby obejrzeć dziecko w akcji.

piątek, 29 kwietnia 2016

Wizyta u ortodonty

Już ponad rok temu dentysta Krzysia zauważył, że górne uzębienie mojego dziecka nie rozwija się zgodnie z pożądanym wzorcem, zalecił obserwację, cierpliwość i dość mocno zasugerował konieczność założenia aparatu korekcyjnego jeśli zgryz sam się nie skoryguje.

W lutym, inny dentysta potwierdził poprzednią diagnozę, więc umówiłam dziecko na konsultację u ortodonty, która miała miejsce wczoraj.

Diagnoza: nagryz poziomy. (KLIK)

Trzeba założyć aparat korekcyjny. Nie jest to sprawa szczególnie pilna, ale wcześniejsze zastosowanie skróci czas leczenia. Poza tym, jak stwierdził ortodonta, dzieci w wieku Krzysia, w odróżnieniu od nastolatków, chętniej współpracują i ogólnie łatwiej znoszą konieczność posiadania na zębach "drucików."

Niestety ubezpieczenie, które mam dla dzieci, nie pokrywa kosztów związanych z leczeniem ortodontycznym, więc szykuje się spory wydatek.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Energia

Emilię aż roznosi od nadmiaru energii. Wiosenną pogodę oraz wiążące się z cieplejszymi dniami częstsze i dłuższe wizyty na placu zabaw powitała z ogromnym entuzjazmem. Nadal uwielbia wszelkiego rodzaju zjeżdżalnie (im wyższe tym lepiej) ale ostatnio sporo czasu spędza także na huśtawkach.

na zjeżdżalni, kwiecień 2016

W tym przypadku także obowiązuje zasada: im wyżej, tym lepiej. Sama jeszcze nie potrafi się rozhuśtać, więc bujanie napędza siła mięśni mamy.

A kiedy nie jedziemy na plac zabaw, dziecko bawi się w ogródku.
Tej wiosny Emilia opanowała wchodzenie na niższe drzewa. Na dereń przed domem podsadza ją brat, na śliwkę za domem potrafi wdrapać się sama.

na śliwie, kwiecień 2016

Gorzej ze schodzeniem - zazwyczaj ktoś ją musi ściągnąć, bo sama jeszcze nie potrafi.

Ledwie metr wyżej, a jakże poszerzony horyzont! Ogródek sąsiadów widoczny jak na dłoni, z małą sąsiadką możne porozmawiać z zachowaniem kontaktu wzrokowego - to całkiem nie to samo co zerkanie przez szczeliny pomiędzy sztachetami płotu!

Dość często, wychodząc do ogródka, zastaję taki obrazek: Emilia na śliwie, Krzyś na czereśni, syn sąsiadów na jakimś niewidocznym przez płot postumęcie, i tylko sąsiadeczki jedynie nie widać a  słychać.

na czereśni, kwiecień 2016

Rozgadana ta moja Kruszynka - buzia jej się nie zamyka, nawet podczas snu. Ostatnio obudziła mnie w środku nocy krzycząc:

- Ale to moja kredka!

Zdziwiło mnie to, że wołała po polsku, bo od jakiegoś czasu przestawiła się na angielski i ciągle muszę jej przypominać, że ma w domu mówić po polsku.
A kiedy już zastosuje się do mojego żądania, często wychodzą jej niezłe kwiatki:

- Pomokłeś mnie! (Pochlapałeś mnie wodą!)
- Już wyciałam się. (Już się powycierałam.)

Na szczęście nie zawsze aż tak strasznie kaleczy język rodziców.

Odkryłam ostatnio, że Emilia nauczyła się w przedszkolu literować - to, że poznają literki, było wiadome od września. Czekałyśmy pewnego dnia na skrzyżowaniu na zielone światło, a za oknem - bilbord z reklamą. Wszystkie wielkie litery zostały trafnie odszyfrowane. Z małymi dziecko ma jeszcze kłopot - w przedszkolu trzylatki poznawały jedynie wielkie litery. Ponieważ zabawa w literki bardzo się Małej spodobała, rozpisałam jej na tarasie cały alfabet, wielkie litery z małymi, chwilkę poćwiczyłyśmy, i powoli i małe drukowane literki przestają stanowić dla Emilii tajemnicę. 
Okazuje się, że w niektórych miejscach jest bardzo mało napisów. Na przykład w dodżo, zaledwie kilka: EXIT (wyjście), FIRE EXTINGUISHER (gaśnica), DEFIBRILATOR (defibrylator),  KICK-A-THON. Emilię bardzo rozczarowała ta ograniczona ilość literek.

piątek, 22 kwietnia 2016

The Biggest Loser

Na początku roku, na fali postanowień noworocznych, kilka osób u mnie w pracy wpadło na pomysł aby zorganizować "pracową" edycję dość popularnego w USA programu The Biggest Loser (KLIK) (polska edycja nosiła tytuł Co masz do stracenia? KLIK).

Pomysł dostał błogosławieństwo szefostwa, które zasponsorowało zakup wagi - takiej samej jakiej używają w programie telewizyjnym. Stosowny e-mail został wysłanych do wszystkich pracowników, i 19 stycznia o 10.00 w sali szkoleniowej stawili się wszyscy zainteresowani ochotnicy w liczbie 13.

Ogłoszono zasady:
  • każdy chętny losuje karteczkę z imieniem i nazwiskiem znanej osoby (aktorzy/aktorki)
  • tylko osoba koordynująca ma dostęp do danych, w tym do tego kto się kryje pod pseudonimami
  • ważymy się w każdy wtorek, począwszy od 19 stycznia, przez kolejnych 12 tygodni
  • pod uwagę brana jest procentowa zmiana wagi a nie ilość funtów       (1 funt=0.45 kg)
  • każdy ochotnik wpłaca 12 dolarów - w całości lub w ratach 

Wylosowaliśmy karteczki - ja wyciągnęłam Reese Witherspoon.

Udaliśmy się na ważenie.

No i zaczęło się przekuwanie pobożnych życzeń (schudnąć/dużo schudnąć/bardzo dużo schudnąć, itp.) na bardziej/mniej realne efekty.

Już po pierwszych dwóch tygodniach peleton rozciągnął się wykazując pewne tendencje, które utrzymały się do końca trwania wyzwania: na czoło wysforowała się niejaka Angelina Jolie, którą po miesiącu wyprzedziła Jennifer Aniston, zachowując swą przewagę już do końca. (Brada Pitta w gronie odchudzających się nie było.)



Po jakimś czasie wykruszyły się dwie osoby, więc zostało nas jedenaścioro.

Odchudzanie, jak wiadomo, ciężka sprawa - o wiele łatwiej przychodzi nam tycie, i jak widać na wykresie powyżej, niektórzy poszli na łatwiznę.

W każdy wtorek biuro żyło wynikami, ekscytując się coraz wyższymi (w kilku przypadkach) procentami, usiłując dopasować konkretne osoby do imion aktorów. Co bystrzejsze oczy już w połowie wypatrzyły, kim jest Jennifer Aniston - ubrania na jednej z koleżanek jakoś tak dziwnie się rozciągnęły, wszystkie bluzki, spodnie... Z namierzeniem Angeliny też nie było kłopotu - brat (bliźniacy, obaj pracują w tym samym miejscu) wygadał się ileż to jego starszy o minutę brat schudł do tej pory.

Czas sobie spokojnie płynął, a ja z coraz większym niepokojem obserwowałam linię na wykresie, która zaczęła oscylować wokół pewnej cyferki i za nic nie chciała wspiąć się wyżej. Zdarzyło jej się nalet opaść, ku mojej rozpaczy!


Dwanaście tygodni minęło. Ponownie, wszyscy zainteresowani dostani poproszeni do sali szkoleniowej, na ogłoszenie wyników dnia 18 kwietnia.
Zeszło się o wiele więcej osób niż jedenaścioro pozostałych uczestników zabawy - wszyscy chcieli wiedzieć KTO wygrał!

Ogłaszanie wyników rozpoczęto od trzeciego miejsca:

Reese Witherspoon (-7.7% początkowej wagi ciała)

Dostałam kopertę z pieniężną nagrodą.

Miejsce drugie:

Angelina Jolie (-9.6% początkowej wagi ciała)

 Koperta.

Zwycięzca:
Jennifer Aniston (-15% początkowej wagi ciała)

Jennifer zgarnęła całą pulę 156 dolarów (13 x 12 = 156) - pozostałe nagrody zasponsorował pracodawca.

Pozostali uczestnicy nie zechcieli wyjawić swoich pseudonimów.

Podobno szykuje się kolejna edycja zabawy, późną jesienią, aby "przetrwać okres świąteczny bez tycia."