środa, 22 stycznia 2020

Kartki

Emilia dostała pod choinkę zabawkę do projektów artystycznych - na wirujący kartonik nanosi się farbkę, najlepiej kropelkami, ale niekoniecznie. Różne kolory farb w połączeniu z siłą odśrodkową tworzą ciekawe formy plastyczne. Emilia wyprodukowała kilka takich mini dzieł sztuki a mi szkoda było je wyrzucić czy nawet schować do szuflady, by po upływie jakiegoś czasu... zostały wyrzucone. Postanowiłam wykorzystać je jako podstawę do kartek okolicznościowych. Pierwszego dnia nowego roku powstały cztery kartki, jedna z nich poleciała do mojej przeuroczej Chrześniaczki, która dzisiaj kończy siedem lat.


Pozostałe przydadzą się jak znowu wyskoczą mi w ostatniej chwili urodziny którejś z koleżanek Emilii. Prezent udaje się szybko zamówić przez internet, ale zawsze jest problem z kartką. 




poniedziałek, 20 stycznia 2020

Hendricks Park

Z listu dołączonego do życzeń świątecznych dowiedziałam się, że brakuje ostatnio w Okruchach zdjęć z wypraw. Ano rzeczywiście dawno nas nigdzie nie zaniosło. Najpierw trwał sezon piłkarski, potem zaczął się sezon koszykówki, a dłuższe wolne od szkoły przerwy dzieci przechorowały. Przepadła okazja na wycieczkę w weekend z okazji Święta Dziękczynienia oraz w ferie świąteczne, grudniowo-styczniowe.

Dzisiaj jednak mamy dzień wolny, Martin Luther King Day, i mimo nieciekawej pogody wybraliśmy się na króą wycieczkę.

Prognoza pogody przewidywała zachmurzone niebo i możliwy przelotny deszcz nad oceanem oraz zbyt niską temperaturę na przyjemny spacer na plaży.
W górach za to możliwe opady śniegu czyli niezbyt bezpieczne warunki jazdy. Na miejscu, w Eugene, miało być pochmurno ale brak opadów. Miejsc spacerowych w niewielkiej odległości od domu mamy sporo, wybraliśmy się więc do parku rododendronowego, w którym kiedyś bywaliśmy regularnie, a od kilku lat w ogóle.

Zapomniałam że już styczniu zaczynają tam kwitnąć pierwsze rododendrony i kilka gatunków krzewów a cały park przepełnia słodki zapach sarkokoki.




Natura powoli przebudza się i daje znać, że mimo niskich temperatur, zmiana nadciąga.



Krzyś natychmiast przypomniał sobie nasze poprzednie wycieczki w to miejsce, Emilia nie, ale za to sama odkryła kilka dobrze znanych starszemu bratu miejsc. 


Park rododendronowy posłużył nam jako punkt wyjścia. Zostawiliśmy na parkingu samochód i udaliśmy się na szlak. W pobliskim Hendricks Park jest cała sieć niezbyt długich ani wymagających szlaków i to właśnie stanowiło cel dzisiejszego wypadu o czym
c.d.n.

sobota, 18 stycznia 2020

Kolorowy kocyk

Natknęłam się w sieci na kocyk Pastel Rainbow Baby Blanket i zapragnęłam taki zrobić. I zrobiłam. Z innej włóczki i w innej kombinacji kolorystycznej, ale efekt też ciekawy i wpadający w oko.


Kocyk zrobiłam z bawełny a głównym kolorem jest kardynalski fiolet - na żadnym ze zdjęć nie udało mi się złapać tego odcienia. Nie za bardzo lubię ten kolor a włóczkę kupiłam z myślą o wydzierganiu kocyka dla córeczki osoby, która kolor ten uwielbia. Plany nie wypaliły, dziewczynka niebawem skończy 6 lat, włóczka kilka lat czekała na drugą szansę. 


W końcu wpadł mi w oko ten wzór, a fiolet ożywiłam paskami z resztek w kolorach turkusowym, zielonym i cyklamenowym.

Kocyk wyszedł nieduży i do tego nieco zmieniający wymiary w zależności jak się go ułoży, ale tak mniej więcej ma 76 na 81 cm i waży 357 gr. Druty 5 mm.

Kocyk na razie powędrował do szafy bo jeszcze nie podjęłam decyzji odnośnie jego przyszłości. Ale zawsze dobrze mieć jakiś drobiazg na wypadek jakby u kogoś znajomego miało pojawić się nowe życie.


środa, 15 stycznia 2020

Poranki

Oj ciężko nam się wstaje o poranku. Nie dość, że ciemno, to jeszcze Emilia nie doszła do siebie po chorobie. Tak, najpierw ferie zimowe przechorował Krzyś, a drugiego dnia po powrocie do szkoły, na tę samą dolegliwość zapadła Emilia. Lekarka orzekła, że to kaszel wywołany wirusem, a sama choroba przebiegała prawie dokładnie tak samo jak u starszego brata. Prawie, bo kaszel szarpał Emilią tak bardzo, że wywoływał u niej wymioty. Teraz jest już lepiej, dziecko chodzi do szkoły, ale z rana wygląda i zachowuje się jak chora. Dzisiaj rano energii dodał jej widok za oknem:




Najpierw osowiała, potem dołączyła do mnie i Krzysia z przejęciem biegających od okna do okna w poszukiwaniu najlepszego widoku.

Kilka dni temu, kiedy dzieci jeszcze spały, usiłowałam chwycić w obiektyw księżyc na powoli jaśniejącym niebie, zawieszony pomiędzy drzewami.


Zjawisko trwało chwileńkę. Zanim zaspana odstawiłam kubek z poranną kawą i odszukałam aparat, już nie było czasu na zabawę ustawieniami. Niebo przechodziło z granatu w niebieski a do tego księżyc zaczął się chować za chmurę.


Zdjęcia zostały mi na pamiątkę niesamowitych widoków. Czasem warto wstać przed świtem!

piątek, 10 stycznia 2020

Pierwsze kwiaty

Nowy rok zapachniał zniewalająco słodką sarcococcą. Jeszcze zanim te drobne niepozorne kwiatuszki w pełni wychynęły z pąków, już pachniało wokół domu.



To właśnie ten zapach sprawił, że baczniej przyjrzałam się roślinkom w ogródku. Poza sarcococcą, zaczynają kwitnąć przebiśniegi.


Powoli wschodzą tulipany, ale jakoś nie wypatrzyłam krokusów a to przecież one kwitną wcześniej.

Koło kompostownika rośnie kamelia, która też już zaczyna kwitnąć. Na razie wypatrzyłam dopiero dwa kwiaty, ale pąków dużo więcej.




Przy kompostowniku przycupnął też jeden z bzów - wypatrzyłam na nim pąki! Wydaje mi się to stanowczo za wcześnie nawet na tutejszy łagodny klimat. Irysy też już zaczęły wypuszczać pędy, ale i tak najdorodniejszy o tej porze roku jest mech.


Wilgotny sezon jesienno-zimowo-wiosenny sprzyja mu, więc wszędzie go pełno, niestety i tam, gdzie lepiej by go nie było. Co roku posypuję dach środkiem na mech bo inaczej cały dach wyglądałby tak jak ten pień na zdjęciu powyżej.

Niewiele tych kwiatów jak na razie, ale to przecież dopiero początek stycznia!

wtorek, 7 stycznia 2020

Czapka dla chłopaka


Czapkę tę zrobiłam jeszcze w listopadzie, ale czas na prezentację nastąpił dopiero dzisiaj. Druty 4 mm, jedna z włóczek zakupionych na wyprzedaży w starej sali gimnastycznej, wzór ten sam co wszystkie inne czapki u mnie od jakiegoś czasu (KLIK).



Mimo, że wzór ten sam, różnorodność zastosowanych włóczek daje urozmaicony efekt końcowy.


Czapkę wydziergałam, obfotografowałam, odłożyłam na stosik czapek przeznaczonych na cel charytatywny i całkiem zapomniałam zważyć i zapisać ile na nią zeszło włóczki.

A poniżej wszystkie trzy 😉 czapki wydziergane przeze mnie jesienią i przekazane dla potrzebujących.



piątek, 3 stycznia 2020

Czytelnicze podsumowanie roku 2019

Rok 2019 nie był zły jeśli chodzi o lekturę, udało mi się wygospodarować trochę czasu (często nocami) i przeczytać (46) i odsłuchać (11) aż 57 książek, w tym taką kobyłę jak "Hrabia Monte Christo". Większość po polsku (47), kilka po angielsku (10). Obrazkowe podsumowanie poniżej - dzięki uprzejmości Goodreads:



W okładkach, ubiegły rok prezentuje się tak:





Nowy rok zaczął się czytelniczo obiecująco - wprawdzie zarwałam zeszłą noc, ale za to skończyłam pierwszą książkę roku 2020. 😊📖

poniedziałek, 30 grudnia 2019

(po) Świątecznie

Kto ma ochotę czytać o świętach niemal tydzień po?


Święta u nas krótkie, Wigilia, Boże Narodzenie i tyle. Ponieważ potrzebę nacieszenia się atmosferą świąteczną mamy ogromną, choinka pojawiła się u nas na długo przed Wigilią. A jak już stanęła i została udekorowana, to i prezenty pod znalazły się dość szybko. Najpierw dwa, potem kolejne.
Dzieci zupełnie nie miały problemów z cierpliwym odczekaniem do Bożego Narodzenia po mszy - to właśnie wtedy wręczyliśmy sobie prezenty. Jakiś czas temu zarzuciłam zwyczaj kitowania, że to jakiś mityczny grubasek w czerwonym ubranku podrzuca prezenty pod choinkę. Moje dzieci wiedzą od kogo otrzymują prezenty, komu  dziękować za sprawioną radość, same także uczą się obdarowywać innych.

W obu szkołach co roku w ostatnim tygodniu przed feriami dzieci mają okazję zaopatrzyć się w prezenty dla członków rodziny. W tym roku moje dzieci dodały nieco od siebie do tych szkolnych prezentów: Krzyś kupił Emilce pluszaka, który wpadł jej w oko w sklepie, Emilia podarowała mi kartę do sklepu wylosowaną w szkole przy jakiejś okazji, Krzyś podarował mi uprzednio zachomikowaną kartę amazon. Wszystkie prezenty okazały się trafione, z wszystkich bardzo ucieszyli się obdarowani.

Święta, mimo, że krótkie, miło spędzone i dobre, choć radość nieco zakłócona przeziębieniem syna.

Wigilię świętowaliśmy w gronie polskich znajomych bardzo tradycyjnie a od kolędowania zachrypłam. Boże Narodzenie spędziliśmy sami w domu delektując się świątecznymi wypiekami.

Krzyś zaziębił się jeszcze przed świętami. Przez kilka dni miał takie nijakie objawy - źle się czuł, lekki stan podgorączkowy. Potem gorączka minęła ale przyszedł straszny kaszel. Zabrałam go do lekarza, który wykluczył grypę typu A i B (zrobili Krzyśkowi na miejscu wymaz i wyniki były po 10 minutach) oraz kilka innych chorób objawiających się kaszlem, stwierdził, że płuca i oskrzela dziecko ma czyste, w uszach ani śladu infekcji. Przez chwilę zastanawiał się czy moje dziecko nie ma cukrzycy - to z powodu zmęczenia widocznego gołym okiem - ale po dopytaniu i otrzymaniu odpowiedzi, stwierdził, że to raczej mało prawdopodobne. Po ponad godzinnym pobycie w gabinecie lekarskim nadal byliśmy w puncie wyjścia. Lekarz nakazał dalej stosować domowe metody na przeziębienie, podawać ibuprofen i paracetamol (znany u nas jako acetaminofen), a jak się w ciągu 2-3 dni stan pogorszy, przyjść ponownie. Ponieważ stwierdził, że nie ma podstaw do zastosowania antybiotyku, odważyłam się skonsultować z lekarzem stosowanie domowego syropu z cebuli, który Krzysiek dzielnie łyka. Stwierdził, że jak najbardziej, a do tego łyżeczkę miodu wieczorem. I chyba właśnie ten syrop w końcu przyniósł poprawę. Wczoraj Krzyś zażywał go co 3 godziny, dzisiaj zredukowałam dawkę do trzech razy dziennie. To z litości - wiem jak PASKUDNY w smaku to specyfik. Ale działa!

I tak minęły nam święta jak z bicza strzelił, czas po świętach też, i ani się obejrzałam a tu już Nowy Rok za progiem, do drzwi się dobija...

poniedziałek, 23 grudnia 2019

Podkładki pod kubki, świąteczne, ale nie tylko


W piątek moja koleżanka z pracy miała urodziny. Nie jakieś okrągłe, ale i tak chciałam obdarować ją jakimś niezobowiązującym drobiazgiem, i doszłam do wniosku, że podkładka pod kubek będzie w sam raz.



Pierwsze podejście, bawełna, która została po biało-niebieskim kocyku i szydełko, nie usatysfakcjonowała mnie. Sięgnęłam więc po inny wzór, inne kombinacje kolorystyczne aż w końcu spodobała mi się czwarta podkładka. Niebieskiej bawełny wystarczyło na jeszcze jedną taką samą, więc koleżanka dostała dwie podkładki pod kubeczki a do tego mały słoiczek dżemu pomarańczowego.



Podkładki spodobały się koleżance, a dżemu w pracy nie degustowała, więc nie wiem.

Szperając wśród różnych wydrukowanych opisów natknęłam się na zachomikowany w lutym 2016 roku opis wykonania mandali Nort Sea Mandala, darmowy opis Tatsiany "Lilla Björn."

Od lat planowałam zrobić podkładki według tego opisu, i skoro wpadł mi już w ręce, postanowiłam spróbować. Na pierwszy ogień poszła ta sama bawełna co podkładki prezentowane powyżej. Porażka - za gruba i za sztywna. Przypomniałam sobie, że od kilku lat czeka biała i czerwona włóczka kupiona na projekty bożonarodzeniowe. Właśnie z niej zrobiłam świąteczne podkładki.


Mam już pięć. Może i większą podkładkę, taką pod dzbanek sobie zrobię bo włóczki powinno wystarczyć. Ładny będzie komplet i dodatek do bożonarodzeniowego wystroju domu.

Póki co, uciekam do świątecznych wypieków, a że to ostatni wpis przed Bożym Narodzeniem, zostawiam Was ze zdjęciem stroika, który dostałam od koleżanki z pracy - nie tej co miała urodziny, innej. Zrobiła go sama z niewielką pomocą córki studentki, która przyjechała na święta do domu.



piątek, 20 grudnia 2019

Koncert Zimowy Orkiestry i Chóru


Grudzień to miesiąc obfitujący w wydarzenia, wypełniony różnymi imprezami (popisami, koncertami, przyjęciami.) Jakby najzwyczajniejszych przygotowań do świąt było mało.

W środę, szybko odebrałam Emilię ze szkoły i pojechałyśmy na pracową imprezę świąteczną. Potem pół godziny w domu, i na zimowy koncert w szkole Krzysia. Tym razem występowała i orkiestra, i chór. Orkiestra zaawansowana wystąpiła razem z chórem:




Krzyś tradycyjnie schowany za pulpitem z nutami.



Zagapiłam się i nie nagrałam "Silent Night" ("Cicha Noc") w wykonaniu chóru a cappella czego żałuję niezmiernie bo zwalało z nóg. Głosy anielskie i perfekcja wykonania - cudo!

W tym tygodniu zajęta też byłam dostarczaniem drobnych upominków.
Nie wydziergałam niczego na drutach ani na szydełku, ale za to zrobiłam marmoladę pomarańczową (pierwszy raz) która udała się bardziej niż się tego spodziewałam, a że wyprodukowałam jej sporo, to właśnie takimi słoneczkami zamkniętymi w słoiczkach obdarowałam kilka osób.


Zaraz po Święcie Dziękczynienia udekorowałyśmy z koleżankami w pracy część naszego "lochu" pełniącą funkcję korytarza, aneksu kuchennego i jadalni.
(Wraz z kilkoma koleżankami pracujemy w  części budynku poniżej poziomu chodnika czyli w piwnicy, stąd określenie "dungeon" czyli loch.)


Ponieważ wyszło nam całkiem całkiem, zabrałam do pracy aparat by efekt naszych poczynań uwiecznić, a przy okazji zrobiłyśmy sobie razem zdjęcie na pamiątkę bo lubimy się bardzo.


Jedna z koleżanek zaproponowała zabawę w kalendarz adwentowy, ale zamiast czekoladek czy innych słodkości, do kopert powkładałyśmy różne rodzaje herbat, na każdy roboczy dzień adwentu inną herbatkę. Doznania smakowe ciekawe, w efekcie poszerzyłam asortyment pijanych w domu herbat.
Nie wiedziałam, na przykład, że można kupić herbatkę (organiczną) z korzenia mniszka lekarskiego - i to w sklepie, w którym regularnie robię zakupy. Pamiętam z dzieciństwa paskudny w smaku syrop na kaszel robiony w domu i aplikowany kiedy złapało nas jakieś przeziębienie. A herbatka okazała się bardzo smaczna.


Ponieważ dzisiaj byłam ostatni raz w pracy przed świętami, myślałam że od jutra rzucę się w wir przedświątecznego sprzątania, gotowania i pieczenia, ale nic z tego. Emilia dostała zaproszenie na urodziny koleżanki z klasy. Urodziny są na basenie, więc impreza zajmie pół dnia. A święta tuż tuż. Dobrze, że kwestię prezentów, choinki i dekoracji mam z głowy. Choinka cieszy nas już od jakiegoś czasu, prezenty zapakowane, grzecznie czekają pod choinką, a światełka porozwieszane w oknach i gdzie się tylko dało.

wtorek, 17 grudnia 2019

Grudniowy popis

Pani, u której Emilia uczy się grać na pianinie, dwa razy do roku organizuje popisy swoich uczniów, w czerwcu, na koniec roku szkolnego, oraz w grudniu, przed świętami. Na grudniowym popisie większość dzieci gra kilka kolęd, ale nie Emilia. Zaparła się, że nie, więc jej nie zmuszałam. Wybrała sobie trzy inne utwory, które zaprezentowała zgromadzonej (niezbyt licznej) publiczności.

Popis zaczęła od ulubionego ostatnio utworu "Legend of Madrid" Nancy Faber:



Drugi utwór to "Finał" z dziewiątej symfonii "Z Nowego Świata" Antonína Dvořáka:



Występ zakończyła ogniście utworem "Fiesta Espana" Nancy Faber:



Niestety nie mam dobrych zdjęć by odpowiednio zobrazować fiestę, najgorętsze wydały mi się zdjęcia zaćmienia słońca i fajerwerków...

Przed popisem Emilia ciągle powtarzała jak to strasznie się denerwuje, ale kiedy zasiadła do fortepianu,nie wydawała się zbyt stremowana. Nawet ukłoniła się przed i po występie, choć wcześniej uparcie twierdziła, że kłaniać się nie będzie.

Na lekcję po popisie, ostatnią w tym roku, zabrałyśmy nuty z utworami świątecznymi - Emilia w końcu zdecydowała się pograć coś w bożonarodzeniowych klimatach (ale nie kolędy.)

sobota, 14 grudnia 2019

Jeszcze jedna czapka

Dzisiaj pokażę Wam kolejną czapkę, którą zrobiłam z włóczki kupionej na początku listopada (pisałam o tym tutaj.)


Włóczka była bez banderoli, ale wydaje mi się, że ma domieszkę wełny w składzie. Fioletowy kolor stopniowo przechodzi w grafitowy, więc ściągacz zaczyna się w fiolecie, kończy w graficie. Z przodu tego bardzo nie widać, ale z tyłu tak.


Czapkę robiłam według tego samego opisu co wszystkie czapki od jakiegoś czasu, tego: KLIK, na drutach 4 mm. Czapka waży 45 gram.

Ponieważ u góry czapki wypadł ciemny kolor grafitowy, dla kontrastu dodałam różowy pomponik.


Czapka jest szalenie miła w dotyku i wyszła idealna na moją głowę, ale ponieważ czapek własnych posiadam kilka, tę przekazałam na zbiórkę odzieży zimowej prowadzoną do końca grudnia w naszymkościele.

środa, 11 grudnia 2019

Krok po kroku

Kolejny krok w stronę świąt to wieńce, nie do końca adwentowe, bo bez czterech świec czy lampionów, ale za to są dwa.

Pierwszy zawiesiłam na zewnątrz, przy drzwiach wejściowych, zaraz w pierwszą niedzielę adwentu.


To sztuczny wieniec, ten sam od lat, od czasu do czasu przekładam na nim nieco ozdoby, raz na jakiś czas coś nowego dołożę, najczęściej któraś bombka sama się stłucze. Szyszki, swego czasu przywiezione z Kalifornii, starsze od Pierworodnego.

Następnego dnia, dopiero w poniedziałek, w domu pojawił się wieniec upleciony z prawdziwych gałązek. Kupiłam go w ramach kwesty prowadzonej przez Honor Society, do którego należy Krzyś. Zamówiłam w połowie listopada, dostawa była zaplanowana właśnie na pierwszy poniedziałek adwentu.


Wieniec jest tak piękny sam w sobie, że zastanawiałam się czy coś jeszcze na niego pakować, w końcu przyczepiłam tylko trzy czerwone ptaszki i dwa kwiaty poinsecji.

W sąsiedztwie innych ozdób w tym kąciku pokoju, wieniec prezentuje się tak:


Tutaj też nastroju dodają światełka oraz migająca gwiazdka, która teoretycznie powinna wieńczyć choinkę, ale że choinka sięga do samego sufitu, na jej czubek nie da się już niczego nasadzić. Z resztą mocowanie gwiazdki zapodziało się gdzieś już dawno temu.


Z zewnątrz dom też już przyozdobiony światełkami, ale na razie nie mam zdjęć. Skorzystałam z porady sąsiada i w tym roku udało mi się je zawiesić bez wchodzenia na dach.