czwartek, 21 lipca 2011

Jeden kwiat: mak

Na zredagowanie wpisu - czasu brak!





4 komentarze:

Ataner pisze...

A to ci historia, ja nie wpadlam na taki fajny pomysl. Jak nie mam czasu to na moim blogu ostatni post trwa w nieskonczonosc.
Przez ostatnie burze moje kwiaty zostaly doslownie wbite w ziemie i tworza jedna gruba warstwe zielska. Nie do rozplatania i ponownie postawienia w pion. Niedawno zmienilismy kwiaty w doniczkach przy oknie sypialni bo poprzednie zostaly doszczetnie zniszczone przez ulewe. Teraz te nowe znow nadaja sie do wymiany. Chyba poczekam na chryzantemy bo juz nie wiem co sadzic na taka pogode. P. smieje sie, ze najlepsze bylyby sztuczne tego paskudnego lata ale to nie wchodzi w rachube. Taki delikatny mak juz dawno przestalby istniec w moim ogrodku.
Niech sobie popatrze jak wyglada zdrowy kwiatek.
Pozdrawiam i szybko wysylam wiadaomosc bo nadciaga kolejna burza, ktora znow nadszarpnie zdrowie pozostalych jeszcze przy zyciu roslin i moje nerwy:)))

Motylek pisze...

Ataner - makowe zdjecie jest juz mocno historyczne, ale ja ostatnio z niczym sie nie wyrabiam, a zanosi sie na to, ze bedzie jeszcze gorzej. U nas burz raczej nie ma - czasem troche tesknie za taka porzadna polska majowa burza... Ale w zeszlym tygodniu popadalo - to dosc nietypowe w Oregonie o tej porze roku. Lato mamy jak na razie dosc chlodne, ale... o tym planuje napisac w osobnym wpisie, moze uda mi sie w tym tygodniu!

Motylek

Poziomkowo pisze...

Kochany Motylku, wrocilam na blogownie. Znajdziesz mnie pod Poziomkowo, albo poziomka-niujorska na bloggerze (Chyba. Zapomnialam juz jak sie podaje wlasny adres, ech!)

Motylek pisze...

Pozioma - chyba się myślami ściągnęłyśmy bo PRAWIE do Ciebie wczoraj zadzwoniłam - na czas dotarło do mnie, że u Ciebie jest już 3 godziny później... Spodziewaj się telefonu wkrótce.
A tak poza tym to cieszę się, że w końcu wróciłaś na łono blogowej rodziny!

Motylek