wtorek, 5 lipca 2011

Burke Museum

Drugiego dnia pobytu w Seattle wybraliśmy się do muzeum historii naturalnej i kultury. Burke Museum znajduje się na kampusie Univerity of Washington. Wejścia strzegą totemy, oto jeden z nich:




Wśród dzieci, muzeum znane jest jako muzeum dinozaurów - i już jasne dlaczego się tam wybraliśmy.
W muzeum zgromadzono kilka szkieletów dinozaurów, choś nie wszystkie zostały znalezione w północno-zachodniej Ameryce.




Smyk wprost oszalał ze szczęścia - u nas nie ma takiego muzeum z takimi eksponatami. Co można było dotknąć - dotknął. W muzeum są wydzielone kąciki edukacyjne i spędziliśmy sporo czasu w jednym z nich układając między innymi układanki z dinozaurami.




Inny dział, który wzbudził spore zainteresowanie Smyka, to ten poświęcony wulkanom. Tutaj dzieci mogą podotykać większość modeli i eksponatów, więc Hultajstwo potraktował tę część muzeum jak plac zabaw.

Oczywiście dziecku spodobały się wszystkie błyszczące kamyki na wystawie kamieni szlachetnych i półszlachetnych - musiałam mu tłumaczyć dlaczego nie możemy ich zabrać do domu. Pewnie i tak podwędziłby kilka chowając do kieszeni spodni gdyby nie fakt, że były one za dość grubą szybą. I nie chodziło o wartość rynkową tych kamyków, bo to nie ma większego znazenia dla Hultajstwa - po prostu wdzięczyły się one do niego z całą mocą odbijając refleksy światła, więc jakżeby ktoś mógł im się oprzeć? No jak?

W czasie kiedy zwiedzaliśmy muzeum, trafiliśmy na tymczasową wystawę poświęconą sowom.




Zachwyciły mnie fantastyczne fotografie, i kilku zrobiłam nawet zdjęcie. Chętnie kupiłabym reprodukcję-plakat, ale takowych akurat nie było w sklepie z pamiątkami.




Cały dolny poziom muzeum zajmuje dział etnograficzny. Tutaj już nie można niczego dotykać, a jak się ktoś zapomni to uruchamia się alarm. Nie tylko nam się zdarzyło go uruchomić i jak widać jest to na porządku dziennym bo ani razu nie pojawił się nikt z obsługi żeby nam zwrócić uwagę, oszczędzając nam tym samym wstydu.




Te różne maski, stroje z różnych stron świata, modele łodzi i chat bardzo spodobały się całej naszej trójce. Tradcyjnie napstrykaliśmy nieco fotek, którem można obejrzeć tutaj.
Ponieważ pojawiliśmy się w muzeum dość wcześnie rano, zwiedzających nie było jeszcze wielu, i nie musieliśmy się rozpychać łokciami żeby dopchać się do gablot.

5 komentarzy:

Agata Adelajda pisze...

O, super są takie muzea, gdzie cała rodzina dobrze się bawi! U nas nareszcie odchodzi się od potłuczonej ceramiki, która nikogo nie interesuje;P
Chyba fajne uczucie poobcować sobie z historią naturalną?

Asia MK pisze...

My w niedz zaliczylismy Dinopark ;)

Motylek pisze...

Agata - Bardzo lubię takie muzea! Dla mnie to też radocha wejść do środka ogromnego modelu wulkanu!

Asia - szkoda że takiego parku nie ma u nas - Hultajstwu by się podobało.

Motylek

Ataner pisze...

To prawda, ze muzea potrafia znudzic zwiedzajacego po 15 minutach albo wciagnac go na pol dnia. To jak widze nalezy do tych drugich. Szlachetne kamienie od poczatku istnienia bialej rasy zniewalaja ja i doprowadzaja o zawrot glowy. Zatem nie dziwie sie Smykowi, ze ulegl ich urodzie.

Motylek pisze...

Ataner - na szczęście teraz w muzech są przeważnie eksponaty które małe paluszki mogą wypalcować do bólu oraz inne atrakcje co by pospólstwo przyciągnąć. Do galerii prezentujących np. malarstwo przezornie Młodego nie zabieramy co by się i jego nie frustrować...

Motylek