Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania jog, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania jog, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 czerwca 2022

Jog-a-thon 2022

Po przerwie wymuszonej przez pandemię, na początku czerwca w szkole Emilii odbył się Jog-a-thon. Drzewiej była to okazja do zbiórki funduszy na rzecz szkoły i różnych programów okołoszkolnych, w tym roku była to impreza li i jedynie rekreacyjna, krzewiąca aktywność fizyczną. Miałam ochotę dołączyć do dzieciaków, może nie biegając, ale maszerując, ale rodzice musieli pozostać poza ogrodzeniem i tak wisieliśmy sobie wsparci o siatkę, obserwując pociechy i konwersując. 



Dość spora grupa czwartoklasistów uczestniczyła w imprezie bez zapału, nawet nie usiłując udawać, że biegają. Sporo dzieci jest też w fatalnej kondycji fizycznej i widać, że zwykły marsz stanowi dla ich nieprzyzwyczajonych do wysiłku ciał spore wyzwanie. Emilia zdawała się być rozdarta pomiędzy naturalną chęcią do biegu i dania z siebie wszystkiego a dostosowaniem się do aktualnej najlepszej koleżanki, której się nie chciało. (Totalnie się nie chciało.) Najpierw snuła się z koleżanką, potem pozostawiła ją za sobą i pobiegła. 



A na koniec wszystkie dzieci dostały lody.
(Wpisy na temat poprzednich jog-a-thonów tutaj KLIK.)

czwartek, 18 maja 2017

Jog-a-thon 2017

5 maja w szkole Krzysia odbył się tegoroczny Jog-a-thon. (O poprzednich można poczytać tutaj: KLIK.) Pogoda była beznadziejna - zimno straszliwie i lało jak z cebra. (Przestało padać kiedy dzieci skończyły biegać.) O ile zimno biegającym raczej nie przeszkadzało, dla garstki wspierających duchowo swoje pociechy rodziców miało to jednak znaczenie. Chowałam się pod daszkiem rozpiętym nad stolikami z kubeczkami z wodą, plasterkami itp. bo zapomniałam parasola a padało za mocno na wytrzymałość przeciwdeszczową mojej kurtki. Możliwość zrobienia dobrych zdjęć okazała się mocno ograniczona i przez miejsce, w którym zacumowałam, i przez pogodę.


W ciągu pół godziny Krzyś zrobił 26 okrążeń. Wydaje mi się, że to o jedno mniej niż rok wcześniej, ale ciągle jeszcze był przeziębiony a do tego zmęczony po zawodach lekkoatletycznych, które odbyły się dwa dni wcześniej.


Jak co roku wysłałam maila do współpracowników informując ich o jog-a-thonie i prosząc o ewentualne wsparcie. Jak co roku odzew był spory. Dzięki temu, że kilka osób zaoferowało zapłacić 1 dolara za każde przebiegnięte przez Krzyśka okrążenie zebrała się dość ładna sumka. Mama nieco dołożyła i tak to "Krzyś" zebrał na szkołę $165.

czwartek, 12 maja 2016

Jog-a-thon 2016

W piątek, 6 maja 2016 roku, odbył się w szkole Krzysia doroczny jog-a-thon. Ponieważ co roku na blogu pojawia się wpis poświęcony tematowi, podaję linka do wcześniejszych wpisów: KLIK.

W tym roku pogoda dopisała - cudownie słoneczny dzień z niezbyt wysoką temperaturą, wprost wymarzone warunki do biegania.

Urwałam się na godzinkę, żeby zobaczyć Syna w akcji, ale nie wstąpiłam do do domu po Emilię, bo zależało mi, żeby nie zabawić za długo. Ponieważ nie miałam przy sobie Malucha plątającego się pod nogami, mogłam nieco pomóc przy samym jog-a-thonie - zaznaczałam kolejne przebiegnięte okrążenia dzieci z żółtej grupy. Krzyś był w grupie niebieskiej, więc kto inny zapisywał jego okrążenia.




Ponieważ byłam zajęta przez całe pół godziny kiedy to czwartoklasiści biegali bądź szli, nie miałam za bardzo czasu na robienie zdjęć. Za to załapałam się na zdjęCie zrobione przez nauczycielkę Krzysia - można mnie wypatrzeć na kolażu w tym wpisie: KLIK.



Dopiero po zakończeniu udało mi się zrobić kilka fotek na pamiątkę, i to nie tylko uczniom, ale także maskotce szkolnej - ogromny sokół to nowość w szkole Krzysia i natychmiast stał się absolutnym hitem, wszystkie klasy pozowały do zdjęcia z sokołem.


W tym roku wszystkie dzieci dostały także koszulki z logo szkoły - właśnie z sokołem. Ładnie prezentowały się dzieci w takich samych koszulkach.

W tym roku, Krzyś zebrał 102 dolary.

poniedziałek, 13 maja 2013

Jog-A-Thon 2013

W miniony piątek, w szkole Krzysia odbył się doroczny Jog-a-thon. W zeszłym roku, w tym wpisie, podałam nieco informacji o co chodzi, zainteresowanych odsyłam do tamtego wpisu.

W tym roku wybrałyśmy się z Emilią dopingować naszego biegacza. Trafiłyśmy akurat na końcówkę rozgrzewki. Zanim zdążyłam uwiecznić ten jakże ważny element, dzieci podniosły się z trawy i słuchały pani, która coś im tam przypominała - nie słyszałam, bo przed szkołę wystawiono głośniki a płynąca z nich muzyka skutecznie wszystko zagłuszała.


Wszystkie dzieci (dwie pierwsze klasy oraz zerówka), podzielono na cztery grupy - każda zaczynała w innym punkcie bieżni. Każda grupa miała karteczki w innym kolorze - każde okrążenie było zaznaczane markerem na tychże karteczkach.


O 12.45 dzieciaki ruszyły.


Pełne sił, nakręcone głośną, skoczną muzyką, gnały co sił. W miar upływu czasu, tempo spadało i nie pomagało polewanie wodą z węża ogrodowego. Pod koniec, po półgodzinie, dzieciaki ledwie zipały, ale czekała na nie słodka nagroda - lody na patyku.


Pani dyrektor szła, nie biegła, ale chodziła tak z każdą grupą, czyli 5 x 30 minut. Pani wychowawczy ni przebiegła całe pół godziny a na koniec wyglądała lepiej niż jej podopieczni. Ale pani gra w piłkę nożną i widać ma formę

Krzyś poprawił swój zeszłoroczny wynik o jedno okrążenie, co dało mu w sumie 17. Bieganie w trzydziestostopniowym upale wykończyło go i nawet kąpiel w solach relaksujących mamy nie pomogła - nie wiem jakim cudem znalazłam w sobie resztki cierpliwości, żeby wytrzymać ze zmierzłym dzieckiem do wieczora, ale jakoś się udało.

wtorek, 13 maja 2014

Jog-A-Thon 2014


W piątek odbył się u Krzysia w szkole doroczny jog-a-thon. Co to takiego, pisałam dwa lata temu, więc tylko odsyłam do tamtego wpisu, i przechodzę do piątkowego wydarzenia.


Pogoda nie dopisała. Lało jak z cebra, dyrekcja podjęła więc decyzję przeniesienia imprezy do sali gimnastycznej. Sala mniejsza od bieżni, więc powstał problem jak liczyć okrążenia. Stanęło na tym, że czas biegania skrócono o 5 minut, do 25 minut, a ilość zaliczonych przez dziecko okrążeń podzielono przez dwa, i tak oto Krzysia wynik wyniósł 14.

Do domu przyniósł stosowne zaświadczenie do przedstawienia sponsorom.

Bieganie przez 25 minut z pewnością jest bardzo męczące - nie tylko Krzyś pod koniec ledwie zipał, ale po powrocie do swojej klasy dzieci dostały lody - dla ochłody i w celu uzupełnienia poziomu energii, bo potem były normalne lekcje.




Tak jak w poprzednich latach, nie pozwoliłam dziecku kwestować po domach - wzięłam list ze szkoły do pracy, wysłałam do wszystkich współpracowników maila i wystawiłam listę w miejscu, gdzie zawsze wystawiamy wszelkie prośby o wsparcie. Dość Sporo osób postanowiło wypłacić Krzysiowi na rzecz jego szkoły kwotę uzależnioną od ilości okrążeń. Kilka osób zadeklarowało sumę niezależną od wyniku.



Razem wziąwszy, moje dziecko zebrało na rzecz swojej szkoły 140 dolarów. Moim zdaniem to całkiem niezły wynik.


wtorek, 12 maja 2015

Jog-a-thon 2015

1 maja w szkole Krzysia odbył się doroczny Jog-a-thon. 
(Tutaj można przeczytać relację z imprezy w roku 2014 i 2013.)

Pogoda dopisała, nie było ani za ciepło, ani za zimno, 20 stopni czyli w sam raz.

O wyznaczonej godzinie dzieci zaczęły biegać a ja zaczęłam robić zdjęcia.


Ponieważ wzięłam ze sobą stary aparat, mogłam też nakręcić krótki film. 


Muzyka grała, Krzyś biegał, Emilia - też biegała! 
Głównie z córką sąsiadów Kloe.


Pani dyrektor motywowała uczniów - nie ma to jak przybić piątkę na dodanie sił!


Emilia, kiedy już miała dość biegania, uczyła się wchodzić na kopułę z rurek - uczyła ją Kloe.


Po pół godzinie bieganie się skończyło, Emilia pobiegła przytulić Krzysia - tak długo się nie widzieli!


Wyczerpane wysiłkiem dzieci dostały nie tylko wodę do picia ale i lody. 
Emilia też się załapała na lody, bo rozdzielała je nasza sąsiadka.


W ciągu pół godziny Krzyś przebiegł 19 okrążeń. W sumie zebrał na szkołę 100 dolarów - głównie dzięki hojności moich koleżanek i kolegów z pracy.



czwartek, 24 maja 2018

Jog-a-thon 2018, lekcje pływania i czytanie po polsku

Z początkiem maja Emilia wróciła na pływalnię i kończy powoli ostatni etap nauki pływania w grupie wiekowej 3-5 lat. Dobrze, że niebawem kończy 6 lat, więc będę ją mogła zapisać na bardziej zaawansowane zajęcia bo wyraźnie odstaje od reszty grupy ze swoimi umiejętnościami. Emilia uwielbia wodę i już nie może doczekać się dnia, kiedy w naszym ogródku znowu pojawi się basen.

18 maja odbył się w szkole Emilii doroczny Jog-a-thon. W poprzednich latach pisałam o udziale Krzysia w tej imprezie, w tym roku pałeczkę przejęła Emilia a spisała się fantastycznie.


Zaliczyła 19 okrążeń ogromnego trawnika w ciągu 30 minut - jedenastoletni Krzyś przebiegł rok temu w takim samym czasie 26 okrążeń. Dzięki hojności moich koleżanek i kolegów z pracy, Emilia zebrała 95 dolarów. Z zebranych w ten sposób pieniędzy finansowane są, między innymi, wycieczki szkolne - rodzice za nic nie muszą płacić. Z tych samych funduszy ufundowano także dla wszystkich uczniów koszulki z logo szkoły. Z jaką dumą uczniowie paradowali w tych koszulkach!

A kilka dni temu, na żądanie córki, zaczęłyśmy naukę czytania po polsku.
Mamy do dyspozycji jedynie "Litery" Ewy i Feliksa Przyłubskich, ale fakt, że książka jest o 38 lat starsza od uczennicy samej zainteresowanej nie przeszkadza nic a nic!

Myślałam, że powolutku, w tempie 1-2 stron dziennie będziemy brnąć przez trudności języka polskiego, ale Emilia po raz kolejny zaskoczyła mnie całkowicie. Tak jej się spodobało czytanie po polsku, że wracała do książki i czytania przez całe popołudnie tak, że pierwszego dnia doszłyśmy do wieczora do strony nr 30, czyli przerobiłyśmy 1/3 podręcznika. Emilia chciała czytać dalej, ale było już późno i oczy jej się kleiły, więc zarządziłam spanie.

Teraz zastanawiam się skąd by tu wytrzasnąć jakieś materiały na odpowiednim dla niej poziomie, żeby tę przygodę z czytaniem po polsku kontynuować przez wakacje.

poniedziałek, 21 maja 2012

Jog-A-Thon

Chyba w każdej publicznej szkole w USA odbywa się doroczny Jog-A-Thon. Polega to na tym, że danym dniu, wszystkie dzieciaki biegają/chodzą przez określony czas (zazwyczaj jest to pół godziny) po szkolnej bieżni. Ale zanim do tego dojdzie, muszą znaleźć chętnych, którzy zaoferują się zapłacić za każde okrążenie lub złożyć datek na szkołę. Bo zebrane pieniądze nie idą do kieszeni uczniów, ale na szkołę właśnie.

Chodzenie po domach i żebranie o datki odpada w moim przypadku - nie podoba mi się to i już. Ale utarł się w mojej pracy zwyczaj, że w takich wypadkach wykłada się listę w ogólnie dostępnym miejscu i kto chce, to może się zaoferować z datkiem. Ponieważ takie kwestowanie to dość powszechny element w życiu Amerykanów, nie dziwi ich to wogóle i zawsze znajdzie się kilku chętnych do wsparcia szkoły.

Kilka osób zaoferowało datek w wysokości kilku dolarów, kilka zobowiązało się zapłacić 50 centów za każde okrążenie. A Smykowi udało się pokonać aż 16 okrążeń, co przekłada się na nieco ponad 5 kilometrów, czyli całkiem sporo jak na sześciolatka.

W sumie, Hultajstwo zebrało na szkołę 50 dolarów, co uznaję za dość sporą kwotę. Nie wiem ile udało się zebrać innym dzieciom, bo termin oddania pieniędzy do szkoły jest do 24 maja. Zapewne w jakiś czas potem dyrekcja poinformuje rodziców o wysokości zebranej kwoty, która ma zostać przeznaczona na zakup sprzętu rekreacyjnego używanego przez dzieci podczas przerw.

wtorek, 14 maja 2019

Artystka na basenie

Emilia lubi malować, a jeszcze bardziej bawić się farbami. Po każdej sesji pół pokoju wyłączone jest z użytku ponieważ na podłodze suszą się efekty działalności plastycznej dziecka:



Zazwyczaj są to właśnie taki bohomazy jak powyżej, ale czasem wyjdzie spod jej ręki coś tak niesamowitego, że aż dech zapiera. No bo jak uwierzyć, że coś takiego wymalowało moje sześcioletnie dziecko?


Bardzo jestem ciekawa czy z czasem Emilia zarzuci malowanie, czy pociąg do sztuki okaże się na tyle silny, by rozwijać ewentualny talent w formie jakichś lekcji lub choćby kursu rysunku. Czas pokaże.

Póki co, Emilia, do zeszłego piątku żyła jog-a-thonem, który jak co roku, miał miejsce w jej szkole. W tym roku nie mogłam osobiście obserwować jej poczynań, ale wiem, że przebiegła 19 okrążeń - tyle samo co rok wcześniej.

Jog-a-thon pozostał wspomnienieniem, ale teraz na tapecie jest basen z treningami dwa razy w tygodniu. Nie są to lekcje, bo pływać dziecko już się nauczyło. Teraz dzieci ćwiczą wytrzymałość zaliczając kolejne długości basenu. Pół godziny takiego treningu wywołuje wilczy apetyt nie tylko wieczorem, ale jeszcze następnego dnia rano!


czwartek, 25 czerwca 2015

Koniec roku szkolnego

Koniec roku szkolnego nadszedł dość szybko - 11 czerwca był ostatnim dniem zajęć. Jak co roku, tego dnia dzieci miały zajęcia w pobliskim parku.

Na ostatnie dwa tygodnie roku szkolnego przypadło wiele atrakcji, na które uczniowie czekają z utęsknieniem, jak wycieczki szkolne.

Trzecie klasy pojechały w czerwcowy piątek do Portland do OMSI (Oregon Museum of Science and Industry - Oregońskie Muzeum Nauki i Przemysłu). Tutaj link do strony OMSI a tutaj informacja na temat muzeum na Wikipedii. Niestety tylko po angielsku.
Krzyś był zachwycony, więc może za jakiś czas wybierzemy się tam na wycieczkę rodzinną.

Do Portland jest dość daleko, 180 km, więc wycieczka była całodniowa, natomiast druga wycieczka zmieściła się w czasie zajęć szkolnych - wycieczka do gospodarstwa rolnego. Nie na jakąś wielką przemysłową farmę, ale do zwykłego, niewielkiego, prowadzonego dawnymi metodami gospodarstwa, w którym kury spacerują sobie po obejściu a nie siedzą zamknięte w klatkach po kilkaset sztuk.

Największą atrakcją dla dzieci, z których większość miewa jedynie sporadyczny kontakt z życiem wiejskim, stanowiło zbieranie jajek. Bo kury, jak niektórym wiadomo, nie zawsze składają jajka w wyznaczonych miejscach, i dzieci, z podpowiedzią i pod okiem gospodarzy, miejsca te miały wytropić i jajka pozbierać. Przy okazji dowiedziały się co nieco na temat drobiu, choćby tego, że jedna kura zazwyczaj składa tylko jedno jajko dziennie.Potem z tych uzbieranych jajek robili jajecznicę - no i ją jedli.

Wydaje mi się, że jeszcze było coś związanego z uprawą ziemi, nasiona, grządki, itp., ale kury i zbieranie jajek przyćmiły wszystko inne i więcej na inne tematy nie udało mi się wydobyć z mojego dziecka.

Kolejną atrakcją pod koniec roku szkolnego były odwiedziny Zany Zoo. Tym razem to zwierzęta przyjechały do dzieci do szkoły. Zany zoo to lokalny sklep zoologiczny, którego pracownicy przyjeżdżają do przedszkoli i szkół z niektórymi zwierzętami. Dzięki temu dzieci mają okazję bliżej poznać (dotknąć!) takie zwierzęta jak żółwie, króliki, węże, chomiki, jaszczurki. Tym razem, Krzysia najbardziej zafascynował pyton - zarzucał nas przez pewien czas faktami, które zapamiętał.

Jakby tego wszystkiego było mało, klasy trzecie zaliczyły jeszcze wyjście na miejską pływalnię - w nagrodę, że szkoła uzbierała 6000 dolarów przy okazji Jog-a-thonu (pisałam o tym tutaj). Dzieci miały obiecane różne atrakcje w zależności od klasy jeśli  uda się osiągnąć cel i zebrać właśnie taką kwotę.
No i udało się.
Klasy trzecie poszły na basen - pogoda akurat fantastycznie dopisała, bo tego dnia było około 30 stopni a dzieci kąpały się w basenie na zewnątrz.


********************************************************


W trzeciej klasie Krzyś nie opuścił ani jednego dnia zajęć szkolnych. Otrzymał za to dyplom:


Świadectw, takich jakie ja otrzymywałam w Polsce, tutaj nie ma, ale w tydzień po zakończeniu roku szkolnego, szkoła przysyła Report, czyli opisową ocenę przygotowaną przez nauczyciela. Taki raport przygotowywany jest trzy razy w roku - ten ostatni, tak jak i dwa poprzednie, zawierał bardzo miłe dla rodzica informację.

piątek, 20 czerwca 2014

A kuku! Krzyś strzela z łuku!

Okazało się, że Krzyś zebrał od sponsorów jego Jog-a-thonu wystarczająco dużo, by uplasować się w dziesiątce dzieci, które zebrały najwięcej pieniędzy na szkołę. W nagrodę, cała dziesiątka została zabrana na lekcję łucznictwa sponsorowaną przez szpanerski sklep turystyczo-hobbystyczny Cabela's.

Lekcja odbyła się po lekcjach, pojechałyśmy z Emilią i my, więc mogłam zrobić kilka zdjęć.


Zdjęcie, niestety, tylko od tyłu, bo nie bardzo mi pasowało wchodzić na linię strzału mojego niewprawnego strzelca. No i jeszcze musiałam pilnować, żeby Emilia nie naraziła się na niebezpieczeństwo.

Strzelanie z łuku podobało się Krzyśkowi, ale umiarkowanie - na szczęście! Bo jak zobaczyłam ceny łuków i innych akcesoriów, to niemal włosy dęba na głowie stanęły.


Kiedy Krzysio już postrzelał i obserwował zmagania innych dzieci, zabrałam Emilię w bezpieczniejszą część sklepu. Pooglądałyśmy bardzo bogaty wystrój sklepu - mają chyba wszystkie występujące na naszym terenie zwierzęta - martwe i wypchane. Emilii najbardziej podobał się niedźwiedź, ustawiony dość wysoko na gałęzi drzewa. No i oczywiście wszystkie czworonogi z porożem, a na każdego wołała Bambi.