wtorek, 16 września 2014

Piesza wycieczka do Tamolitch Pool

Pewnej wrześniowej niedzieli wybraliśmy się na niezbyt długą pieszą wycieczkę. Trasę do Tamolitch Pool, zwanego też Blue Pool, poleciła mi jakiś czas temu koleżanka z pracy. Zapisałam sobie wówczas informacje odnośnie lokalizacji początku szlaku, a teraz nadszedł czas, by sprawdzić, czy osławione jeziorko rzeczywiście tak piękne, jak słyszałam.

Gorąco było okropnie, w lesie sucho i strasznie się kurzyło mimo potoku, wzdłuż którego częściowo prowadzi szlak. Potem idzie się przez zastygłą lawę - tam nam strasznie przygrzało. Emilia raczej nie współpracowała, ale na szczęście trasa zajęła nam jedynie godzinę i 15 minut - jakoś dotarliśmy.

Wszelkie wysiłki warte były tego co zobaczyliśmy.


Woda w jeziorku jest krystalicznie czysta, i nie wiem czy to odbijające się w niej niebo nadaje jej ten niebieski kolor, czy to gra światła - prawdą jest, że sprawia wrażenie, jakby była koloru niebieskiego

Czasem odcień wpada bardziej w ciemny turkusowy, czasem bardziej w granatowy - ciągle jednak jest to kolor niebieski.


Szlak kończy się na brzegu urwiska, z którego można podziwiać w dole jeziorko. Twardziele, na własną odpowiedzialność (i jednak trochę ryzykując), obchodzą nieco jezioro i schodzą do poziomu wody - brzeg jest bardzo stromy i łatwo o wypadek. 


Woda, wybijająca z ziemi na dnie, przeraźliwie zimna - zmierzyliśmy temperaturę, która wyniosła 4 stopnie w skali Celsjusza. Byli tacy "odważni", którzy wskakiwali i zażywali jakże orzeźwiającej kąpieli - nam wystarczyło zamoczenie rąk.


Drogę powrotną pokonaliśmy nieco szybciej, w godzinę. Cała wycieczka (nie licząc dojazdu samochodem) zajęła nam niecałe 4 godziny.