Wiadomo było, że trzeba będzie wykombinować jakiś strój dla Krzyśka na Halloween. Ze starych wyrósł - i jeśli chodzi o rozmiar, i tematykę.
Strojów w sklepach było w bród - nic tylko wybierać i kupować! Ale ja nie chciałam wydawać za dużo, więc zabrałam dziecko do sklepu z używanymi rzeczami, gdzie latorośl wybrała sobie klasyczne przebranie na okazję - szkielet, w dodatku w bardzo przystępnej cenie kilku dolarów. Wprawdzie nie było maski-czaszki, ale maska-duszek też pasuje. Obie rzeczy przetrzymały pranie w pralce, a że są nieco za duże, posłużą i w przyszłym roku.
Emilia natomiast wystąpiła w stroju biedronki, tak jak w ubiegłym roku, tylko dorobiłam jej oczy, które przyczepiłam do czerwonej czapki.
Ponieważ ostatni dzień (i wieczór) października były dość ciepłe, przed wyjściem z domu założyłam Emilii ciepły czerwony sweter zamiast kurtki - ładnie wyglądała ta moja Kruszynka!
Obeszliśmy tylko kilka domów na naszej ulicy i po pół godzinie byliśmy z powrotem w domu. Te pół godziny wystarczyło jednak, żeby zgubić oczy biedronki - nie były zbyt mocno przytwierdzone.
Muszę pochwalić Krzyśka, że nie zjadł wszystkich słodyczy natychmiast, wydaje mi się, że jeszcze mu ich trochę zostało, a wcale tak dużo tych łakoci nie było.
Z Krzyśkiem ostatnio znowu mam kłopoty - nieładnie się zachowuje, lekceważąco odzywa, nie słucha. Ręce już mi opadają! Ostatnio jedyna rzecz, która na niego działa to całkowite ignorowanie - brak reakcji na próby jakiej kolwiek interakcji. Tylko takie traktowanie sprawia, że po jakimś czasie zaczyna normalnie (ładnie) się zachowywać.
Dobrze, że chociaż Emilia jest przesłodka - to pewnie rekompensata od życia! Ostatnio uwielbia zapewniać mnie o swoich gorących uczuciach wobec mamy. Przychodzi, głaska mnie po ręce i mówi:
- Wieś? Ja ciebie lubie!
- Ja ciebie też lubię córeczko.
- Kocham ciebie! - i obejmując moje ramię, ściska mnie jak najmocniej potrafi. A potem jeszcze musimy zaliczyć pocieranie noskiem o nosek:
- Nosek, nosek? - I cieszy się ta moja mała Sroczka tak bardzo!A ja bardzo lubię te chwile.
Czasem, kiedy do tych zapewnień dochodzi podczas posiłku, dołącza się i Krzysiek, zapewniając, że też mnie lubi, i że też mnie kocha - no i mamy na te krótkie chwile sielankę!
Emilia ostatnio sporo oglądała "Gdzie jest Nemo" i teraz fascynują ją rekiny. Rekiny nieobce dziecku były jako pojęcie już wcześniej - inni straszą dzieci Babą Jagą, a my mamy rekina jako straszaka. Pojechaliśmy w końcu do Akwarium, żeby jej te rekiny pokazać - o tej wycieczce będzie innym razem. Zadziwia mnie, jak ta moja mała córeczka dobrze pamięta przebieg akcji - z przejęciem relacjonuje jak to pan złapał baby Nemo do siatki i zabrał do akfalium a tata Nemo go siuka, i spotkał lekiny, tsy! Miały ostle zęby!
Emilia jest bardzo spostrzegawcza i ma dobrą pamięć - chwyta w lot frazy z bajek, wyłapuje też różne słowa i wyrażenia z codziennych rozmów w domu. Czasem nie do końca właściwie ich używa. Kiedyś Krzysiek zachował się nieładnie, więc pełnym wyrzutu tonem zapytałam go:
- Dlaczego to zrobiłeś?
Teraz Emilia, ilekroć jest ciekawa dlaczego ktoś coś zrobił, pyta:
- Dlaciego to zlobiłeś? - pytanie zadaje z dokładnie taką intonacją, jakiej użyłam w tamtej chwili ja, choć zupełnie nie pasuje do danej sytuacji.
Niestety, coraz większe są problemy z kładzeniem Emilii spać. Jeszcze w ciągu dnia udaje się ja zabajerować, że mama idzie odpocząć, a Emilia leży obok i tylko pilnuje, żeby mamy nie pożarł rekin (wcale nie musi spać!).
Ale wieczorem jakoś to nie działa. 10 wieczorem, mama ciągnie resztką sił a dziecko tryska energią: skacze, śpiewa, bawi się butelką z wodą, ciągnie mamę za włosy, rzuca smoczkami... Bardzo to męczące. Rzadko udaje się ją przetrzymać bez drzemki do wieczora - wtedy dziecko zasypia łatwo, ale za to śpi bardzo niespokojnie. Widać, ciągle jeszcze potrzebuje drzemki w ciągu dnia.