wtorek, 8 kwietnia 2014

Słów kilka o wynikach nauczania mojego Drugoklasisty

Zanim o będzie o szkole, trochę o zachowaniu Krzyśka w domu.
Jego zachowanie raz się poprawia, raz pogarsza. Niedawno było bardzo źle, chwilowo jest całkiem dobrze. Zauważyłam, że zachowanie dziecka pogarsza się, kiedy w domu jest tata. Krzysiek jest zazdrosny o tatę, i uwagę, jaką poświęcam mężowi, choć z całej mojej trójki akurat mężowi dostaje się tej uwagi najmniej. Ale i ta odrobina wzbudza zazdrość. I to nie tylko starszego, ale i młodszego dziecka.
Krzysiek jest też trochę zazdrosny o uwagę poświęcaną młodszej siostrze - kiedy Emilia śpi w ciągu dnia, jej starszy brat jest grzeczniutki jak aniołek. Staram się jak mogę dzielić swoją uwagę w miarę równo, a kiedy się nie da, choć dać odczuć Krzyśkowi, że wcale nie został odstawiony na boczny tor, ale chyba tak to już musi być.

O ile w domu zachowanie dziecka często pozostawia wiele do życzenia, o tyle w szkole nie ma żadnych kłopotów. Ani z zachowaniem, ani z nauką. Uczy się świetnie. W marcu dostałam raport z jego wynikami. Oceny opisowe - wyśmienite. Jeśli chodzi o czytanie, poprawił swój poprzedni wynik o 7 wyrazów i teraz czyta 204 wyrazów na minutę.

W tym tygodniu przyniósł też testy z matematyki, takie obejmujące szerszy materiał - oba zaliczył na 100%.




1 kwietnia Krzysiek zaliczył też ostatni test Rocket Math z odejmowania i przeszedł do mnożenia. O Rocket Math pisałam już wcześniej, więc się nie będę powtarzać.


Z tej okazji dostał okolicznościową laurkę.


Kilka dni temu rozmawiałam z polską koleżanką o sposobie nauczania w tutejszych szkołach. Jej mama, emerytowana nauczycielka fizyki i matematyki, jakiś czas temu porównała wytyczne tutejsze z polskim programem nauczania w zakresie matematyki i doszła do wniosku, że teoretycznie dzieci powinny umieć to samo. A moja koleżanka twierdzi, że jej synowie niczego w szkole nie robią.

Zastanawiałam się nad tym i ja z kolei doszłam do wniosku, że takie wrażenie mogą odnosić rodzice, ponieważ tutaj dzieci nie mają zeszytów do każdego przedmiotu, w swoich biurkach w szkole trzymają zeszyty ćwiczeń, które do domu przynoszą dopiero po ukończeniu ostatniej strony, a zadanie domowe otrzymują na ksero. Rodzic nie ma możliwości śledzenia postępów prac dziecka w szkole, chyba, że uda się do szkoły na obserwację - do czego ma prawo.

Niemniej jednak, patrząc na wyniki mojego dziecka, uczniowie jednak coś robią i uczą się. Akurat z matematyki nigdy nie robiłam niczego dodatkowego z Krzyśkiem. Wystarczyło mi, że nauczyłam go czytać i doszłam do wniosku, że teraz kolej na szkolnictwo publiczne.

Kilka dni temu Krzysiek przyniósł do domu zeszyt ćwiczeń z czytania - wypełniony do ostatniej strony. Postanowiłam zamieścić zdjęcia kilku stron - tak dla ciekawostki. Przypominam, że moje dziecko chodzi do drugiej klasy.



3 komentarze:

Krycha pisze...

W pierwszej klasie dzieci mają książki podzielone na miesiące.Jest ich 10 i w nich piszą i wykonują działania matematyczne.Myślę,że jest podobnie jak u Ciebie i zdolne dziecko po pierwszej klasie radzi sobie dobrze z czytaniem i liczeniem do 10.Na razie sposób nauczania mnie się podoba bo pamiętam moje początki w szkole i porównuję.Krzysiowi gratuluję ale to jest 90%zasługa rodziców.Krzysio jest zazdrosny bo długo był sam i nawet nie zdaje sobie sprawy ze swojej zazdrości.Jak tylko jedno moje dziecko się do mnie przytuliło i powiedziało "moja mama"drugie juz leciało z krzykiem"a właśnie,że moja"i tak to wygląda jak są małe .Trzeba się z tym pogodzić bo wyrosną z tego.Pozdrawiam

Alisa pisze...

Ja duzo slyszalam, ze w UK jest niski poziom nauczania, ale ja tego po swoim dziecku nie widze ;)

Motylek pisze...

Krysiu - z tym przytulaniem u nas jest tak samo... Mam nadzieję, że z tego wyrosną, a jak już dorosną, że będą się nadal kochać. Bo może i teraz są o siebie zazdrośni, ale mimo wszystko przepadają za sobą.

Alisa - ja to samo słyszałam o szkołach amerykańskich...

Motylek