czwartek, 18 kwietnia 2013

10 miesięcy

Emilia skończyła dzisiaj 10 miesięcy.


Zachwyca mnie każdą nowo nabytą umiejętnością - jak to matkę. Nawet jeśli jej poczynania nie zachwycają - ot jak choćby kiedy chcę jej wytrzeć nosek, bo znowu ma katar, a ona kręci na boki głową i powtarza "ne, ne, ne!"

Z innych, niewerbalnych, form komunikacji mamy jeszcze mlaskanie, które oznacza jedzenie. Nie głód, bo tego jeszcze Emilia nie potrafi wyrazić, ale jak tylko widzi mnie z kanapką w ręce, mlaska w charakterystyczny sposób.

No i oczywiście macha rączką. Ponieważ musi reagować na polskie "pa, pa" i angielskie "bye bye", mówię jej żeby pomachała rączką, co czyni niezależnie od języka - rany, z tą dwujęzycznością to nawet niemowlaki mają przechlapane!


Emilia już dość dobrze trzyma się na nogach, zaczyna się przemieszczać trzymając się mebli. Wraz z Krzysiem odkryli swoisty chodzik - Mała opiera się o karton po pieluchach a Krzyś przesuwa go do przodu zmuszając siostrę do kroczenia wraz z kartonem. Emilia się cieszy, Krzyś się cieszy, mama pilnuje, żeby dziecko nie przewróciło się i nie potłukło zbyt dotkliwie.

Kilka razy udało się już też Małej ustać na nogach bez podtrzymania, zanim zauważyła co jest grane i nie pacnęła na pieluchę. Natomiast jeśli chodzi o raczkowanie to doszła do perfekcji. Krzyś urządza sobie z nią wyścigi. Zabiera ją w przeciwległy koniec domu niż mama, mama woła żeby dzieci do niej przyszły i dzieci ruszają - Emilia raczkuje, Krzyś najczęściej czołga się, żeby jej dać fory. Podłogę mam wyfroterowaną na błysk!


Córcia zakosztowała także raczkowania po miękkiej zielonej trawce i bardzo jej się to spodobało. Wogóle ogródek to takie ciekawe miejsce! Szkoda tylko, że mama nie pozwala jeść ziemi. Ale grzebać w niej łapkami - tak! A tata przynosi puchate miękkie dmuchawce, tylko ten puszek tak szybko ucieka...

A najlepsza zabawa, już od dość dawna, to robienie porządków na półce z butami! Kiedy tylko zauważy otwarty pawlacz, Emilia gna z radosnym kwikiem, że trudno ją dogonić.


Dostałam od koleżanki takie ustrojstwo do mielenia jedzenia dla dzieci. Działa to na zasadzie maszynki do mięsa, tylko mniejsze, poręczniejsze i plastikowe. Emilia uwielbia takie zmielone jedzonko z talerza mamy. Zdumiewa mnie ile potrafi zjeść takiego"normalnego", nie słoikowego, jedzenia. Mięskiem ze słoika pluje na odległość, mięsko ugotowane przez mamę, z warzywami i ziemniakami lub ryżem zajada aż jej się uszy trzęsą. Mam nadzieję, że to dobrze rokuje na przyszłość i że nie będzie tak kaprysiła przy stole jak jej starszy brat.

1 komentarz:

Alisa pisze...

Jejku, ale dzieci szybko rosna ;) Ja pamietam, ze przeciez nie tak dawno w ciazy bylam, a Dusia juz 5 urodziny za miesiac ma ;)