piątek, 3 marca 2023
Blue Pool
wtorek, 26 sierpnia 2025
Blue Pool
Plan był taki: znajomi jadą nad jezioro w czwartek rano, zajmują miejsce biwakowe, my dojeżdżamy w piątek. Znajomi wyjechali w czwartek przed południem, a po południu, przy drodze, którą się jedzie nad jezioro, wybuchł pożar i drogę zamknięto. Objazd dodałby jakieś trzy godziny do oryginalnych 90 minut.
Zrobiło nam się bardzo przykro, ale zgodnie stwierdziliśmy, że nie odpowiada nam spędzenie pół dnia w samochodzie. Nie chcieliśmy jednak czasu tego zmarnować, zwłaszcza, że na piątek miałam już wypisany urlop. Zajrzałam na kilka stron z rezerwacjami pól namiotowych ale na ostatnią chwilę nie było niczego wolnego. W końcu wymyśliłam wycieczkę do miejsca, w którym już byliśmy, ale zawsze chcieliśmy tam wrócić - Blue Pool.
Do tego przepięknego jeziorka można dojść od dwóch stron, i obie trasy zaliczyliśmy w przeszłości. Szlak nie jest ani długi ani trudny a największe wyzwanie stanowi znalezienie miejsca parkingowego. Szanse na znalezienie takowego maleją z każdą mijającą godziną poranka a kiedy weźmiemy pod uwagę, że jedzie się tam półtorej godziny a w domu mam dwoje nastolatków, nasze szanse oscylują w okolicy zera. Pomyślałam jednak, że w piątek, dzień powszedni, mimo, że to wakacje, może być łatwiej.
Wyjechaliśmy dość późno jak na taki wyjazd bo około dziesiątej rano ale i ja i Krzysiek byliśmy zmęczeni, zwłaszcza Krzysiek, który latem pracował od poniedziałku do czwartku po 10-12 godzin. Załapaliśmy się na jedno z ostatnich miejsc.
Szlak cały czas biegnie w pobliżu rzeki McKenzie River (to z tej rzeki mamy wodę pitną). Na początku idzie się w cieniu pięknym starym lasem, po jakimś czasie las staje się nieco rzadszy a miękkie igliwie zastępuje wulkaniczna skała o bardzo ostrych brzegach.
Po godzinie doszliśmy do jeziorka. Nie wystarczyło nam podziwianie z góry, zeszliśmy ok. 17 metrów w dół aby dotknąć tafli wody o temperaturze 3.3 st C.
Woda w tym jeziorku jest taka zimna prze cały rok. Zanurzenie się w niej to wyzwanie nie lada. Ja nawet nie ściągnęłam butów ale moje dzieci przyszły przygotowane - ze strojami kąpielowymi i ręcznikami. Emilia wskoczyła do wody 14 razy, Krzysiek kilka razy mniej. Zaczęli ze skały nieco powyżej tafli wody ale po każdym kolejnym skoku wspinali się wyżej i wyżej. Emilia zapowiedziała, że za rok skoczy z samej góry, czyli z wysokości 17 metrów. Wiemy dokładnie ile, bo akurat chłopcy mierzyli, ktoś z dołu zapytał ile, odkrzyknęli i wszyscy usłyszeli. Potem chłopcy zbierali się dość długo na odwagę aż po kolei skoczyli, nagrodzeni oklaskami i wiwatami za odwagę - nie dość, że z tak wysoka to jeszcze w taką zimnicę!
Ja sobie siedziałam w cieniu z telefonem w ręce, uwieczniając każde zanurzenie się Emilii na jej wyraźne żądanie. A siedziałam tak dość długo bo zabawiliśmy tam ponad dwie godziny. Kolejni śmiałkowie wskakiwali do lodowatej wody, wokół latały motylki, i nawet przyuważyłam ptaszka, który polował na latające nad wodą insekty. Chyba dlatego, że siedziałam tak bez ruchu (bojąc się, że wpadnę do tej zimnej wody), ptaszek nie czuł się zagrożony moją obecnością i połakomił się na muchy tuż przy moich butach. A że telefon miałam w gotowości bo przecież musiałam się wywiązać z zadania nałożonego na moje barki przez córkę, tak się szczęśliwie złożyło, że złapałam w kadr ptaszynę.
Droga powrotna do samochodu minęła nam szybciej, ale tak to już chyba zawsze jest z powrotami. Zatrzymaliśmy się na pizzę w przydrożnej restauracji. Byliśmy już tam kiedyś, jak Krzyś miał jakieś półtora roku.
Po powrocie do domu okazało się, że pożar przy drodze opanowano na tyle, że drogę otwarto. Wprawdzie tylko jeden pas i ruch odbywał się wahadłowo, ale już nie trzeba było pakować się w wielogodzinny objazd. Postanowiliśmy, że jedziemy. Nie natychmiast, jak chciała Emilia, ale następnego dnia rano. I tak też uczyniliśmy, ale o tym będzie następnym razem.
niedziela, 26 lutego 2023
Ice Cap Campground - wyjazd w góry w czerwcu 2022
Z wyjazdu wróciliśmy tak przepełnieni wrażeniami, że nie byłam w stanie wyekstrahować ani odrobiny w celu poczynienia zbornego wpisu. Odkładałam, odkładałam, odkładałam, aż przyszedł czas by zrobić rezerwacje na nadchodzące lato i to chyba mnie w końcu zmobilizowało by przywołać i utrwalić wspomnienia z tamtego wyjazdu.
- wzdłuż koryta rzeki McKenzie do wodospadów Koosah i Sahalie
- do górskiego jeziorka Blue Pool
- wokół jeziora Clear Lake
wtorek, 16 września 2014
Piesza wycieczka do Tamolitch Pool
Gorąco było okropnie, w lesie sucho i strasznie się kurzyło mimo potoku, wzdłuż którego częściowo prowadzi szlak. Potem idzie się przez zastygłą lawę - tam nam strasznie przygrzało. Emilia raczej nie współpracowała, ale na szczęście trasa zajęła nam jedynie godzinę i 15 minut - jakoś dotarliśmy.
Wszelkie wysiłki warte były tego co zobaczyliśmy.
Woda w jeziorku jest krystalicznie czysta, i nie wiem czy to odbijające się w niej niebo nadaje jej ten niebieski kolor, czy to gra światła - prawdą jest, że sprawia wrażenie, jakby była koloru niebieskiego
Czasem odcień wpada bardziej w ciemny turkusowy, czasem bardziej w granatowy - ciągle jednak jest to kolor niebieski.
Woda, wybijająca z ziemi na dnie, przeraźliwie zimna - zmierzyliśmy temperaturę, która wyniosła 4 stopnie w skali Celsjusza. Byli tacy "odważni", którzy wskakiwali i zażywali jakże orzeźwiającej kąpieli - nam wystarczyło zamoczenie rąk.
poniedziałek, 6 marca 2023
Wokół jeziora Clear Lake
niedziela, 12 lipca 2026
Crescent Mountain
Z biwaku nad jeziorem Clear Lake można obejść jezioro, pójść do wodospadów na rzece McKenzie River, a nawet wybrać się do jeziora Blue Pool. Wszystkie te miejsca odwiedziliśmy w przeszłości nie raz, i mimo że piękne i warte kolejnych odwiedzin, czasem dobrze wybrać się w nowe miejsce. W tym wypadku padło na oddaloną o 15 minut jazdy samochodem trasę Crescent Mountain Trail.
Szlak Crescent Mountain Trail to trasa wzdłuż grzbietu Old Cascade Crest - pasma wygasłych wulkanów i przepływów lawy, które są starsze o 40 milionów miliony lat od ikonicznych szczytów High Cascades (Mount Hood czy Mount Jefferson). Szczyty Old Cascade Crest są niższe (najwyższe sięgają ok. 1770 metrów), a erozja nadała im łagodne, zalesione formy.
Wędrówka na szczyt Crescent Mountain to bardzo ładna, mniej znana, i niezbyt rozreklamowana trasa oferująca unikalne widoki na pasmo Cascade Mountains. Trasa ta uchodzi za trudną i w pełni zgadzam się z tą opinią - jest długa a kiedy zaczyna się podejście, nachylenie jest spore. Szlak jest bardzo dobrze utrzymany – nie ma na nim kamienistych odcinków, eksponowanych miejsc ani fragmentów o niekorzystnym nachyleniu terenu.
Pierwsze 2 km wędrówki prowadzą niemal całkowicie płaskim terenem, a ścieżka meandruje przez piękny, gęsty las. Emilia narzuciła jednak takie tempo że ciężko mi było dotrzymać jej kroku. Udało się, ale nieźle się zasapałam.
Po przekroczeniu potoku Maude Creek kończy się łatwy odcinek trasy i szlak zaczyna piąć się w górę. Szlak wije się przez las, pokonując sześć długich zakrętów i wznosząc się łącznie o 420 metrów. Po drodze minęłyśmy wiele gatunków paproci, polnych kwiatów i ogromne mrowisko.
Po przebyciu łącznie 5.5 km szlak opuszcza las, a dalsza wędrówka prowadzi przez alpejskie łąki o południowej ekspozycji.
W lipcu – choć nie w każdym roku – można tu zobaczyć kwitnącą kserofilną trawę Xerophyllum tenax, która kwitnie nieregularnie, w zależności od wilgotności i temperatury, więc bywa, że kwiatów w ogóle nie ma. Poszczęściło się nam i trafiłyśmy na rok, kiedy Bear Grass zakwitła.
Otwarte łąki odsłaniają pierwsze widoki na szczyty Mount Washington i Three Sisters. (Na zdjęciach, poza szczytami górskimi i kwiatami widać też nachylenie zbocza.)
| Mt Washington (po lewej) & Three Sisters (po prawej) |
W końcu szlak rozwidla się. Ścieżka w lewo stanowi kontynuację szlaku Crescent Mountain Trail – można nią przejść kolejne 6 km aż do północnego punktu startowego. My skręciłyśmy w prawo, docierając po chwili na szczyt Crescent Mountain.
| widok ze szczytu Crescent Mountain: Mt Jefferson po lewej & Three Sisters po prawej |
Na szczycie można dostrzec pozostałości dawnej wieży obserwacyjnej, która niegdyś się tam znajdowała, a także zrozumieć, skąd wzięła się nazwa Crescent Mountain. Wyraźnie widać tu kształt półksiężyca oraz dwa wierzchołki – ten, na którym stałyśmy, jest wyższy.
Ze szczytu roztacza się widok sięgający od gór Three Sisters aż po położoną na północy górę Mt. Hood! Tutaj link do filmiku z panoramą.
| Mt Jefferson (w środku) & Mt Hood (po prawej) |
Pokonanie trasy, z odpoczynkami, tymi na złapanie oddechu i tymi na podziwianie widoków, zajęło nam 5 godzin ale obie byłyśmy wykończone. Pokonałyśmy 721 metrów, wspinając się na wysokość 2,047 mnpm i 16 kilometrów jeśli chodzi o dystans.
Na szlaku spotkałyśmy tylko kilka osób, w większości na rowerach górskich - jestem dla nich pełna podziwu, bo ja ledwie weszłam na szczyt na nogach i nie wyobrażam sobie wjeżdżania na dwóch kołkach.
piątek, 28 maja 2021
Cel, do którego nie dotarliśmy
| Carmen Reservoir |
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)











.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)



