Miejsce prawie na końcu świata, jeszcze tylko jeden punkt bardziej wysunięty na północny zachód i dojazd z pola biwakowego trochę czasu nam zajął ale ponieważ wstałyśmy wcześnie to udało nam się załapać na miejsce parkingowe na bardzo niewielkim parkingu. Nie ma co liczyć na to, że ktoś wróci do samochodu i zwolni miejsce bo to dość długa wycieczka (10-11 km) a do tego sporo osób zostawia samochód na noc (lub kilka) i biwakuje na plaży.
Dojście do plaży zabiera ponad godzinę i prowadzi terenem należącym do Szczepu Makah więc potrzebne jest specjalne pozwolenie. Pierwsza mila (1.6 km) niedawno odnowionego szlaku wije się przez zarośnięte wyręby i gaje świerku sitkajskiego. Do przejścia jest kilka mostów i promenad.
Miałyśmy szczęście, wcisnęłyśmy się na ostatnie wolne miejsce.
Dojście do plaży zabiera ponad godzinę i prowadzi terenem należącym do Szczepu Makah więc potrzebne jest specjalne pozwolenie. Pierwsza mila (1.6 km) niedawno odnowionego szlaku wije się przez zarośnięte wyręby i gaje świerku sitkajskiego. Do przejścia jest kilka mostów i promenad.
Druga mila nie jest aż tak ładna - błotnista i mokra, strasznie rozdeptana po bokach i w zasadzie nie ma gdzie zejść ze szlaku by to błoto ominąć.
W końcu dochodzi się do krawędzi urwiska i bardzo stromego zejścia na plażę Shi Shi - to już teren parku narodowego.
Piaszczysta plaża rozciąga się po lewej stronie, usiana wybielonymi kłodami, wyrzuconymi na brzeg przez fale. Zdjęłyśmy buty i ruszyłyśmy na południe, w kierunku Point of Arches - parady skalistych stosów morskich, kilka z nich to skalne łuki z wodą kotłującą się pomiędzy ramionami i stąd nazwa.
| na horyzoncie: Point of Arches |
Dojście do Point of Arches zajęło nam ponad godzinę. Na miejscu pooglądałyśmy sobie baseny pływowe i zamieszkujące je stworzenia. Zmęczone, znalazłyśmy zacienione miejsce na posiłek, odpoczynek, rozkoszując się przebywaniem w jednym z najbardziej malowniczych miejsc na północnym zachodzie.
Nogi bolały już mocno a przecież trzeba było wrócić, a jedyny dostępny środek transportu to własne nogi. Gdyby miejsce nie było tak oddalone, chętnie zostałybyśmy tam dłużej, najlepiej do zachodu słońca, ale ponad godzinna wędrówka ciemnym lasem po zmroku nie wchodziła w grę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz