Dawno, dawno temu, na przełomie lat 2008 i 2009, zrobiłam sobie zielony sweter, Cabled Crewneck. W pracę włożyłam sporo serca, z efektu byłam bardzo zadowolona, sweter darzyłam miłością wielką a służył mi przez kilka zimowych sezonów. Tak długo, jak prałam go ręcznie.
Pewnego dnia zaufałam zapewnieniom instrukcji obsługi ówcześnie posiadanej pralki, postanowiłam nieco ułatwić sobie życie i sweter wyprałam korzystając z funkcji "pranie ręczne". I tak oto pozbyłam się jednego z ulubionych swetrów, który z tego cyklu "pranie ręczne" wyszedł w nowej, sfilcowanej formie i rozmiarze odpowiednim dla większej lalki.
Mimo upływu lat nie zapomniałam o tamtym swetrze i w końcu postanowiłam sobie zrobić remake.
Włóczkę kupiłam rok temu, ale u mnie z włóczką to jak w porządnej winnej piwniczce - musi swoje odleżeć zanim się za nią zabiorę. Ponieważ włóczka DROPS Nepal jest grubsza od tej zielonej sprzed lat, to i wynik nieco inny.
Nie obeszło się bez kilku zmian w stosunku do opisu, między innymi rękawy zrobiłam zwykłym splotem pończoszniczym no i powtórzeń motywu jest mniej.
Trochę nagimnastykowałam się intelektualnie nad płynnym przejściem wzoru w plisę dekoltu ale chyba udało mi się znaleźć dobre rozwiązanie.
Myślałam, że pół kilograma mi wystarczy ale się myliłam. Dokupiłam jeszcze jeden, 50-gramowy motek z nadzieją, że po niemal roku odcień z zupełnie innej partii nie będzie diametralnie odbiegał kolorystycznie. Kiedy przesyłka dotarła, a przyszło mi na nią czekać ponad dwa tygodnie, porównywałam w kiepskim świetle grudniowym, przy sztucznym oświetleniu i w pokoju, i w kuchni - przy świetle każdej posiadanej żarówki i wyszło mi na to, że nawet w okularach nie jestem w stanie dopatrzeć się różnicy. Cud!
Skończyłam sweter. Okazało się, że rękawy nieco przykrótkie. Przedłużyłam. Teraz są ok. Mogłyby być nieco dłuższe, tak chowające palce, ale musiałabym dokupić kolejny motek, więc już takie zostaną.
Dziergało się przyjemnie i dość szybko bo na drutach 5 mm (ściągacze i plisy na drutach 4 mm).
Dość szybko trafiła się okazja na zdjęcia, podczas wyjazdu nad ocean na początku stycznia. Pogoda wprawdzie była beznadziejna, ale i tak tło lepsze niż styczniowy ogródek za domem. Poświęciłam się nawet i ustawiłam się do zdjęcia w deszczu ale za to z oceanem w tle.
Zdjęcia tym razem robił syn. Potem te zdjęcia "nabierały mocy" na twardym dysku aż do dzisiaj.
Mieliśmy kilka fal zimna, nie takiego jak w Polsce, bardziej odpowiednie dla naszego położenia geograficznego, i w te dni właśnie sweter sprawdza się fantastycznie. Jest mi w nim cieplutko i przytulnie. Jedyne zastrzeżenie jakie mam to że włóczka się dość mocno mechaci, mocnej niż inne włóczki.
Sweter zgłaszam do zabawy u Anetty:
Sweter stworzony z sercem, na fali wspomnień "utraconej miłości", ciepły, zimowy - wydaje mi się, że taka interpretacja wpisuje się w lutowe wytyczne. 🧶