Urzekły mnie te drewniane kładki i pomosty, dźwięk kroków kiedy idzie się po deskach ma w sobie coś szczególnie kojącego.
Kładki te, jak przeczytałam w jednym z przewodników, nie tylko pomagają piechurom uniknąć brodzenia po kostki w błocie ale także chronią teren przed erozją (rozdeptywaniem i zadeptywaniem wszystkiego po obu stronach ścieżki obchodząc błoto), przysługują się więc i faunie i florze.
Pokonanie pierwszego ramienia trójkąta zajęło nam ponad godzinę ale szło się bardzo przyjemnie. Kiedy już słyszałyśmy ocean ale jeszcze go nie było widać, zaraz za mostkiem na zdjęiu powyżej, natknęłyśmy się na zająca pasącego się w trawie przy ścieżce.
W tym miejscu mogłyśmy skręcić w lewo jak prowadzi szlak ale chciałyśmy zobaczyć miejsca biwakowe wzdłuż plaży dla tych, którzy skłonni są przynieść ze sobą na plecach całe wyposażenie - jak wcześniej już wspomniałam, nam pokonanie tego odcinak zajęło ponad godzinę. Wędrowałyśmy jedynie z prowiantem na kilkugodzinny spacer czyli bez obciążenia.
Wiele osób skłonnych jest przytargać na plecach wszystko co potrzebne by biwakować w tym malowniczym miejscu z widokiem na ocean (robiąc zdjęcie powyżej miałam ocean za plecami). Czego nie przynieśli, zrobili z tego co fale wyrzuciły na brzeg. Podziwiałyśmy twórczość i pomysłowość biwakujących tutaj w przeszłości - ławki, stoliki i oczywiście huśtawki, niemal każde miejsce miało swoją huśtawkę.
W końcu wkroczyłyśmy na plażę, która jest dostępna tylko podczas odpływu. Przypływy blokują plażę i aby pokonać to ramię trójkąta podczas przypływu należy liczyć się z koniecznością wspinania się po stromych urwiskach za pomocą lin a i tak może nie udać się uniknąć zamoczenia butów.
| wodorosty |
Nawet podczas odpływu pokonanie tego odcinka jest fizycznie wymagające, ponieważ idzie sią po luźnych kamieniach, często mokrych i pokrytych śliskimi wodorostami. Marsz po żwirze i luźnym piasku też nie należy do najłatwiejszych, często trzeba też pokonywać powalone drzewa - albo je obejść.
Na plaży można natknąć się na foki, orły a nam przytrafiło się spotkaniem z misiem. Miso pojawił się na plaży nieoczekiwanie odcinając nam dojście do lądu. Za plecami miałyśmy ocean, a przed sobą plażę z misiem, który najwyraźniej był świadom naszej obecności, ale na szczęście nie uważał nas za zagrożenie i dał nam spokój. Przez jakiś czas wędrowaliśmy sobie wzdłuż plaży, misio bliżej linii lasu, my po części odsłoniętej podczas odpływu. W końcu misio wrócił do lasu a my odetchnęłyśmy z ulgą.
Linia brzegowa jest tutaj bardzo ciekawa. Odpływ otwiera drogę do kilku wysp, ale ponieważ są to miejsca uważane za święte przez miejscowe szczepy, zalecane jest pozostawienie tych miejsc w spokoju. Zawsze też trzeba pamiętać żeby nie zagapić się i nie pozostać na samotnej wysepce lub większej skale kiedy zaczyna się przypływ.
Emilia najpierw z ogromnym entuzjazmem eksplorowała odsłoniętą plażę ale po pewnym czasie upał dał się jej we znaki oraz zmęczenie z mozolnego przeskakiwania z kamienia na kamień, z jednej skały na kolejną. Kilka razy stanęłyśmy wobec dylematu czy mamy wdrapywać się na pnie ogromnych zwalonych drzew czy je obchodzić. I jedno dość męczące i drugie, zwłaszcza kiedy to nie pierwsze drzewo ale n-te. Oj dał się nam we znaki ten odcinek! Dodatkowo zaczęłyśmy się niepokoić czy uda nam się wypatrzeć miejsce gdzie szlak schodzi z plaży w las. Plażą można iść dalej do kolejnych miejsc biwakowych, ale my już chciałyśmy wracać. W końcu dostrzegłyśmy znak, fioletowo czarne koło przyczepione do drzewa w miejscu gdzie zaczyna się ścieżka powrotna, trzecie ramię trójkąta.
Na tym odcinku nie miałam już siły ani ochoty na robienie zdjęć, tylko uwieczniłam na filmie wiewiórkę wyłuskującą nasionka z szyszki.
Poniżej mapa z naszą trasą, prawie 17 km, której pokonanie zajęło nam 5 godzin. Te czerwone kropki to miejsca gdzie robiłam zdjęcia. Kropka czarna to pole namiotowe.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz