piątek, 24 maja 2019

Odrobina luksusu

Oglądając pewnego dnia telewizję, uwagę moją zwróciła pewna reklama.
Nie często się to zdarza, ponieważ przeważnie celowo ignoruję wszelkie reklamy, ale ta jedna mnie mocno zaintrygowała. Zachwalała mały, okrągły robocik, który jeździ sobie po domu i odkurza. Spodobało mi się to, z jaką łatwością wjeżdża pod meble. Ponieważ ceny nie wypatrzyłam w reklamie, sprawdziłam w internecie i, ku ogromnemu zaskoczeniu, dowiedziałam się, że robociki-odkurzacze wcale nie są aż tak drogie (w zależności od firmy i modelu) oraz że zbierają dość dobre opinie.

Zachciało mi się takiego pomocnika, ale że zwykły odkurzacz posiadam, a zabawka ta jednak kosztuje nieco za dużo by ją beztrosko upchnąć w budżecie domowym, postanowiłam zdobyć ją innym sposobem. Mam kartę kredytową powiązaną z pewną znaną firmą internetową, a płacąc tą kartą, otrzymuję punkty. Za uzbierane punkty, mogę sobie w tejże firmie coś kupić. Postanowiłam nazbierać sobie tych punktów i zafundować odrobinę luksusu w formie zautomatyzowanego odkurzacza. Trwało to kilka miesięcy, ale w tym czasie na spokojnie pooglądałam co jest dostępne na rynku, w jakich cenach, jak się sprawdza. W sieci bez problemu można sobie poczytać opinie dotychczasowych nabywców łącznie z zamieszczonymi przez użytkowników filmami.

Aż nadszedł ten dzień, kiedy punktów nazbierałam tyle, że po dopłaceniu 81 centów, stałam się posiadaczką czarnego krążka. Oto moja Eufy, zamiatająca sypialnię:




Niesamowicie podoba mi się jak wjeżdża pod łóżko i zmiata ten cały nagromadzony tam kurz. Łóżko mam szerokie na 2 metry i odkurzanie tradycyjnym sprzętem wiąże się z niezłymi wygibasami jeśli chcę wysprzątać całą powierzchnię pod łóżkiem. A teraz chodzę za moją Eufy i uśmiecham się radośnie ilekroć wjeżdża pod łóżko, pod kanapę, pod fotel, pod szafkę, czy po bieżnię.



Emilia traktuje na razie Eufy jak zwierzątko domowe, przemawia do niej jak do Kici i nawet ją głaska. Aby Eufy się nie zepsuła, wszystkie rzeczy, normalnie walające się po podłodze, zostały wyzbierane. Już samo to sprawia wrażenie porządku!

Eufy przybyła do mnie z pilotem. Mogę zarządzić koniec sprzątania jednym przyciskiem, albo zaczekać aż bateria zaczyna się wyczerpywać (po ok. godzinie zamiatania.) W obu przypadkach Eufy sama wraca do bazy czyli do ładowarki:





Dla dzieci to atrakcja, ja jestem bardzo zachwycona, tylko Kicia niezadowolona, boi się tego czarnego czegoś, mimo, że Eufy sprząta dość cicho, ciszej od zmywarki.

A czy sprząta dobrze? Zgadzam się z opinią wielu innych użytkowników - zamiata dość dobrze. Do tej pory zaliczyła u nas trzy rundy (dwie pierwszego dnia i jedną dzisiaj) i za każdym razem pojemnik na śmieci był pełny. Zapewne i tak trzeba będzie poodkurzać co jakiś czas zwykłym odkurzaczem, bo jednak dostęp do niektórych miejsc ma ograniczony własną szerokością, i bardziej zamiata niż wciąga, ale pomiędzy tymi odkurzaniami jest ładnie i czysto. 
I nie muszę się już wczołgiwać pod kanapę, łóżko i bieżnię, żeby wysprzątać kłapcie kurzu - powierzchnie płaskie zamiata Eufy bardzo porządnie.

wtorek, 21 maja 2019

Dereń i dzwonki

Dzisiaj ciąg dalszy zdjęć z ogródka. Tym razem będzie dereń i dzwonki, po których zostało już tylko wspomnienie w formie zdjęć.



Najwięcej dzwonków mam tych niebieskich. Ponieważ plenne są niebywale, a do tego bardzo wytrzymałe, mam zamiar posadzić je w kolejnym rzędzie wzdłuż krawężnika, w miejscu likwidowanego trawnika - o tym projekcie pisałam kilka tygodni temu.


Chciałabym też dorobić się rzędu dzwonków białych i różowych, ale tych mam zaledwie kilka i zanim się namnożą, minie pewnie kilka(naście) lat.

Jak już się nie będę mogła doczekać to sobie po prostu kupię cebulki białych i różowych dzwonków. (Ciekawe, że nie potrafię zapamiętać właściwej nazwy, mimo, że już nawet w komentarzach mi ją podpowiadano...)

Na razie, nadal mozolnie pracuję nad poszerzaniem pasa wzdłuż ulicy. Podczas niedawnych prac, dostały mi się mrówki pod rękawicę i pokąsały. Nadgarstek wygląda niemal jak u narkomana - dobrze, że mrówki wybrały sobie bok nadgarstka, z dala od żył!

 
Dereń pięknie zakwitł, jak co roku. Trudniej nieco uchwycić to piękno na zdjęciach. Te, które dzisiaj zamieszczam, robiłam o 7 rano, przed wyjściem do pracy.


Starałam się pokazać jak pięknie wygląda wraz z innymi roślinami przy domu, stąd ujęcia z kilku  z różnych kątów. Na tym powyżej, w tle dzwonki i rododendron, który zakwita jako pierwszy - oraz Kicia, którą szalenie interesowały moje poczynania przed domem o tak wczesnej porze.
Pod spodem, widać też rododendron, który zakwita jako drugi. Trzeci kwitnie właśnie teraz, ale jeszcze nie udało mi się zrobić mu zdjęcia.


Oba rododendrony bardzo mocno przycięłam w zeszłym roku, ale bardzo szybko zaczęły wypuszczać odrosty, więc mimo późnej pory przycinania (latem), nie zaszkodziło im to. W tym roku przytnę chyba i ten trzeci, bo gałązki są za wiotkie i za długie w stosunku do kwiatów i łamią się.


Na zdjęciach widać też sypiący się płot - część sztachet już odpadła, pozostałe trzymają się ledwo ledwo.

Za domem, na grządkach warzywnika, podziałałam ostatnio tak, że nadal bolą mnie mięśnie. Wyporządziłam grządkę pod pomidory i nanosiłam ziemi z kompostownika. Dość sporo tej ziemi - piękna gruba warstwa. Trochę pomogło mi starsze dziecię, bo kompostownik mam mocno nieprzyjazny dla użytkownika i pod koniec już nie dawałam rady sama. Przerobienie kompostownika jawi się więc jako kolejny projekt na stale wydłużającej się liście rzeczy do zrobienia, ale jak już się w sobie zbiorę to powinnam sobie z tym poradzić.

19 pomidorów posadzonych. Dostałam od koleżanki z pracy 25 sztuk rozsady, ale podzieliłam się z inną koleżanką. A wczoraj, w ośrodku kultury gdzie Emilia ma balety, wystawione były doniczki z rozsadą podarowaną przez lokalną firmę ogrodniczą. Kto chciał, mógł sobie wziąć co chciał i ile chciał. Pomidorów wzięłam tylko 3, ale za to przyniosłam do domu oregano, jarmuż i jeszcze coś, ale nie pamiętam teraz co, a że deszcz pada to nie chce mi się biegać do ogródka i sprawdzać etykiet. Jeszcze nie posadzone.

Powoli wschodzą wysiane nasiona kukurydzy, kalarepki i albo arbuza albo melona - nie pamiętam, ale to nie ma znaczenia. Papryka za to nie wschodzi i nie wiem czy to wina starych nasion, czy coś ją wydziobało. Groszek pnie się po zamontowanym specjalnie dla niego płotku, ale jeszcze nie kwitnie. Emilia dopytuj się kiedy będziemy wykopywać ziemniaki, bo strasznie to lubi. Same ziemniaki też.

Zawiązały się też owoce jagód, porzeczek, czereśni, śliwek i jabłek. Jabłonka w tym roku miała niewiele kwiatów, ale trochę kuleczek wypatrzyłam, więc nadzieja na własne jabłka jest.

A na koniec - światełka, o których wspominałam jakiś czas  temu. Nie udało mi się zrobić zdjęcia, ale nakręciłam filmik i wrzuciłam na uTube. Widać na nim jak to wygląda z odległości kilku metrów oraz pulsujące żaróweczki w kształcie kwiatków.



Światełka mają kilka opcji migania, na razie to delikatne pulsowanie odpowiada mi najbardziej.

sobota, 18 maja 2019

Wyzwanie czytelnicze

Na przełomie marca i kwietnia uczniowie gimnazjum, do którego chodzi mój syn uczestniczyli w wyzwaniu czytelniczym. W czasie trzech tygodni mieli przeczytać jak najwięcej minut a samo wyzwanie połączane było z kwestą na rzecz szkoły. Na tych, którzy przeczytali najwięcej w poszczególnych kategoriach (klasowych), bądź uzyskali najwięcej sponsorów, czekały różne nagrody.

Jeden z tych trzech tygodni wyzwania wypadł podczas ferii wiosennych, więc byłam pewna, że sporo gimnazjalistów wykorzysta ten czas, żeby nabić sobie licznik minut. Z Krzyśkiem umowę miałam taką, że tyle ile minut przeczyta, tyle czasu może grać na moim komputerze. Układ ten okazał się bardzo motywujący dla mojego syna, który wyzwanie zaliczył z wynikiem 1965 minut. Było sporo dni, kiedy nie czytał w ogóle, nic, ani jednej strony, ale były też i takie dni, kiedy jak zaczął czytać to ja już dawno zasnęłam, a on dalej czytał. Ponieważ nie trzeba było wstawać do szkoły, to sobie dziecko mogło zarwać kilka nocy. W końcu wiem jak trudno oderwać się od ciekawej lektury - sama zarwałam niejedną noc czytając, choć ostatnio staram się już tego nie robić bo z wiekiem coraz trudniej mi się pozbierać następnego dnia.

Średnio wyszło Krzyśkowi jakieś 93 minuty dziennie. Niby sporo, ale z perspektywy wyzwania, to jednak niezbyt imponujący wynik. Jakież więc było zaskoczenie i moje i Krzyśka, kiedy okazało się, że przeczytał najwięcej z pośród wszystkich uczniów w szkole. W nagrodę dostał książkę oraz kartę do księgarni o wartości $25.

czwartek, 16 maja 2019

Białe powojniki



Przeglądając zdjęcia do dzisiejszego wpisu, doszłam do wniosku, że poświęcę go całkowicie białym  powojnikom.


Wiosna piękna, w ogródku kwiaty cudne wszystkie, ale to właśnie zdjęcia powojników zachwyciły mnie najbardziej - nawet nie wiedziałam, że tak ładnie wyszły.


Jeden z powojników rośnie sobie w donicy z drabinką wspierającą się o płot. Płot stoi na słowo honoru ale mam nadzieję, że kiedy pojawią się nowi sąsiedzi (dom wystawiony jest na sprzedaż) to podzielimy się kosztami postawienia nowego płotu. Póki co, ten, który jeszcze stoi, stanowi ładne tło dla delikatnych powojników.


Drugi powojnik też pod płotem, ale z innej strony, oddzielającym od innych sąsiadów. Ten płot jest druciany, z przeplecionymi plastikowymi listewkami, zamieniający siatkę w niby parkan.


Zaraz obok rośnie bez. Trochę się musiałam powyginać i nagimnastykować, ale w końcu udało się zrobić zdjęcie powojnika na tle bzu.


Trzeci biały powojnik oplata pień ostrokrzewu rosnącego tuż przy tarasie. Pieniek to raczej, niewiele szerszy od zwykłego palika, bo drzewko-samosiejka niewiele sobie liczy lat.

wtorek, 14 maja 2019

Artystka na basenie

Emilia lubi malować, a jeszcze bardziej bawić się farbami. Po każdej sesji pół pokoju wyłączone jest z użytku ponieważ na podłodze suszą się efekty działalności plastycznej dziecka:



Zazwyczaj są to właśnie taki bohomazy jak powyżej, ale czasem wyjdzie spod jej ręki coś tak niesamowitego, że aż dech zapiera. No bo jak uwierzyć, że coś takiego wymalowało moje sześcioletnie dziecko?


Bardzo jestem ciekawa czy z czasem Emilia zarzuci malowanie, czy pociąg do sztuki okaże się na tyle silny, by rozwijać ewentualny talent w formie jakichś lekcji lub choćby kursu rysunku. Czas pokaże.

Póki co, Emilia, do zeszłego piątku żyła jog-a-thonem, który jak co roku, miał miejsce w jej szkole. W tym roku nie mogłam osobiście obserwować jej poczynań, ale wiem, że przebiegła 19 okrążeń - tyle samo co rok wcześniej.

Jog-a-thon pozostał wspomnienieniem, ale teraz na tapecie jest basen z treningami dwa razy w tygodniu. Nie są to lekcje, bo pływać dziecko już się nauczyło. Teraz dzieci ćwiczą wytrzymałość zaliczając kolejne długości basenu. Pół godziny takiego treningu wywołuje wilczy apetyt nie tylko wieczorem, ale jeszcze następnego dnia rano!