Jak Emilia czegoś chce, to zazwyczaj to dostaje. W domu, jedynie mama potrafi powiedzieć dziecku "NIE" i nie ugiąć się pod presją płaczu, krzyków czy nękania nieustającym "Proszę!"
Trzymam w osobnym pudełku ozdoby szczególnie mi bliskie, i tego pudełka nie odsyłam po sezonie na strych a chowam w szafie w sypialni. Przez tydzień na choince wisiały tylko te ozdoby.
W tym samym pudełku trzymam drobiazgi, które na czas świąteczny ustawiam w domu - ich czas właśnie nadszedł.
I tak na półce stanął Mikołaj a na zestawie stereo - gwiazda, która nie mieści się na czubku choinki bo choinka jest za wysoka.
Z jednej z czerwonych wstążek wyprodukowałyśmy z Emilią wspaniałe kokardy, które ozdobiły zasłony. Sporo ozdóbek znalazło się na wieńcu adwentowym zawieszonym przy drzwiach wejściowych, reszta przydaje się przy pakowaniu prezentów bo powoli i ta, jakże miła czynność, już się odbywa - na raty i częściowo w ukryciu bo wiadomo, że przy pakowaniu niektórych prezentów dzieci asystować mi nie mogą.
Dzisiaj w końcu bombki opuściły zaciszny stryszek - po powrocie z pracy czekały na mnie dwa kartony pełne ozdób choinkowych i Emilia, którą- tak rozpierała radość, że już nawet nie jadłam obiadu tylko zabrałyśmy się obie za strojenie drzewka. Emilia wieszała, ja przewieszałam. Na samym dole starałam się umieścić ozdoby z plastiku ze względu na Kicię, która już kilka razy zabawiała się choinkowymi zawieszkami w minionym tygodniu.
Dekoracja choinki dokonała się bez strat - co warto odnotować.
Kiedy Krzysiek wrócił ze szkoły, czekała go miła niespodzianka:
Jak już wcześniej wspomniałam, choinka jest za wysoka, by nasadzić na jej czubek jakąkolwiek ozdobę, w związku z tym przywiązałam gwiazdkę do najwyższej gałązki a patyczek, na której jest gwiazdka zamaskowałam kokardką. Emilii się podoba.







