niedziela, 28 czerwca 2026

Marys Peak

Na początku czerwca wybrałyśmy się na wycieczkę na szczyt Marys Peak - najwyższy punkt w paśmie Przybrzeżnym o wysokości 1250 m. (Góry Nadbrzeżne to pasmo górskie w zachodniej części stanu Oregon, biegnące równolegle do wybrzeża Oceanu Spokojnego). 



Wybierałam się tam już od dawna a wyglądało to jak w tym wierszu o sójce co się za morze wybierała, zawsze coś stawało na przeszkodzie, przeważnie równie poważnego, jak powody dla których wierszykowa sójka odkładała swoją podróż.

I w ten weekend znalazł się dobry powód, żeby nie jechać. Nocowały u nas dwie koleżanki Emilii, Karina i Stella, więc wiele tego spania nie było. Kiedy obudziłam się o 2:35, w drodze do łazienki zobaczyłam światło w szparze pod drzwiami pokoju Emilii. Myślałam, że dziewczyny zasnęły z zaświeconą lampką, ale kiedy wracając do sypialni chciałam tę lampkę wyłączyć, światło zgasło - czyli panienki nie spały. 
Wstały około 10 rano, widać było, że mocno niewyspane, ale kiedy zapytałam czy chcą ze mną jechać, stwierdziły że tak. Oj powoli im szło to poranne zbieranie się i wyjechałyśmy dopiero około pierwszej po południu a na miejsce jedzie się nieco ponad godzinę.



W pogodne dni ze szczytu Marys Peak można zobaczyć Ocean Spokojny na zachodzie i Góry Kaskadowe (w tym Mt. Rainier i Mt. Hood) na wschodzie przez Dolinę Willamette ale tamta niedziela nie była pogodna. Niska temperatura dobra jednak była dla wędrowania pod górę, aplikacja w telefonie zarejestrowała 466 metrów zdobytej wysokości.


Na szczycie dziewczyny zaległy na łące a po chwili Emilia zasnęła. Pozwoliłam jej trochę pospać ale po pewnym czasie zrobiło mi się zimno - szczyty górskie mają to do siebie, że hula na nich wiatr, a słonko schowane było za grubą warstwą chmur i nie miało jak nas ogrzać. Z niemałym trudem udało mi się dobudzić dziecko i ruszyłyśmy w drogę powrotną. Zmieniłyśmy nieco trasę i natknęłyśmy się na parking, położony dużo wyżej niż ten, z którego wyruszyłyśmy, raptem 20 minut od szczytu. Pełnym wyrzutu głosem dziecko zapytało, dlaczego nie przyjechałyśmy na ten parking.



Pokonałyśmy nieco ponad 10 kilometrów w trzy godziny. Tym razem obyło się bez zakwasów - najwyraźniej wspinanie się na nawet niezbyt wysoką górkę dwa razy w tygodniu sprawdza się. 

Poniżej kilka zdjęć zrobionych na szlaku.






Brak komentarzy: