Długi weekend z okazji Memorial Day (Dzień Pamięci) wypadł w tym roku nieco wcześniej niż zazwyczaj - Memorial Day jest obchodzony w ostatni poniedziałek maja. Ten długi weekend stanowi także początek sezonu letniego. Kilka razy zdażyło nam się pojechać pod namiot ale jednak w maju pogoda niepewna więc wolę nocować w suchym i ciepłym miejscu. W tym roku znalazłam AirB&B w przystępnej cenie w niedużej miejscowości Yachats nad oceanem.
Kiedy rezerwowałam pokój, pół roku temu, nie wiedziałam, że syn znajdzie sobie staż na kampusie i przyleci do domu dopiero w sierpniu. Mogłyśmy pojechać z Emilią same, ale zaproponowałam, że jak chce, to może z nami pojechać jej przyjaciółka, Karina. Mama Kariny pracowała w ten weekend więc bez problemu zgodziła się na wyjazd córki z nami.
W drodze do Yachats zatrzymałyśmy się nad potokiem Alsea i powtórzyłyśmy trasę z końca marca: najpierw wodospad Alsea Falls a potem spacer do wodospadu Green Peak Falls z dłuższą przerwą na bujanie się na huśtawce zawieszonej nad rzeczką.
| Alsea Falls |
| Alsea Creek |
Nie obeszło się bez małej przygody. Zaraz na początku, poniżej pierwszego wodospadu, Karina poślizgnęła się i wpadła do wody, tak do pasa. Woda wprawdzie nie była bardzo zimna, ale w kieszeni spodenek miała telefon a do szlufki przyczepione słuchawki. Na szczęście z wody wygrzebała się szybciutko, sprzęt nie zamókł i nic się nie zepsuło. Tylko humor jej się zepsuł, i rozlał się nieco na resztę towarzystwa. Niewypowiedziana propozycja powrotu do domu została przeze mnie zignorowana. Karina przebrała się w samochodzie i poszłyśmy do drugiego wodospadu ale nie miała ochoty wchodzić do wody żeby dojść do huśtawki. Nie nalegałyśmy z Emilią.
| Green Peak Falls |
W drodze z Alsea nad ocean dziewczyny spały. Zajechałam do Seal Rock bo w marcu bardzo nam się podobały baseny pływowe pełne anemonów, rozgwiazd, małży i innych skorupiaków ale akurat trafiłyśmy na początek przypływu i te wszystkie skarby schowane były już pod wodą. Dziewczyny, jeszcze nie do końca wybudzone nie bardzo miały ochotę na spacer na plaży więc pojechałyśmy na kwaterę.
Z pokoju miałyśmy częściowo widok na ocean, w miejscu gdzie rzeka Yachats wpada do Pacyfiku, niewielką zatoczkę i plażę, na którą wybrałyśmy się po przyniesieniu rzeczy z samochodu. Budynek usytuowany jest tuż przy szosie US-101 i trochę się bałam czy nie będzie za głośno, ale po zmroku ruch samochodowy w zasadzie zamarł i przez uchylone okno słyszałyśmy tylko szum fal. Poza tym od ulicy oddzielał nas sprytnie zaprojektowany pas zieleni - iglaki i rabatka kwiatowa.
Jeszcze zdążyłyśmy zaliczyć krótki spacer na plaży ale w końcu przegnały nas przypływ i głód. Yachats nie jest dużą miejscowością więc wybór odnośnie obiadokolacji był dość ograniczony. W sobotę dziewczyny wybrały pizzę. Okazała się dość smaczna. I ogromna.
W pokoju był wprawdzie dość spory telewizor ale trzeba było logować się na swoje własne konto na każdym niemal portalu a żadna z nas nie pamiętała hasła więc telewizor pozostał wyłączony. Ale Wi Fi plus telefony komórkowe wystarczyły aż nadto. Pozy tym i tak już było późno więc zarządziłam ciszę nocną bo miałam plany na następny dzień i nie przewidywałam spania do południa. I tak nam minął dzień pierwszy.
| widok z plaży przez rzekę na Yachats i na naszą kwaterę |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz