Wśród dzieci, muzeum znane jest jako muzeum dinozaurów - i już jasne dlaczego się tam wybraliśmy.
W muzeum zgromadzono kilka szkieletów dinozaurów, choś nie wszystkie zostały znalezione w północno-zachodniej Ameryce.
Smyk wprost oszalał ze szczęścia - u nas nie ma takiego muzeum z takimi eksponatami. Co można było dotknąć - dotknął. W muzeum są wydzielone kąciki edukacyjne i spędziliśmy sporo czasu w jednym z nich układając między innymi układanki z dinozaurami.
Inny dział, który wzbudził spore zainteresowanie Smyka, to ten poświęcony wulkanom. Tutaj dzieci mogą podotykać większość modeli i eksponatów, więc Hultajstwo potraktował tę część muzeum jak plac zabaw.
Oczywiście dziecku spodobały się wszystkie błyszczące kamyki na wystawie kamieni szlachetnych i półszlachetnych - musiałam mu tłumaczyć dlaczego nie możemy ich zabrać do domu. Pewnie i tak podwędziłby kilka chowając do kieszeni spodni gdyby nie fakt, że były one za dość grubą szybą. I nie chodziło o wartość rynkową tych kamyków, bo to nie ma większego znazenia dla Hultajstwa - po prostu wdzięczyły się one do niego z całą mocą odbijając refleksy światła, więc jakżeby ktoś mógł im się oprzeć? No jak?
W czasie kiedy zwiedzaliśmy muzeum, trafiliśmy na tymczasową wystawę poświęconą sowom.
Zachwyciły mnie fantastyczne fotografie, i kilku zrobiłam nawet zdjęcie. Chętnie kupiłabym reprodukcję-plakat, ale takowych akurat nie było w sklepie z pamiątkami.
Cały dolny poziom muzeum zajmuje dział etnograficzny. Tutaj już nie można niczego dotykać, a jak się ktoś zapomni to uruchamia się alarm. Nie tylko nam się zdarzyło go uruchomić i jak widać jest to na porządku dziennym bo ani razu nie pojawił się nikt z obsługi żeby nam zwrócić uwagę, oszczędzając nam tym samym wstydu.
Te różne maski, stroje z różnych stron świata, modele łodzi i chat bardzo spodobały się całej naszej trójce. Tradcyjnie napstrykaliśmy nieco fotek, którem można obejrzeć tutaj.
Ponieważ pojawiliśmy się w muzeum dość wcześnie rano, zwiedzających nie było jeszcze wielu, i nie musieliśmy się rozpychać łokciami żeby dopchać się do gablot.






















































