niedziela, 18 stycznia 2026

2025: Podsumowanie wędrownika

Dzisiaj podsumowanie wędrowania i pieszych wycieczek w roku 2025. 

Aplikacja, której używam, wygenerowała mi śliczne zestawienie w różnych kategoriach ale zacznijmy od porównania z latami poprzednimi.

Rok 2025 okazał się lepszy od kilku poprzednich, tylko w roku 2020 osiągnięcia były lepsze. Pierwszy wykres pokazuje czas, przy czym 341 godzin to czas przewędrowany od założenia aplikacji na telefonie, a w samym roku 2025 było to prawie 63 godziny!



Kolejny wykres prezentuje przewędrowaną odległość. 1073 km od kiedy zaczęłam korzystać z aplikacji a w roku 2025 przewędrowane 204 km.



Dwa kolejne zdjęcia prezentują dane statystyczne za rok 2025: 44 wycieczki o łącznej długości 204.3 km, co zajęło 62 godziny i 56 minut - z rozbiciem na poszczególne miesiące. 


Jak widać w październiku nie udało mi się wybrać na żadną pieszą wycieczkę, ale za to w lipcu i sierpniu trochę się nachodziłam - w lipcu byliśmy na wakacjach w Parku Narodowym Lassen w Kalifornii. 

Właśnie zauważyłam, że wykresy nie pokazują stycznia i grudnia, ale nie chce mi się marnować czasu na dochodzenie dlaczego. W grudniu wybrałam się na kilka wycieczek, w tym z synem. Zanim wrócił na studia po przerwie świątecznej (wczoraj), 5 stycznia, w ostatni dzień ferii Emilii, wybraliśmy się na rodzinną wycieczkę na pobliską Mt. Pisgah.

Mt. Pisgah

Na Mt. Pisgah byliśmy już wiele razy, ale dopiero teraz spotkaliśmy tam kojota.

Przy samej ścieżce, na tyle blisko by uwiecznić na filmie i zdjęciach ale z zachowaniem bezpiecznej odległości. 




Dzisiaj, korzystając z przepięknej pogody wybrałyśmy się na kolejną wycieczkę, choć już bez syna, który do akademika dotarł cały i zdrowy - tym razem bez opóźnień i przygód na lotnisku. Dla towarzystwa zabrałyśmy ze sobą koleżankę Emilii, Karinę.

Nieco ponad godzinę jazdy samochodem zajęło nam dotarcie do szlaku prowadzącego do wodospadu Trestle Creek Falls (który widziałyśmy już wcześniej). Kolejna godzina i trochę i doszłyśmy do wodospadu.




Ścieżka prowadzi za kaskadą i przejście za ścianą wody zawsze stanowi atrakcję, niezależnie od wieku.


Bardzo mnie zdziwiło że w piękną słoneczną niedzielę na szlaku prawie nikogo nie było. Spotkaliśmy jedynie trzy inne grupy piechurów i pierwszy raz nikt nie wchodził nam w obiektyw przy robieniu zdjęć.




W kotlinie, tam gdzie parking, było bardzo zimno a na drodze i poboczu zalegał szron. Chłodem ciągnęło jak z otwartej lodówki, ale kiedy wspięliśmy się na wysokość, gdzie słonko miało szansę zajrzeć, temperatura powietrza natychmiast się podniosła. Na zdjęciu poniżej potok Brice Creek, do którego wpada Trestle Creek.




Zdjęcie z mostu, na kilka minut przed odjazdem.

Brak komentarzy: