Spacer wzdłuż Siltcoos Lagoon dostarczył moim dzieciom niesamowitej rozrywki oraz dał im okazję pozbycia się części niewyczerpywalnych zapasów energii.
W tym celu bardzo przydatne okazały się drzewa, drzewka, nieco bardziej wyrośnięte krzewy i wszelakie chaszcze. Krzysiek nie przepuścił żadnej gałęzi, na którą mógłby się wdrapać. Emilia dzielnie go naśladowała, choć często musiała być podsadzana przez rodziców. A że łażenie po drzewach to jest to co dzieci w tym wieku powinny robić (a nie przesiadywać przed ekranami wszelakich urządzeń elektronicznych), popisy dziatwy uradowały mnie ogromnie.




No, faktycznie małe "małpeczki" :)
OdpowiedzUsuńPiekne miejsca i takie zielone.
Wspólne spacery z dziećmi zawsze owocują fajnymi wspomnieniami. :)
Poza wodą, to kolejne miejsce, gdzie moje dzieci byłyby szczęśliwe!!! takie wspinaczki, to to, co uwielbiają :)
OdpowiedzUsuńFajne dzieciaczki..malutka jest mniamniusia!A to tak na stałe w Stanach?Pozdr!
OdpowiedzUsuńDorka - dobrze mieć takie wspomnienia...
OdpowiedzUsuńHrabina - to takie "zdrowe" upodobania...
Anonim - dzięki, tak w USA to na stałe.
Motylek
Fajne te Twoje małpeczki :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło.
Splociku - dziękuję!
OdpowiedzUsuńMotylek